Jak mają wyglądać rozmowy między urzędami a przemysłem o finansowaniu terapii

Autor: Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia • • 04 czerwca 2009 06:22

Niewykluczone, że w ustawie refundacyjnej, której projekt ma być gotowy jeszcze w czerwcu, zostaną zawarte przepisy regulujące zawieranie tzw. porozumień podziału ryzyka.

Kształt ustawy refundacyjnej i porozumienia cenowe, były przedmiotem jednej z dyskusji podczas IV Konferencji Farmaceutycznej Rynku Zdrowia - Leki w Polsce 2009

Od jakiegoś już czasu krążą informacje o toczących się negocjacjach producentów leków z resortem zdrowia w sprawie ustalenia wspólnego, zadowalającego obie strony finansowania nowych terapii. Niedawno wiceminister zdrowia Marek Twardowski wspominał m.in. o negocjacjach z producentem omalizumabu, publicznie dyskutowany był także przypadek palivizumabu.

O czym mówimy
Można podejrzewać, że negocjacje podjęli producenci tych leków, które otrzymały pozytywną rekomendację Agencji Oceny Technologii Medycznych, pod warunkiem uzyskania przez płatnika zadowalającej ceny. Jednak – jak podkreślają przedstawiciele samej branży – możemy tu mówić raczej o porozumieniach finansowych, niż realnych zapisach przewidujących podział ryzyka.

– Słyszymy o próbach zawierania porozumień, mających zapewnić kontrolę budżetu, a przede wszystkim dostęp do leku po specjalnych cenach – stwierdził Cezary Głogowski z działu ekonomiki zdrowia firmy GSK, podczas niedawnego spotkania stowarzyszenia CEESTAHC. – To, z czym mamy do czynienia, to raczej udzielanie rabatów dla świadczeniodawcy, oferowanie darmowych cykli leczenia czy darowizn, a nie prawdziwy podział ryzyka.

Firmy farmaceutyczne twierdzą, że są przygotowane do zawierania porozumień i elastyczne w negocjacjach cenowych. Chcą mieć szansę zademonstrowania prawdziwej wartości swojego produktu. Jeżeli płatnik ma wątpliwości i obawia się ryzyka związanego z refundacją, zmniejszeniu tych obaw służą właśnie różnego typu porozumienia.

– Do umów podziału ryzyka może dojść tylko wtedy, gdy to ryzyko występuje po obydwu stronach – przypomniał dr Krzysztof Łanda, prezes HTA Audit. – Identyfikacja potencjalnych ryzyk po obydwu stronach powinna być jednym z pierwszych kroków przy budowaniu strategii refundacyjnej czy cenowej.

Najczęściej takim ryzykiem po stronie producenta jest brak uzyskania refundacji, czyli potencjalne niższe przychody i niższa stopa zwrotu z inwestycji lub uzyskanie refundacji niezgodnej z oczekiwaniami.

Obawy po obu stronach
Innym argumentem przemawiającym za podjęciem rozmów są gorsze warunki decyzji refundacyjnej od oczekiwanych, np. poprzez ograniczenie preskrypcji w postaci terapii inicjującej, podczas gdy firma spodziewała się finansowania leku w szerszym zakresie, zgodnie ze wskazaniami rejestracyjnymi. Z taką sytuacją mamy do czynienia np. w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów (RZS).

Przedstawiciele urzędów z kolei obawiają się podjęcia błędnej decyzji refundacyjnej. Jeśli byłaby ona pozytywna, to oznacza finansowanie leku, który może mieć działania niepożądane, mniejszą skuteczność czy cenę nieadekwatną do jego rzeczywistej wartości. Natomiast decyzja negatywna oznacza odmowę refundacji leku, który później okazał się niezwykle skuteczny, efektywny, o dobrym profilu bezpieczeństwa.

Możliwe jest również podjęcie błędnej decyzji cenowej, co naraża urząd na zarzut niegospodarności. Łatwo jest też naruszyć dyscyplinę budżetową, w wyniku np. nadmiernej preskrypcji, czyli przepisywania danego leku przez lekarzy.

Decydenci muszą również uwzględniać ryzyko polityczne, działania marketingowe firm, działania stowarzyszeń pacjentów czy zarzutów o nierówne traktowanie produktów, producentów czy grup chorych.

– Po obu stronach istnieją pewne ryzyka związane z niepewnością oszacowań, jeśli chodzi o skuteczność, bezpieczeństwo, koszty, opłacalność, wpływ na budżet płatnika – wymienia doktor Łanda. – Decyzje refundacyjne czy cenowe podejmuje się zawsze w warunkach niepewności. Im wyższy stopień niepewności, tym wyższe ryzyko, ale też wyższa motywacja do zawierania porozumień.

Jak to działa
Wspólną cechą porozumień „państwo – przemysł” jest to, że z reguły nie są ujawniane publicznie ich szczegóły. Jednak zdaniem prezesa Łandy, sam fakt zawarcia takiego porozumienia, powinien być oficjalnie udostępniony opinii publicznej, stanowiąc sygnał dla innych producentów i wpływając pozytywnie na postrzeganie danej firmy przez decydentów i płatnika.

Jak pokazuje praktyka innych państw, zawierane porozumienia mogą być zaskakujące. Wiadomo, że floor price to cena, poniżej której przedstawicielstwo koncernu farmaceutycznego w danym kraju nie może zejść. Oficjalnie. Nieoficjalnie może istnieć szersze spektrum sprzedaży tego leku, de facto poniżej floor price...

– Wiedząc, że lek może w danym kraju być dedykowany 1000 osobom, firma wykonuje analizę wpływu na budżet płatnika dla 500 osób. Jest jednak świadoma ryzyka, że preskrypcja leku przekroczy tę liczbę. Decydent również zdaje sobie z tego sprawę – mówi prezes HTA Audit.

– Obie strony zawiązują porozumienie podziału ryzyka, w którym płatnik zgadza się finansować terapię dla 500 osób po proponowanej przez producenta cenie – tłumaczy Krzysztof Łanda. – Każdy pacjent powyżej tej granicy będzie leczony na koszt firmy farmaceutycznej. Ta nie uruchamia marketingu, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie i tak liczba osób stosujących lek przekroczy 500.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum