Drogie leki: kuracja za miliony niemożliwa bez państwowej refundacji

Autor: Newsweek/Rynek Zdrowia • • 01 czerwca 2018 09:24

Na nowe terapie farmakologiczne, który po serii badań klinicznych trafiają na rynek, nierzadko trzeba wydać miliony. Kuracje te, na które czekają ciężko chorzy, stają się jednak dla nich niedostępne bez państwowej refundacji.

Fot. archiwum

Na cenę nowego leku, którego jedna fiolka potrafi kosztować 90 tys. a roczna kuracja nawet 1,5 mln zł, wpływa m.in. patent na nowo opracowaną substancję. Prawo chroni interesy twórcy przez 20 lat. Po tym okresie przestają obowiązywać patentowe obostrzenia. Wówczas tzw. generyki mogą być produkowane przez różne firmy farmaceutyczne, które konkurują ze sobą na rynku.

Generyki są tańsze, ponieważ ich producenci nie muszą wydawać pieniędzy na testy i badania kliniczne. To wszystko sprawia, że ceny spadają nawet do kilku złotych za opakowanie.

Aby chorym zapewnić dostęp do drogich i niezwykle skutecznych kuracji, państwo refunduje je w ramach programów lekowych, do których wchodzą ściśle wyselekcjonowani chorzy. I tak zgodnie z danymi NFZ najdroższym lekiem z listy refundowanych jest Remodulin (substancja czynna: treprostynilum), stosowany w leczeniu tętniczego nadciśnienia płucnego (TNP). Ma on złagodzić objawy u pacjentów w zaawansowanym stadium choroby. Cena hurtowa brutto jednej fiolki z roztworem do podania w formie dożylnej wynosi ponad 90 tys. zł. Leczenie może trwać przy tym wiele miesięcy, a dawka ustalana jest indywidualnie dla pacjenta.

Za leki nierefundowane pacjenci płacą sami, jeśli ich na to stać. Ich ceny mogą szokować. To np. Elaprase dla osób cierpiących na mukopolisacharydozę (konkretnie na zespół Huntera). Roczna kuracja preparatem, który dostarcza niezbędny enzym, kosztuje ok. 1,5 mln zł.

Więcej: m.newsweek.pl

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum