Czy nowa lista refundacyjna spełni oczekiwania pacjentów onkologicznych?

Autor: LJ, IB/Rynek Zdrowia • • 25 kwietnia 2018 05:54

W środę (24 kwietnia) zakończyły się konsultacje dotyczące projektu obwieszczenia ministra zdrowia ws. wykazu leków refundowanych, który wejdzie w życie 1 maja br. Nadal nie znamy jego ostatecznego kształtu, ale już wiadomo, że budzi on zarówno duże nadzieje, jak i poważne obawy onkologów i pacjentów onkologicznych.

Lekarze podkreślają, że w ich dotychczasowej praktyce nie było sytuacji, gdy lek na nowotwór został odebrany w skutecznej terapii. Fot. Fotolia

Jak zauważa firma analityczna PEX PharmaExpert, ważne zmiany dotyczą m.in. kontynuacji terapii prowadzonej wcześniej w ramach chemioterapii niestandardowej. W pięciu onkologicznych programach lekowych minister zdrowia wprowadził zmiany gwarantujące kontynuację terapii pacjentów, których leczenie było finansowane do 1 kwietnia 2018 r. w ramach programu chemioterapii niestandardowej. Zmiany dotyczą leczenia raka jelita grubego, niedrobnokomórkowego raka płuca, nowotworu neuroendokrynnego trzustki, zaawansowanego raka żołądka oraz skórnych chłoniaków T-komórkowych (ziarniniaka grzybiastego i zespołu Sézary’ego).

W projekcie listy leków refundowanych, w programie leczenia niedrobnokomórkowego raka płuca (NDRP), znalazł się zapowiadany przez resort zdrowia kryzotynib, do stosowania w drugiej lub trzeciej linii leczenia. Do ostatnich godzin przed publikacją projektu wykazów toczyły się rozmowy z producentem leku.

To oznacza, że od maja br., w programie leczenia NDRP, obok leczenia ukierunkowanego molekularnie i dostępnych aktualnie terapii dla pacjentów z potwierdzoną obecnością mutacji aktywującej w genie EGFR (gefitynib i erlotynib w pierwszej i drugiej linii leczenia oraz ozymertynib w drugiej linii leczenia), lekarze uzyskają możliwość stosowania kryzotynibu dla pacjentów z mutacją ALK.

- W przypadku raka płuca mamy problem z dużą liczbą chorych: ponad 22 tys. zachorowań, z tego 18 -18,5 tys. to chorzy z rozpoznaniem niedrobnokomórkowego raka płuca. I o nich mówimy w kontekście zmian w programie lekowym - wskazuje prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej.

Przypomina, że dotychczasowy program obejmował leczenie anty-EGFR stosowane w I lub II linii. W listopadzie 2017 roku wprowadzono nową opcję leczenia anty-EGFR u chorych, u których występuje oporność podczas I linii leczenia. Jednak w przypadku raka płuca problemem jest fakt, że leczenie anty-EGFR odnosi się do 10 proc. naszej europejskiej populacji. To ok. 10 proc. wszystkich chorych na nowotwory niepłaskonabłonkowe płuca.

Rak płuca - co z immunoterapią?

- To co się wydarzyło w ostatnim okresie, czyli wprowadzenie immunoterapii, dotyczy też raka płuca, i to zarówno płasko-, jak i niepłaskonabłonkowego. Chcemy stworzyć racjonalny system wykorzystania tej wartościowej metody, która nie tylko wydłuża życie chorych, ale także zapewnia lepszą jego jakość - podkreśla prof. Krzakowski.

I przypomina, że jeden z leków należących do grupy immunoregulatorów, w badaniu rejestracyjnym wykazał podwojenie wartości, do 30,5 miesiąca, jeśli chodzi o medianę przeżycia całkowitego w porównaniu do chemioterapii. Jak na ten nowotwór, to istotny sukces.

Prof. Krzakowski przyznaje, że nie każdy chory odniesie korzyść z immunoterapii, należy jednak wskazać tych, którzy taką korzyść odniosą. Dla pozostałych nadal jedyną opcją będzie chemioterapia.

Jak mówił nam wcześniej prof. Paweł Krawczyk, kierownik Pracowni Immunologii i Genetyki Katedry i Kliniki Pneumonologii, Onkologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, o ile w przypadku chorych z czerniakiem, którzy mogą korzystać z refundacji immunoterapii, może ona dotyczyć kilkuset osób, o tyle w przypadku raka płuca takich chorych jest wielokrotnie więcej.

- Pojawia się zatem problem olbrzymich kosztów. Podnoszona jest również kwestia odsetka odpowiedzi na leczenie, który w czerniaku wynosi 60-70 proc., a w raku płuca 30-40 proc. To znacząco mniej, ale jeśli kilka tysięcy chorych z rakiem płuca odpowie na immunoterapię, której miesięczny koszt wynosi 15-20 tys. zł, wydatki na leczenie będą miażdżące - ocenił ekspert.

- I to jest zapewne odpowiedź na pytanie, dlaczego leki te nie są refundowane. Z drugiej strony w sąsiedniej Słowacji, którą trudno chyba uznać za szczególnie bogaty kraj - są - zauważył.

20 kwietnia, podczas spotkania w Ministerstwie Zdrowia, na którym omawiane były nowości na majowej liście leków refundowanych, wiceminister zdrowia Marcin Czech przekonywał jednak, że ostatnie zmiany nie oznaczają zamknięcia listy refundacyjnej dla producentów leków stosowanych w raku płuca.

- Jeżeli zaoferują leki, które mają pozytywną rekomendację prezesa AOTMiT i odbędą się satysfakcjonujące negocjacje z Komisją Ekonomiczną, to Ministerstwo Zdrowia będzie je włączać do refundacji, w zależności od możliwości finansowych NFZ - dodał wiceminister Marcin Czech.

Rak nerki - zmiana na lepsze?

W ramach tego samego spotkania w MZ była również mowa o refundacji kabozantynibu w leczeniu raka nerki. Jednak w projekcie opublikowanym 20 kwietnia na stronach resortu, leku nie ma. Resort zastrzegał wcześniej, że toczą się jeszcze rozmowy z podmiotem odpowiedzialnym.

Czy pacjenci z rakiem nerki mogą zatem liczyć na refundację kabozantynibu w maju?

- Taką mamy intencję. Oczywiście pod warunkiem uzgodnienia zapisów programu lekowego. Planujemy zmiany w ustawie refundacyjnej, zgodnie z którymi nie będziemy musieli ustalać treści programów z producentami - zaznaczył wiceminister.

Obecnie wpisanie każdego kolejnego leku do programu wymaga zgody producentów, których leki są w programie.

- Etap, który polega na uzgadnianiu szczegółów programu lekowego jest trudny. Chociaż uważam, że, z punktu widzenia klinicznego, projekt tego programu powinien zadowolić podmiot odpowiedzialny - dodał prof. Maciej Krzakowski.

Kwestia opcji terapeutycznych dla pacjentów onkologicznych w ramach majowej listy jest uważnie śledzona przez organizacje pacjenckie.

- Potrzeby w tym zakresie są ogromne, ostatnie obwieszczenia nie przynosiły długo oczekiwanego przez chorych rozszerzenia terapii m.in. w raku płuca, nerki, jelita grubego, nowotworach hematologicznych i wielu innych - mówi nam Beata Ambroziewicz, członek zarządu Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

- Tym bardziej cieszą nas zapowiedzi Ministra Zdrowia o finiszu prac nas poprawą dostępności w leczeniu w raku płuca i nerki. Standard leczenia raka płuca w Polsce wymaga pilnych zmian. Pomimo iż jest to najczęstszy nowotwór w kraju (także na świecie) wydatki na jego leczenie są minimalne, a dostęp do opcji terapeutycznych nadal bardzo wąski - dodaje.

- Największe nadzieje wiążą się ze stosowaniem immunoterapii, liczymy że będzie ona dostępna w nowym programie lekowym, zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Zdrowia - mówi Beata Ambroziewicz.

Podkreśla ponadto, że od wielu miesięcy docierały do pacjentów zapewnienia, że chorzy na zaawansowanego raka nerki w końcu doczekają się kolejnej linii leczenia ukierunkowanego molekularnie i będą mieli szansę na znaczące przedłużenie życia, w sytuacji oporności na dotychczasowe leczenie.

Szpiczak plazmocytowy - pacjenci nie stracą dostępu do skutecznej terapii?

Pacjenci ze szpiczakiem mnogim mają nadzieję, że nadal będą mieli dostęp do Revlimidu (lenalidomid). Roman Sadżuga, prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Szpiczaka, alarmował w ostatnich dniach, że jeśli od 1 maja br. ta terapia stanie się dla nich niedostępna, będzie to oznaczało prawdziwy dramat.

Dr hab. n. med. Artur Jurczyszyn z Kliniki Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie także nie ukrywał niepokoju z powodu braku pewności, czy chorzy na szpiczaka plazmocytowego otrzymają od maja refundację tego leku w ramach programu lekowego NFZ dla opornych/nawrotowych postaci choroby.

W liście do MZ zwracał uwagę, że chodzi o ok. 1 tys. osób miesięcznie, a lenalidomid jest podstawowym lekiem immunomodulującym, który ma zastosowanie u pacjentów ze szpiczakiem mnogim z bardzo dobrym skutkiem terapeutycznym. Dzięki niemu można znacząco przedłużać życie chorym z tym nieuleczalnym nowotworem.

- Obecnie właśnie dzięki temu lekowi średnia długość życia pacjentów ze szpiczakiem to około 7 do 10 lat, podczas gdy jeszcze 10-15 lat temu było to 3-4 lata.
 Brak refundacji lenalidomidu automatycznie pozbawiłby możliwości skutecznego leczenia setki osób ze szpiczakiem, a tym samym skróciłby im życie.
 Nadmienię też, iż chorzy oczekują refundacji innych leków w szpiczaku, takich jak daratumumab, pomalidomid i carfilzomib - przypominał specjalista.

- Jestem lekarzem od 22 lat i w mojej dotychczasowej praktyce nie było sytuacji, gdy lek na nowotwór został odebrany w skutecznej terapii. Śmiem twierdzić, iż nigdzie na świecie nie byłoby to możliwe - podkreślał Artur Jurczyszyn i apelował o zachowanie programu lekowego z lenalidomidem.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum