Bezpieczeństwo lekowe. Jesteśmy uzależnieni od Azji w stu procentach

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia20 stycznia 2022 13:29

W czasie pandemii, w szpitalach w niektórych momentach zapotrzebowanie na niektóre molekuły wzrosło o kilkaset procent. Jednocześnie nie było sytuacji, że tych leków zabrakło dla polskich pacjentów - mówi Sebastian Szymanek.

Bezpieczeństwo lekowe. Jesteśmy uzależnieni od Azji w stu procentach
Przez 25 lat stopniowo oddawaliśmy produkcję substancji czynnych do Azji - mówi Sebastian Szymanek Fot. PTWP
  • Krajowi producenci leków musieli zareagować na sytuację w czasie pandemii COVID-19, żeby uniknąć przestojów produkcyjnych
  • Wiele państw wprowadziło zakaz eksportu leków i substancji czynnych. Wpierw musiały być zabezpieczone dostawy na lokalny rynek
  • Zaczęliśmy przewidywać, co będzie potrzebne w przyszłości - mówi Sebastian Szymanek, prezes Zakładów Farmaceutycznych Polpharma
  • Wyciągaliśmy lekcje z dotychczasowego przebiegu pandemii. Wiedzieliśmy, że fale COVID-19 przychodziły do nas raczej z Zachodu, co oznaczało, że mieliśmy pewne opóźnienie i mogliśmy obserwować, na co rosło zapotrzebowanie na tamtych rynkach - dodaje

"To była naprawdę wojna"

- Proszę sobie wyobrazić, że jesteście Państwo krajowym producentem, którego co 8 opakowanie w aptekach i co 3 w szpitalu pochodzi z Waszych fabryk. Przychodzi okres pandemii. Wiecie, że Was to dotknie, ale nie wiecie jak - tak opisał nastrój sprzed kilkudziesięciu miesięcy Sebastian Szymanek, prezes zarządu Zakładów Farmaceutycznych Polpharma, podczas debaty "Globalne łańcuchy dostaw" w ramach kongresu EEC Trends 2022.

- Okres radzenia sobie z tym wyzwaniem dzielę na dwa etapy: etap pierwszy to rezygnacja z opcji just-in-time (dostawa na czas) na korzyść just-in case (na wszelki wypadek). W związku z tym podjęliśmy decyzję o tym, żeby natychmiast zwiększyć "bill of material", czyli zapasy materiałów i innych elementów potrzebnych do produkcji. Zamiast transportu frachtem przeszliśmy na transport lotniczy - wymieniał.

Przyznał, że wiązało się to z ogromny kosztem, ale i walką. Bo co się okazało? W farmacji to nie była kwestia tego, że kontener nie wyjdzie albo że będzie jechał bardzo długo. Problemem były zakazy eksportowe i preferencje dotyczące tego, czego nie można eksportować, bowiem wpierw musiały być zabezpieczone dostawy na lokalny rynek: -To była naprawdę wojna - podkreśla prezes Szymanek.

Równolegle krajowy producent leków zastanawiał się, co takiego można zrobić, żeby uniknąć przestojów produkcyjnych.

Prezes Szymanek wyjaśnił, że chodzi między innymi o system zapewnienia bezpieczeństwa pracowników: - Myślę, że jako jedni z pierwszych przeprowadziliśmy metodę, którą do dzisiaj stosujemy, czyli regularny screening z użyciem testów antygenowych, który pozwala nam wychwytywać bardzo szybko przypadki zakażeń. Ma to znaczenie biznesowe, ale i społeczne, bo nasi pracownicy bardzo szybko wiedzą, kiedy mają do czynienia z zagrożeniem i wiedzą, jak nie zarazić swojej rodziny.

Zrozumieć COVID-19 i przewidzieć, co będzie

W drugim etapie zaczęto się zastanawiać czy da się "zrozumieć" COVID-19 i przewidzieć, co będzie potrzebne? W tym obszarze oparto się m.in. na doradztwie specjalistów. Nie mieli dać odpowiedzi, czym leczyć COVID-19, bo wtedy jeszcze leczenia nie było, ale czym leczyć powikłania po COVID-19? 

- Zaczęliśmy przewidywać, co będzie potrzebne w przyszłości. Dodatkowo zaczęliśmy wyciągać lekcje z dotychczasowego przebiegu pandemii. Wiedzieliśmy, że fale COVID-19 przychodziły do nas raczej z Zachodu, co oznaczało, że mieliśmy pewne opóźnienie i mogliśmy obserwować, na co rosło zapotrzebowanie na tamtych rynkach. Do tego budowaliśmy własne modele, które biorą pod uwagę wiele czynników, żeby przewidzieć w efekcie, co w danym momencie będzie potrzebne - opisuje.

Do tego bardzo ścisła współpraca z Ministerstwem Zdrowia i Głównym Inspektorem Farmaceutycznym, które to instytucje gromadziły informacje o potencjalnych ryzykach w zakresie braków leków.

Jakie to dało efekty? Przykładowo w szpitalach w niektórych momentach zapotrzebowanie na niektóre molekuły wzrosło o kilkaset procent. Jednocześnie nie było sytuacji, że tych leków brakuje dla polskich pacjentów.

Jesteśmy uzależnieni od Chin w 100 procentach

Pandemia COVID-19 tylko przyspieszyła debatę w całej Unii Europejskiej, jak uniezależnić się od dostaw leków spoza kontynentu, by zapewnić bezpieczeństwo lekowe. Sebastian Szymanek podsumował, co przez te pandemiczny czas zrobiono. Ocenia, że niewiele:

- Od mieszania herbata nie staje się słodsza. Czy jest jakiś konkretny plan w Polsce albo chociażby w Europie na to, żeby przywrócić produkcję substancji czynnych, odpowiem: "nie".

Ale zaraz dodaje: - Sprawa jest bardzo skomplikowana, bo przez 25 lat jako Polska, ale i Europa, stopniowo oddawaliśmy produkcję substancji czynnych do Azji. Stan faktyczny jest taki, że dzisiaj 80 proc. wolumenu jest produkowane w Azji. Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie najważniejsze, populacyjne molekuły i ratujące życie, które dzisiaj są produkowane w Azji, to nasze uzależnienie jest stuprocentowe. Nie da się dzisiaj prowadzić prowadzić politerapii pacjenta w oparciu o krajowe czy europejskie molekuły.

Prezes Szymanek wskazuje na dwa megatrendy, które doprowadziły do takiej sytuacji.

- Po pierwsze: nasze europejskie przekonanie, że nieważne gdzie co jest produkowane, ważne, by było tanie. Z drugiej strony, kraje azjatyckie świadomie podjęły decyzję, że farmacja będzie jedną z tych branż, która będzie napędzać w przyszłości ich gospodarkę. Przygotowali fundusze strukturalne na to, żeby wybudować zarówno fabryki i infrastrukturę, jak i uruchomić granty na badania i rozwój tych substancji czynnych.

To się dodatkowo spotykało z dwoma ważnymi elementami. Kiedy zaczynali produkcję na rynek wewnętrzny, to natychmiast trafiali na ogromne rynki, czyli mieli szybki efekt skali w połączeniu z niskimi kosztami pracy, z niskimi kosztami środowiskowymi, zniesionymi barierami administracyjnymi, a nawet mniejszymi problemami z ochroną IP. Kiedy osiągnęli dużą skalę, zaczęły się pojawiać zachęty eksportowe. To wszystko doprowadziło do sytuacji, w której ceny ich substancji czynnych były tak niskie, że zmonopolizowali świat.

Dzisiaj to Chiny czy Indie dyktują warunki. W czasie pandemii COVID-19 zaczęli podwyższać ceny i w ocenie prezesa Szymanka - teraz ten trend wyłącznie przyspieszy.

Strategia: dotować substancje czynne jak ziemniaki

Co dzisiaj można zrobić?

- Możemy się zdecydować na strategię: "buduj na tym, co masz", czyli stworzyć podobne zachęty, używając zarówno funduszy strukturalnych na rozwój infrastruktury, jak i na wsparcie rozwoju API. Z założeniem, że inicjatywa jest po stronie biznesu, dlatego że to przemysł później będzie musiał żyć z produktem, który musi w efekcie być konkurencyjny na rynkach światowych - nikt nie tworzy substancji czynnej dla jednego kraju. Jeżeli w koszcie tej substancji nie trzeba liczyć amortyzacji, to ta cena ma szansę rzeczywiście być konkurencyjna.

Kolejna możliwość wymagałaby innych działań. Oparta jest na wskazaniu listy molekuł, które powinny być wytwarzane w Europie.

- Tę strategię nazywam strategią ziemniaka. Jeżeli chcemy, żeby ziemniak rósł tutaj, a nie w Chinach, to dotujemy każdy kilogram ziemniaka. Tak samo będzie z substancjami czynnymi. Przy czym ta dopłata będzie inna do każdej substancji czynnej, tak samo, jak jest inna do ziemniaka i do żyta.

 

 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum