Anna Kowalczuk: myślę, że Narodowy Instytut Leków zostanie suwerenną jednostką

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia24 czerwca 2022 05:30

Myślałam o NIL w kategorii centrum bezpieczeństwa lekowego. Pandemii odsłoniła potrzebę budowania narodowej strategii farmaceutycznej. Chcieliśmy być miejscem, w którym powyższy temat znalazł by realizację - mówi odchodząca ze stanowiska dyrektora Narodowego Instytutu Leków Anna Kowalczuk.

Anna Kowalczuk: myślę, że Narodowy Instytut Leków zostanie suwerenną jednostką
Jestem szczęśliwa, że mogłam w trakcie swojej pracy zebrać różne doświadczeni - mówia Anna Kowalczuk Fot. Anna Kowalczuk
  • Udało nam się zatrzymać rotację pracowników i przestaliśmy być źródłem kadry dla firm farmaceutycznych - mówi Anna Kowalczuk, do 21 czerwca dyrektor Narodowego Instytutu Leków
  • Kierowała NIL od 2017 roku. W tym czasie zmieniliśmy nieco nasz profil działania. Leki syntetyczne są nadal ważne, ale w tej chwili postawiliśmy też na biochemię, biotechnologię, szczepionki stosowane w celach leczniczych - dodaje
  • To spowodowało też zmianę profilu pracowników, bo mamy farmaceutów i chemików, ale od pewnego czasu staramy się też rekrutować biologów i biochemików

Luiza Jakubiak, Rynek Zdrowia: 21 czerwca minister zdrowia zdymisjonował Panią z funkcji dyrektora Narodowego Instytutu Leków. Jak Pani myśli, co jest przyczyną tej decyzji? Na przykład pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje o planach zmian i przejęcia NIL przez inną instytucję? Mówi się o PZH.

Anna Kowalczuk:

Decyzja o odwołaniu została przekazana telefonicznie. Na pytanie, jakie są powody odwołania, usłyszałam, że była to decyzja ministra Adama Niedzielskiego.

Najważniejszym tematem pozostaje likwidacja Instytutu. Uważam, że dyskusja o takich zmianach powinna być publiczna i poważnie uargumentowana. Ten plan nie jest dobry z wielu powodów. Bardzo dużo kosztowało nas zgromadzenie wysokokwalifikowanego potencjału ludzkiego. Nie jest to łatwa sprawa, ze względu na multidycyplinarny charakter działalności NIL.

Trzeba zrozumieć potrzeby naukowców, utrzymać kompetencje analityczne, znaleźć ścieżki kariery dla młodych ludzi. W NIL pracują osoby należące do różnych pokoleń, od tych bardzo doświadczonych, związanych całe życie z Instytutem, poprzez tzw. „milenialsów”, aż po świeżo upieczonych absolwentów uczelni. Oczywiście każda grupa ma inne podejście do pracy, inne poczucie przynależności do organizacji oraz inne motywacje.

Zarządzanie instytucją o  wielokierunkowym profilu aktywności i  z wielopokoleniową załogą jest trochę koronkową robotą. Udało nam się zebrać zespół wspaniałych pracowników i boli mnie brak zrozumienia, że pewne decyzje niosą nieodwracalne skutki albo przynajmniej ich naprawienie będzie trwało latami.

Nasi naukowcy nie przystają do pracy w NIZP-PZH. Profil działalności PZH jest inny, nastawiony na zdrowie publiczne, a praca laboratoryjna jest tam marginalna. Poza tym w centrum badań NIL pozostaje lek.

Obie instytucje są jednostkami naukowo-badawczymi. Co takiego jest specyficznego dla NIL, że to połączenie nie jest dobrym pomysłem?

NIL to narodowe laboratorium kontrolujące produkty lecznicze, nierozerwalnie połączone z innymi narodowymi OMCL-ami (Officinal Medicinal Control Laboratories) w ramach sieci europejskiej. Od lat współpracujemy z EDQM (Europejski Dyrektoriat ds. Jakości Leków), mamy zbudowane relacje, wymianę informacji. Nasi eksperci wchodzą w skład grup doradczych i zespołów roboczych EDQM. Tak więc kooperacja międzynarodowa o której mówię, ma wymiar zarówno instytucjonalny jak również wynika z konkretnych interakcji ludzkich.

Kolejnym argumentem dzielącym NIL i NIZP-PZH jest realizacja nauki. PZH zatrudnia 400 osób. My zatrudniamy 200. Wartość subwencji naukowej z MEiN w poprzednim roku wynosiła u nas ponad 7 mln, w PZH 5 mln. Chciałabym podkreślić iż wartość subwencji wynika z aktywności naukowej instytutu, liczby publikacji.

Poza tym nie zajmujemy się zdrowiem publicznym. Zajmujemy się nauką, lekami, epidemiologią w kontekście antybiotykooporności.

„Obsługujemy” też prokuraturę i policję jako biegły instytucjonalny. Fizycznie stanowimy zaplecze dla wszystkich tematów związanych z fałszowaniem leków, nowymi substancjami psychoaktywnymi.

Wreszcie, chciałabym podkreślić doradczą  rolę instytutu we współpracy z branżą. W naszym kraju brakuje publicznego tzw. „scientific advice”, a potrzeby firm związane z tą działalnością próbowaliśmy zaspokajać poprzez naszą spółkę celową.

"Zatrzymaliśmy odpływ wartościowej kadry"

Co zmieniło się na przestrzeni lat, od kiedy została Pani dyrektorem NIL w 2017 roku?

Przede wszystkim udało nam się zatrzymać rotację pracowników, przestaliśmy być głównym źródłem kadry dla firm farmaceutycznych. Oczywiście część osób odchodzi, ale w drugą stronę też zdarzają się przejścia.

W tym czasie zmieniliśmy też nieco nasz profil działania. Leki syntetyczne są nadal ważne, ale w tej chwili postawiliśmy też na biochemię, biotechnologię, szczepionki stosowane w celach leczniczych. Wyjście z obszaru chemicznego w obszar bio był konieczny. To spowodowało też zmianę profilu kompetencji pracowników, bo poza farmaceutami i chemikami od pewnego czasu staramy się też rekrutować biologów i biochemików.

Przez te pięć lat dużo się nauczyliśmy. Na początku wydawało nam się, że rozumiemy branżę, bo prowadzimy kontrolę leków. Ale w praktyce okazało się, że to za mało. Współpraca z różnymi rodzaju podmiotami, realizacja projektów, czasem prostych zleceń, a czasem bardziej skomplikowanych usług, otworzyło nam oczy. 

Jestem szczęśliwa, że mogłam w trakcie swojej pracy zebrać różne doświadczenie i oraz dobrze poznać System. Zawsze celem ostatecznym, nadrzędnym będzie pacjent, natomiast współpraca na jego rzecz jest bardzo złożona.  Istnieje strona publiczna, naukowa, biznesowa i w NIL mamy szczęście kooperować z każdą z nich.

Stąd też wynika lepsze zrozumienie naszej roli.

NIL stał się rodzajem pomostu między nauką a biznesem, stroną publiczną i prywatną?

Tak. Myślałam o NIL w kategorii centrum bezpieczeństwa lekowego. Pandemii odsłoniła potrzebę budowania narodowej strategii farmaceutycznej. Chcieliśmy być miejscem, w którym powyższy temat znalazł by realizację. Stąd też moja obecność w tematyce leków generycznych oraz rodzimego przemysłu.

Smutny jest fakt, że w chwili obecnej przemysł ma dużo więcej do zaoferowania i to zarówno w kontekście naukowym,  wyposażenia  jak i kadr. Wydaje mi się, że nie dbamy o to, co już mamy i nie rozwijamy tego. Postulowaliśmy by NIL stał się instytutem państwowym, niestety propozycja nie znalazła poparcia resortu.

Co teraz?

Myślę, że Instytut zostanie jako suwerenna jednostka, bo to jedyna słuszna decyzja. Mamy poparcie wielu stron, m.in. Konwentu Dziekanów Wydziałów Farmaceutycznych oraz Rady Głównej Instytutów Badawczych. Będę kibicować kolegom, aby wyszli z kryzysu z sukcesem.

A ja nie ukrywam, że z entuzjazmem patrzę teraz w stronę sektora farmaceutycznego, bo branża od zawsze mnie interesowała. Zakładam, że doświadczenie wyniesione z instytucji publicznej może stanowić wartość dodaną, pozwalającą na jeszcze lepsze zacieśnianie współpracy obu stron – publicznej i prywatnej.

Dr n. farm. MBA Anna Kowalczuk była dyrektorem Narodowego Instytutu Leków od 10 kwietnia 2017 roku. Wcześniej była zastępcą dyrektora ds. Badań Kontrolnych w NIL.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum