Wyzwania e-zdrowia." Wciąż dużo pracy, ale zaliczyliśmy spektakularny skok cywilizacyjny"

Autor: Szymon Bijak • Źródło: Rynek Zdrowia01 listopada 2022 06:30

Pandemia koronawirusa sprawiła, że nastąpił rozwój e-usług w sektorze ochrony zdrowia w Polsce. Wciąż jednak jest sporo do zrobienia. — Jako kraj i społeczeństwo przeszliśmy bardzo szybką transformację cyfrową, która daje nam dobrą pozycję wyjściową do całkiem nowych e-usług i do pewnego redefiniowania e-zdrowia — zauważa Rafał Włach, dyrektor sprzedaży CompuGroup Medical Polska.

Wyzwania e-zdrowia." Wciąż dużo pracy, ale zaliczyliśmy spektakularny skok cywilizacyjny"
Nowe technologie wchodzą szturmem do gabinetów lekarskich. Coraz szybciej. Fot. PAP/Maciej Kulczyński
  • — Jest jeszcze duże pole do zagospodarowania, jeżeli chodzi o e-usługi w Polsce, chociaż zaliczyliśmy w trakcie pandemii spektakularny skok cywilizacyjny. Pandemia wymusiła pewne zachowania ze strony pacjentów — przyznał Krzysztof Płaciszewski, zastępca dyrektora ds. teleinformatycznych i inżynierii medycznej Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie
  • Sporo pracy przed systemem ochrony zdrowia. — Musimy zadać sobie kilka bardzo ważnych pytań z punktu widzenia etyki lekarskiej. Np. gdzie będzie przebiegała granica pomiędzy e-usługą a kontaktem z żywym lekarzem? — podkreślił Rafał Włach, dyrektor sprzedaży CompuGroup Medical Polska
  • Aspektem kluczowym są szkolenia dla pracowników sektora medycznego. - Jeśli już uruchomimy szkolenie, to jest bardzo niska frekwencja. Jeśli już ktoś przyjdzie, to tylko dlatego, że został przymuszony. Potrzebna jest zmiana myślenia pracowników służby zdrowia — otwarcie przyznał Marcin Romanowski, prezes zarządu Comarch Healthcare
  • Rozwój e-usług, współpraca firm informatycznych i podmiotów medycznych, przyszłość i wyzwania. Tematów dotyczących e-zdrowia nie brakowało w trakcie tegorocznego, XVIII Forum Rynku Zdrowia 

"Zaliczyliśmy spektakularny skok cywilizacyjny"

— Jest jeszcze duże pole do zagospodarowania, jeżeli chodzi o e-usługi w Polsce, chociaż zaliczyliśmy, w trakcie pandemii, spektakularny skok cywilizacyjny w tym zakresie. Pandemia wymusiła pewne zachowania ze strony pacjentów — przyznał Krzysztof Płaciszewski, zastępca dyrektora ds. teleinformatycznych i inżynierii medycznej Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie. 

Podczas tegorocznego Forum Rynku Zdrowia nie zabrakło debaty dotyczącej e-zdrowia. Zaproszeni prelegenci diagnozowali obecny stan usług w Polsce, dyskutowali o zarządzaniu placówką medyczną przy informatycznym wsparciu czy oczekiwaniach rynkowych i potrzebach środowisk medycznych.

Jak się okazuje, na gwałtowny rozwój usług związanych z e-zdrowiem w naszym kraju wpływ miała pandemia koronawirusa. 

— Powołując się na dane, które mam z Centrum e-Zdrowia, pod koniec roku 2020, kiedy byliśmy w szczycie drugiej fali, mieliśmy 4,6 mln użytkowników kont IKP. Rok później — było to już prawie 10 milionów więcej, czyli odnotowaliśmy spektakularny przyrost w 2021 roku — wyliczał Płaciszewski.

Marcin Węgrzyniak, ekspert ds. ochrony zdrowia w Pentacomp Systemy Informatyczne SA  zgodził się ze stwierdzeniem, że pandemia przyspieszyła wszelkie działania - "to był katalizator". 

— Nie było także sporów w środowisku medycznym. Przed e-receptą wdrożone zostały e-zwolnienia i w trakcie pierwszych przymiarek wszystkie ryzyka się zmaterializowały. Wszystkie spory, które miały wybuchnąć, wybuchły. Dlatego też kwestia jakości przygotowania danego wdrożenia jest na pewno kluczowa — podkreślił Węgrzyniak. 

Ekspert ds. ochrony zdrowia zwrócił uwagę na to, że sensownie przygotowano się od strony działań towarzyszących, które są równie istotne. 

– Chodzi o programy szkoleniowe oraz – to, co w mojej ocenie jest najważniejsze – zachęty finansowe, żeby korzystać z nowych e-usług. To jest dość sprawdzony sposób. Tak to funkcjonuje w zwykłej medycynie i przełożenie tego na te e-usługi po prostu się sprawdza. W wielu krajach, również w Polsce,  jest to realizowane w ten sposób, że regulator rozsypuje pieniądze po tych ścieżkach, po których chce, żeby podmioty lecznicze nimi podążały. Analogicznie zostało to przygotowane przy e-recepcie, jak i przy kolejnych e-usługach. To jest na pewno coś do powielenia przy każdym kolejnym wdrożeniu — dodał Marcin Węgrzyniak w trakcie Forum Rynku Zdrowia. 

"Jako kraj i społeczeństwo przeszliśmy bardzo szybką transformację cyfrową"

Podczas debaty padło pytanie: gdzie byśmy byli, jeśli chodzi o rozwijanie tego typu usług, gdyby pandemia koronawirusa nie nadeszła?

— Spowodowała całkowitą zmianę sposobu, w jaki ludzie patrzą na dostępność usług. W pierwszej fazie pandemii zostaliśmy zamknięci w domach. Mimo to nasze zapotrzebowanie na kontakt z systemem ochrony zdrowia nie zmalało. Przecież nagle nie przestaliśmy chorować na inne choroby niż COVID-19. W związku z tym ludzie samoczynnie zaczęli szukać sposobów kontaktu z systemem. Dlatego też bardziej i szybciej akceptowali usługi, które zostały przygotowane. Pamiętam prototypowanie e-recepty. Były dyskusje, czy to się przyjmie, kiedy osiągniemy współczynnik 30, 40, 50 procent. Tymczasem dzięki pandemii osiągnęliśmy 90-procentowy współczynnik sprawności e-recepty i to w ciągu kilku miesięcy — jasno podkreślił Rafał Włach, dyrektor sprzedaży CompuGroup Medical Polska. Dodał jednocześnie, że jako społeczeństwo jesteśmy dość nieufni wobec nowych technologii, ale w związku z pandemią musieliśmy zmienić trochę swoje nastawienie. 

— Uważam, że jako kraj i społeczeństwo przeszliśmy bardzo szybką transformację cyfrową, która daje nam dobrą pozycję wyjściową do całkiem nowych e-usług i do pewnego redefiniowania e-zdrowia. Musimy jednak zadać sobie kilka bardzo ważnych pytań z punktu widzenia etyki lekarskiej. Np. gdzie będzie przebiegała granica pomiędzy e-usługą a kontaktem z żywym lekarzem? — podsumował Włach. 

W takim wypadku — czy można powiedzieć, że system e-zdrowia w Polsce jest już w pełni dojarzały? 

— Wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy dojrzałość. Dojrzałość systemów to jest jedna rzecz, natomiast druga to dojrzałość rynku czy użytkowników — w ten sposób swoją wypowiedź rozpoczął Rafał Dunal, pełnomocnik zarządu Grupa Konsultant IT, prezes CloudiMed i wiceprezes zarządu Polskiej Izby Informatyki Medycznej.

— Ostatnio CeZ opublikowało został raport, w którym stwierdzono, że 70 czy 80 proc. podmiotów ma narzędzia do generowania elektronicznej dokumentacji medycznej i raportowania zdarzeń medycznych. Natomiast procent wykonywania tych czynności jest znacznie mniejszy. Ta dojrzałość to nie tylko systemy informatyczne, bo technicznie my wszyscy jesteśmy gotowi. Istotne jest zbudowanie tej świadomości, wytłumaczenie naszym użytkownikom, dlaczego to powinno nastąpić. Tutaj jest jeszcze bardzo dużo do wykonania — podkreślił Rafał Dunal.

Niewątpliwie są więc potrzebne szkolenia dla pracowników, aby jeszcze lepiej mogli zrozumieć wprowadzane na polski rynek e-usługi. 

— Dostęp do szkoleń jest, my potrzebujemy po prostu budżetów. Pan dyrektor Paweł Kikosicki mówi, że CeZ wykonuje szkolenia – tylko że szkoli on ze swoich systemów. Problem jest w przypadku szpitali, poradni czy bezpośrednio lekarzy: oni potrzebują szkoleń z naszych systemów, które dostarczamy — apelował Rafał Dunal. 

— Dajmy pieniądze podmiotom na to, żeby mogły zamówić szkolenia u nas. Jak rozmawiamy dziś z dyrektorami czy podmiotami, mówią nam: „ale skąd mamy wziąć na to pieniądze?” — pytał retorycznie w dalszej części swojej wypowiedzi prezes CloudiMed.

Problemy z systemami informatycznymi. "U zarania nie były tworzone dla lekarza czy pielęgniarki"

Sporo użytkowników systemów informatycznych narzeka na ich działanie. 

— Wkładamy naprawdę olbrzymi wysiłek w to, żeby systemy były coraz lepsze, nowocześniejsze, miały przyjaźniejsze funkcjonalności — podkreślał Krzysztof Groyecki, wiceprezes zarządu Asseco Poland SA.

— Niestety nie mamy wystarczających źródeł finansowania i tyle czasu, żeby reagować na bardzo słuszne uwagi użytkownika końcowego, czyli szpitala. W tej chwili prowadzimy dyskusje w firmie — w jaki sposób złamać ten schemat? Zdecydowaliśmy się, że przyszły rok to będzie rok jakościowej zmiany w systemach informatycznych i przestawienie się na stronę lekarza oraz pacjenta — dodał Groyecki. 

- Systemy informatyczne u zarania były tworzone nie dla lekarza i nie dla pielęgniarki. Po prostu. Dzisiaj zmiana tego podejścia jest trudna. System przeszkadza w pracy — to są opinie, które najczęściej się pojawiają w środowisku. Dopóki my jako menedżerowie w służbie zdrowia i menedżerowie w firmach informatycznych tego nie zrozumiemy, to nadal będziemy tworzyli produkt, który będzie dla lekarzy przeszkodą w leczeniu pacjenta — mówił podczas debaty zastępca dyrektora ds. teleinformatycznych i inżynierii medycznej Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie. 

Przedstawiciele firm informatycznych przyznawali również, że wina leży także po stronie pracowników, którzy nie są wystarczająco wyszkoleni. Albo po prostu się tym nie interesują i są oporni, jeśli chodzi o poszerzanie wiedzy.

- Jeśli już uruchomimy szkolenie, to jest zauważalna bardzo niska frekwencja. Jeśli już ktoś przyjdzie, to tylko dlatego, że został przymuszony. Potrzebna jest zmiana myślenia pracowników służby zdrowia — otwarcie przyznał Marcin Romanowski, prezes zarządu Comarch Healthcare

— Nie zgodzę się z tym, że podmioty są niedoszkolone czy bardziej może -  ich pracownicy. Często jest tak, że po prostu systemy są mało ergonomiczne. To jest główny problem. Ludzie mają dosyć rozwiązań, które są słabsze niż powszechnie stosowane rozwiązania w życiu codziennym — ripostował dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. 

Dodał jednak: — To nie wina użytkowników, że system nie jest ergonomiczny, aczkolwiek jest ich winą niezaangażowanie się w proces wdrażania. To jest grzech pierwotny, który obserwowałem kilkanaście lat temu, kiedy u nas wprowadzany był HIS. Osobami zainteresowani byli tylko informatycy i może z 2-3 lekarzy, którzy akurat mieli zacięcie informatyczne. To jest druga strona medalu. Później jest problem, że nie wiemy, że istnieje jakaś funkcjonalność. 

Informatyka i brak odpowiedniego finansowania

"Informatyka musi kosztować" - to stanowisko podkreślano w trakcie debaty o e-zdrowiu kilkukrotnie. Zaproszeni eksperci dodawali także, że mamy do czynienia z niedofinansowaniem sektora IT w ochronie zdrowia. 

— Wynika ono z tego, że najpierw trzeba kupić leki, zapłacić pensje personelowi medycznemu itd. Dług technologiczny generowany teraz w służbie zdrowia oceniam na 10-15 lat — przyznał otwarcie Krzysztof Płaciszewski.

Skoro brakuje finansów, brakuje także osób odpowiedzialnych za informatyzację w placówkach medycznych. 

— W podmiotach leczniczych kadry informatyczne nie są w stanie zająć się wszystkimi rzeczami, którymi powinny, bo tych zadań jest bardzo dużo. Poziom nakładów na IT w ochronie zdrowia w Polsce odbiega od tego, który jest w krajach zachodnich — nie miał wątpliwości Marcin Węgrzyniak. - Dlatego nie ma osób, które zajmowałyby się wyłącznie systemem medycznym w danej placówce. 

Rafał Dunal wspomniał ponadto o raporcie, w którym przybliżono plany w zakresie e-zdrowia na najbliższe lata.

- W pierwszej wersji znalazło się takie fajne zdanie, które było trochę inspirowane przez Polską Izbę Informatyki Medycznej, której jestem wiceprezesem, że 2 proc. budżetu jest sugerowane na rozwój systemów informatycznych. Czyli nie dotacja od przypadku do przypadku, tylko stałe finansowanie informatyki szpitalnej czy poradnianej. W drugiej wersji raportu tego już nie znalazłem. Chyba że będzie trzecia i ministerstwo wypuści jakąś erratę do tego planu - zastanawiał się.

Jak wygląda współpraca podmiotów medycznych z firmami informatycznymi?

Debata zeszła także na temat współpracy między podmiotami medycznymi a firmami informatycznymi, które odpowiadają za dostarczanie systemów. 

- Potrzebna jest współpraca podmiotu leczniczego z firmą informatyczną, ale nieodzowny i absolutnie kluczowy jest udział użytkownika końcowego w takich przedsięwzięciach. Bez nich przecież tego nie zrobimy. Nawet opór materii, który mamy, jeśli chodzi o personel medyczny i tu państwa pewnie zaskoczę, jest większy w grupie lekarzy niż pielęgniarek. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale takie są nasze obserwacje. Powoduje to, że musimy przekonywać i być forpocztą, która pokazuje korzyści, jakie użytkownicy będą mieli z poszczególnych rozwiązań — nie miał wątpliwości Krzysztof Płaciszewski, który zresztą przybliżył ten temat na przykładzie Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA.

— Podjęliśmy się takiego wyzwania, żeby wspólnie z podmiotem, który nam dostarcza system HIS, firmą CompuGroup, poprawić jego działanie. Muszę powiedzieć, że tutaj jest potrzebna chęć i dobra wola obu stron. Udało nam się wypracować podejście bardzo partnerskie w tym przedsięwzięciu — wyjaśnił Płaciszewski. 

Udało się przeprowadzić analizę. Zadano użytkownikom systemu - pielęgniarkom, lekarzom, sekretarkom medycznym - pytanie: co im w systemie najbardziej przeszkadza? 

— Powstała lista ponad tysiąca zagadnień, które się częściowo powtarzały, ale generalnie otrzymaliśmy tysiąc unikatowych odpowiedzi. Proszę zobaczyć, jaka to jest potężna liczba. Najciekawsze było to, że 99,9 procent zagadnień to nie były rzeczy, których nie mógł zrobić system. On robił praktycznie wszystko, tylko użytkownicy nie wiedzieli, jak tego dokonać — kontynuował zastępca dyrektora ds. teleinformatycznych i inżynierii medycznej Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie.

Raportowanie zdarzeń medycznych. "Ten system też się upowszechni"

W trakcie dyskusji pojawił się także temat raportowania zdarzeń medycznych. Przypomnijmy, że przepisy w tym względzie weszły w życie w lipcu ubiegłego roku. Wg danych okazało się, że tylko 23 tys. ze 180 tys. podmiotów rejestrowała przynajmniej jedno zdarzenie dziennie.

— To zdecydowanie niewystarczająco. Natomiast proszę też pamiętać, że to wynika z wielu przyczyn. Nasi lekarze, pracownicy ochrony zdrowia dość mocno informatyzowali się w ostatnim czasie — odpowiedział Jakub Kraszewski, dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

— Ten system też się upowszechni. Pewnie istnieją jeszcze jakieś techniczne problemy. Wiem, że na początku były problemy dotyczące usuwania jakichś błędów przy raportowaniu. Kiedy chciało się cokolwiek zmienić, to cały raport się „wysypywał”. To są więc pierwsze koty za płoty. Tak zawsze jest przy nowych narzędziach, które wprowadzamy — dodał Kraszewski. 

Jeśli więc wdrożona e-usługa (mowa właśnie o raportowaniu zdarzeń medycznych) nie działa od razu i podmioty niekoniecznie chętnie z niej korzystają, a przed nami kolejne zmiany w tym obszarze, to czy można spodziewać się kolejnych utrudnień?

— Są dwa aspekty. Pierwszy, że nie stworzono silnej i wewnętrznej potrzeby, a po drugie - być może trzeba się zastanowić nad jakimś celowanym wdrożeniem. To znaczy: może idziemy zbyt szeroko. Być może trzeba sobie wziąć taką przysłowiową receptę, zdefiniować ją i konsekwentnie jakiś dokument elektroniczny w danym kwartale, półroczu czy roku bezwzględnie wdrożyć — odpowiedział Groyecki. 

Przypomnijmy, że od 1 stycznia 2023 Narodowy Fundusz Zdrowia planuje rozliczać placówki medyczne na podstawie danych o raportowaniu zdarzeń. Czy jesteśmy na to gotowi?

— Tak, ale to jest proces i wydaje się też, że 1 stycznia jest datą krytyczną. Nie wiem, czy nie lepiej przesunąć tego na przykład na 10 stycznia — przyznał Marcin Romanowski, prezes zarządu Comarch Healthcare.

—  A czy nie miałoby więcej sensu, żeby ten termin przesunąć o 2-3 miesiące, a nie tylko te przykładowe 10 dni? — dopytywał Tomasz Klyta. 

— Musi być jakiś termin graniczny, ale też, jak to było z elektroniczną dokumentacją medyczną, nie powinno się od razu nakładać kar, bo to proces rozbiegowy. Generalnie pilotaże, które trwają, są dobrym podejściem, gdyż można pewne rzeczy sobie przetestować. Natomiast w skali całego kraju musimy dać sobie chwilkę na okres przejściowy — odpowiedział Romanowski. 

E-zdrowie i plany na przyszłość

Co przed nami? Dyrektor Paweł Kikosicki zapowiedział, że już niebawem zostanie opublikowana strategia Centrum e-Zdrowia. 

— Ona na dniach — myślę, że w połowie listopada — pojawi się na naszej stronie i będzie można również zgłosić do niej uwagi. To jest jakby kaskadowo zejście niżej. Mamy już ministerialny program e-zdrowia. Teraz będziemy chcieli przedstawić naszą strategię, kierunek, w którym będzie szła nasza instytucja — podkreślił w trakcie debaty dyrektor Centrum e-Zdrowia.

Ponadto zapowiedziano wzmożoną inwestycję w cyberbezpieczeństwo.

 — Zgadzam się z tym, że pewne działania muszą być zrobione na poziomie ministerialnym, czyli systemowym. Dlatego też Centrum e-Zdrowia będzie zespołem reagowania na incydenty dla całego sektora. Wszystko po to, żeby się nie pojawiały, a jeśli już się pojawiają to, żeby szybko je zniwelować. Będziemy również prowadzili w jego ramach szkolenia dla placówek medycznych — dodał Kikosicki. 

*XVIII Forum Rynku Zdrowia trwało między 24 a 25 października w Warszawie.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum