Program DOM i pulsoksymetry: pomysł znakomity, ale co z wykonaniem?

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 02 marca 2021 06:01

Dla części pacjentów zapisanych do programu DOM, aktywne monitorowanie się pulsoksymetrem oznacza, że mogą trafić do szpitala w miarę wcześnie, zanim nastąpi załamanie stanu zdrowia. To niewątpliwa korzyść. Jednak sam sposób rekrutacji do systemu jest niezadowalający. Tak naprawdę nikt nad tym nie panuje - mówią lekarze POZ.

Program DOM i pulsoksymetry: pomysł znakomity, ale co z wykonaniem?
Sam sposób rekrutacji do systemu jest niezadowalający - oceniają lekarze Fot. Archiwum
  • System jest dziurawy i nie do wszystkich osób, do których miały trafiać pulsoksymetry, rzeczywiście one trafiają - mówi Andrzej Zapaśnik
  • Monitoring pacjentów odbywa się w oderwaniu od lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. To podstawowa wada programu - wskazuje lekarz
  • Zaledwie co szósty pacjent, który otrzymał pulsoksymetr "z automatu", rejestrował w systemie wykonywane przez siebie pomiary

Celem programu miało być odciążenie szpitalnych łóżek przeznaczonych dla pacjentów z Covid-19, i co ważniejsze - zmniejszenie liczby zgonów z tego powodu. Nagminnie bowiem, i to się niestety nie zmienia, pod szpitalną opiekę trafiają osoby w bardzo ciężkim stanie, kiedy na skuteczną pomoc jest już za późno.

Dzięki obserwowaniu i raportowaniu podstawowych parametrów zdrowotnych za sprawą zaawansowanych pulsoksymetrów można odpowiednio wcześnie zareagować i zapewnić pacjentowi hospitalizację w odpowiednim czasie.

Czy liczbę zgonów udało się zatem zmniejszyć ? Codzienne raporty resortu zdrowia tego nie pokazują, bo zgonów przybywa. Ale zawsze można wysnuć tezę, że bez programu mogłoby być ich więcej. Choć poparcia konkretnymi danymi - brak.

Czy ten system skutecznie działa?

Jak podkreślali lekarze i eksperci, zamysł programu DOM – całodobowego monitorowania stanu zdrowia pacjenta covidowego, niewymagającego hospitalizacji, przebywającego w swoim środowisku, było znakomitym pomysłem. Szkoda tylko, że zmieniono początkowe założenia programu. Zmarginalizowano w nim udział lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Postanowiono uruchomić zautomatyzowanie systemu dystrybucji pulsoksymetrów dla pacjentów 55+, którzy - jako zarażeni - byli widoczni w systemie.

Czytaj także: Program DOM do korekty: pieniądze na pulsoksymetry w zasadzie wyrzucone w błoto

Taka decyzja ograniczyła kosztochłonność programu, ale czy uczyniła go bardziej efektywnym? To pytanie jest ciągle aktualne, bo w przypadku „trzeciej fali” pandemii i wzrostu liczby zajętych łóżek covidowych w szpitalach, DOM i pulsoksymetry mogłyby być na wagę złota, jak każde rozwiązanie, które może odciążyć lekarzy.

Jak mówi Andrzej Zapaśnik, lekarz rodzinny, prezes przychodni BaltiMed w Gdańsku, ekspert Porozumienia Zielonogórskiego, tak naprawdę nie wiadomo czy „zautomatyzowany” system dostarczania pulsoksymetrów pacjentom 55+ skutecznie działa.

- Z naszych obserwacji wynika, że część chorych nie otrzymuje tych urządzeń. Wydaje się, że system jest dziurawy i nie do wszystkich osób, do których miały trafiać pulsoksymetry, rzeczywiście one trafiają. Także monitoring pacjentów odbywa się w oderwaniu od lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. To podstawowa wada programu, bo w założeniach walki z Covid-19 to lekarz POZ jest odpowiedzialny za zlecenie pacjentowi testu oraz monitorowanie jego zdrowia podczas izolacji domowej - podkreśla Zapaśnik.

Jak wynika z danych, dotychczas tylko 3 300 pacjentów zostało włączonych do programu przez lekarzy POZ. Samych lekarzy POZ zarejestrowanych w systemie jest zaledwie 2670.



Ile osób rejestruje pomiary?


Na 145 tys. osób, które automatycznie do końca stycznia zostały „zaproszone” do programu DOM, swoje pomiary za pomocą pulsoksymetru rejestrowały zaledwie 23 tys. To oznacza, że zaledwie co szósty pacjent, który otrzymał w ten sposób pulsoksymetr, rejestrował w systemie wykonywane przez siebie pomiary. Ta liczba może być jeszcze mniejsza, bowiem można przyjąć, że 9 tys. pacjentów, którzy samodzielnie się zarejestrowali w tym czasie w systemie, aktywnie korzystało ze swojego urządzenia.

Według najnowszych danych przekazanych portalowi rynekzdrowia.pl przez resort zdrowia, obecnie w systemie znajduje się ok. 100 tys. pacjentów, a monitoruje się w nim 32 tys. osób. Te liczby wydają się być jednak przekłamane, bo jeśli na 145 tys. osób do 25 stycznia aktywnie się monitorowało 23 tys. osób, skąd nagle wziął się taki wzrost? Bardziej realne wydaje się to, że na ponad 200 tys. które trafiły od początku do sytemu, monitorowało się (lub aktualnie monitoruje) 32 tys. pacjentów, więc zaledwie w dalszym ciągu niewiele więcej niż co szósty.

Według danych MZ, ponad 180 tys. tys. osób do programu zostało zakwalifikowanych z automatu, ponad 10 tys. zarejestrowali ratownicy medyczni, a tylko 3 300 lekarze POZ. W ramach programu DOM do tej pory udzielono 30 tys. telekonsultacji z biurem obsługującym system. Nie można jednak odpowiedzieć na pytanie, ile z nich zostało przeprowadzonych u jednego pacjenta i ile było związanych z błędami w trakcie wykonywania pomiarów. Wiadomo natomiast, że 5200 osób skorzystało z teleporady lekarskiej.

Czytaj także: Na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia o pulsoksymetrach i programie DOM. Mało konkretów

Ministerstwo Zdrowia chwaliło się jeszcze kilka dni temu, że system wywołuje prawie 600 alertów dziennie. Jednak nie wiadomo, ile alertów z tej liczby jest związanych z rzeczywistymi, niepokojącymi danymi dotyczącymi stanu zdrowia pacjentów, a ile to wynik błędnie wykonanych czy źle wpisanych pomiarów. Wiadomo jednak, że z liczby 32 tys. osób zarejestrowanych w systemie i raportujących swoje pomiary, 1200 skorzystało do 22 lutego z transportu i było hospitalizowanych.

Lekarze bez dostępu

- Dla części pacjentów zapisanych do systemu, aktywne monitorujących się pulsoksymetrem, program oznacza, że mogą trafić do szpitala w miarę wcześnie, zanim nastąpi u nich załamanie stanu zdrowia. To niewątpliwa korzyść. Jednak sam sposób rekrutacji do systemu jest niezadowalający. Tak naprawdę nikt nad tym nie panuje. Nie wiadomo, dlaczego część pacjentów 55+ nie otrzymuje pulsoksymetrów i nie jest włączanych do systemu - mówi doktor Zapaśnik.

Lekarze rodzinni podkreślają także, że przez prawie trzy miesiące nie mieli dostępu do pomiarów swoich pacjentów w systemie. Dotyczy to sytuacji, w których chorzy byli rejestrowani z automatu. Dopiero w ubiegłym tygodniu, po wielu monitach lekarzy POZ, Ministerstwo Zdrowia miało zmodyfikować system i umożliwić im dostęp do takich danych. Nie udało się nam jednak potwierdzić, że tak rzeczywiście się stało.

Jeszcze w połowie grudnia, Piotr Węcławik, dyrektor Biura Administracji Ministerstwa Zdrowia, na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia informował, że resort dysponuje 200 tysiącami pulsoksymetrów. Jak przekazało nam w poniedziałek Ministerstwo Zdrowia, do tej pory wszystkie urządzenia trafiły do pacjentów (100 tys. jest obecnie w ich dyspozycji).

Resort pytany przez Rynek Zdrowia o koszt zakupu 200 tys. pulsoksymetrów wyjaśnia, że dokonała tego Agencja Rezerw Materiałowych, a informacje dotyczące pulsoksymetrów objęte są klauzulą „zastrzeżone”. MZ informuje jedynie, że koszt wysyłki i doręczenie pulsoksymetru to 53,01 zł, a realizacja eZwrotu (dezynfekcja, naprawa, ew. wymiana baterii, magazynowanie) - 80,51 zł. Razem - 133,52 zł. Ta kwota, pomnożona przez 200 tys. wykorzystanych do tej pory urządzeń daje ponad 26,7 mln złotych. Tyle skasowała za usługę Poczta Polska?

Jeśli dodać do tego wyliczenia „objęty tajemnicą” koszt pulsoksymetrów, koszt samego systemu (którego rozwijanie oraz wsparcie, jak niedawno informował MZ, wyniosło 1,8 mln zł netto), koszt pracy telekonsultantów i lekarzy udzielających w ramach systemu teleporad - to ogromna kwota. Nie sposób nie zapytać w tym kontekście o efektywność całego programu w stosunku do nakładów. Czy rzeczywiście zaoszczędzono, eliminując w praktyce z programu lekarzy POZ?

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum