Doktorze, sprawdzam pana w internecie...

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 22 listopada 2008 10:00

Nie ulega wątpliwości, że chcemy wiedzieć, kto nas leczy, jakie ma wyniki i czy aby przypadkiem nie był karany za błąd w sztuce lekarskiej lub sprzeniewierzenie się etyce zawodu. Możliwości tradycyjnej

Jej twórcy odpowiedzieli wprawdzie na społeczne zapotrzebowanie, ale w sposób, zdaniem środowiska lekarskiego, kontrowersyjny. Co sądzą o tej internetowej giełdzie opinii o lekarzach NIL i eksperci rynku medycznego piszemy poniżej. Portal rynekzdrowia.pl sprawdził też kto i jak zaspokoił ciekawość angielskich pacjentów. W Wielkiej Brytanii pomysł na oficjalne informowanie pacjentów o umiejętnościach lekarzy i jakości ich pracy realizowany jest przez publicznego płatnika. U nas podobne rozwiązanie proponuje Naczelna Izba Lekarska.

Lekarze czytający niepochlebne opinie na swój temat na stronie portalu www.znanylekarz.pl są wzburzeni. Po pierwsze: nie można sprawdzić, kto ukrywa się za anonimowymi ocenami. Po drugie: w grę może wchodzić nieuczciwa konkurencja. Po trzecie: sprawą powinna się zająć Naczelna Rada Lekarska.

Tomasz Korkosz, rzecznik NRL, nie pozostawia jednak złudzeń.

- Rada nie podejmie żadnych działań, ponieważ uważa, że będą nieskuteczne i przyczynią się tylko do rozreklamowania strony - mówi rzecznik portalowi rynekzdrowia.pl - Można tu jedynie poddać analizie prawnej aspekt ochrony danych osobowych. Jedno jest jasne: pacjent nie jest w stanie adekwatnie ocenić pracy lekarza-profesjonalisty. Może to zrobić jedynie, na podstawie przesłanek klinicznych i prawnych, sąd lekarski.

Ukarani na stronach OIL?
Duże zapotrzebowanie na informację o lekarzach nie jest jednak dla Naczelnej Izby Lekarskiej żadną niespodzianką.

- Dlatego w projekcie ustawy o izbach lekarskich zaproponowaliśmy zmianę w zakresie odpowiedzialności zawodowej lekarza - wyjaśnia Tomasz Korkosz. - Pojawił się m.in. pomysł, aby na stronach internetowych okręgowych izb lekarskich publikowane były informacje o lekarzach ukaranych przez sąd lekarski. Ze względu na ochronę danych osobowych idea ta wymaga jednak pracy i na razie nie ma jeszcze ostatecznego kształtu.

Adam Kozierkiewicz, ekspert rynku medycznego, przypomina w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl, że sam prowadził stronę rynekmedyczny.pl, na której oceniana była praca nie tylko ZOZ-ów, ale i poszczególnych lekarzy. Zaznacza jednak, że wulgarne opinie były usuwane, chętnie przyjmowano natomiast oceny pozytywne (choć z pełną świadomością, że ich część pochodziła od samych opiniowanych). Przekazywany był także e-mail do ZOZ-u, który był przedmiotem oceny. Reakcje zdarzały się różne: począwszy od prób tłumaczenia się przed stroną, poprzez wystawianie własnych opinii, aż do nielicznych przypadków wyraźnie formułowanych życzeń, iż dany ZOZ lub lekarz nie chce być przedmiotem oceny. Zwykle podnoszono wówczas kwestię ochrony danych osobowych, która, zdaniem Adama Kozierkiewicza, nie ma zastosowania w przypadku ZOZ-ów.

- W pełni zgadzam się z Naczelną Radą Lekarską, że pacjent nie może oceniać działania profesjonalisty-lekarza - podkreśla ekspert. - Z drugiej strony trudno mu odmówić prawa do zdobywania informacji o kimś, u kogo się leczy. To bardzo trudna sprawa, jako że w grę wchodzi wspomniana już ochrona danych osobowych i w końcu brak odpowiedzi na pytanie, jak chronić lekarza przed zwykłym oszczerstwem.

Rzetelnie, po angielsku
Inny zgoła pomysł na informowanie pacjentów realizowany jest w Anglii przez publicznego płatnika, gwarantującego rzetelność i wiarygodność.  Portale oceniające szpitale i przychodnie prowadzą ich ranking, przyznając opiniowanym placówkom odpowiednią liczbę gwiazdek.

- Ta forma opiniowania jest dla pacjentów bardzo atrakcyjna, ale dla płatnika stanowi poważne wyzwanie - zaznacza Adam Kozierkiewicz. - Problemem jest bowiem podstawa oceny, składająca się z trzech elementów: infrastruktury placówki, wymiaru procesu terapeutycznego oraz jego wyniku. Najprościej ocenić infrastrukturę: szpital, który ma PET, jest lepszy od tego, który go nie ma. Pozostałe elementy nie są już jednak tak wymierne i jednoznaczne. Wyleczalność zależy przecież w dużym stopniu od stanu chorego „na wejściu”. Próby pomiarów wyników leczenia spowodowały np., że szpitale zaczęły unikać przyjmowania „ciężkich” pacjentów, żeby tylko poprawić swoją pozycję w rankingu. Pomimo istniejących zagrożeń ta forma oceny wydaje się jednak właściwsza.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum