Alerty o brakach leków mogą okazać się klapą. Systemy są niekompatybilne

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia02 grudnia 2022 06:00

Farmaceuci i lekarze pracują z użyciem różnych programów komputerowych. Nie są kompatybilne. Nie ma też standaryzacji, certyfikacji i obowiązku aktualizacji programów gabinetowych i bazy leków. Nic nie zadziała jak trzeba – ocenia plany wprowadzenia elektronicznych alertów o brakach leków farmaceutka Marta Trafidło.

Alerty o brakach leków mogą okazać się klapą. Systemy są niekompatybilne
Systemy gabinetowe nie są dzisiaj kompatybilne z aptecznymi. Fot. AdobeStock
  • W obliczu braków leków Ministerstwo Zdrowia chce, by do Naczelnej Izby Lekarskiej, Naczelnej Izby Aptekarskiej oraz hurtowni farmaceutycznych co dwa tygodnie trafiały informacje w zakresie możliwej ograniczonej dostępności do poszczególnych leków
  • Nad nowym rozwiązaniem pracuje również Centrum e-Zdrowia. - System ma prezentować procentowy udział niezrealizowanych recept dla danego leku na podstawie danych z dnia poprzedniego oraz informację o wstrzymaniu dostaw leku przekazany przez producenta, a także informację o wstrzymaniu sprzedaży przez GIF
  • Jednak w ocenie farmaceutów, system alertów może nie zadziałać z powodu braku spójności różnych systemów i oprogramowania. Nie ma standaryzacji, certyfikacji i obowiązku aktualizacji programów gabinetowych i bazy leków

Farmaceuci i lekarze pracują z użyciem różnych systemów. Nie są kompatybilne

Nasilające się braki leków i krytyka, że Ministerstwo Zdrowia nic z tym problemem nie robi, przyniosło przynajmniej ten efekt, że odblokowana została pozycja o dostępności leków na stronie resortu, która od 2019 roku pozostawała martwa. 18 października br. resort zdrowia poinformował o nowej inicjatywie.

Do Naczelnej Izby Lekarskiej i Naczelnej Izby Aptekarskiej oraz hurtowni farmaceutycznych co dwa tygodnie mają trafiać informacje w zakresie możliwej ograniczonej dostępności do poszczególnych leków.

Pierwsza taka informacja została już przez GIF przygotowana. Jednak spowodowała bardziej zamieszanie i problemy niż okazała się pomocna. Przede wszystkim GIF przedstawił dwie listy brakujących leków: inną dla lekarzy, inną dla farmaceutów.

"Z łącznie 70 pozycji w wersji lekarzy, 45 uznajemy za niejasne lub nie widzimy powodu, dla których znajdują się na liście. Ta wersja wymienia tylko nazwy handlowe, podczas gdy tylko jedno z opakowań może podlegać problemom z dostępnością" - podsumował serwis GdziePoLek.

Na liście nie znalazły się natomiast preparaty, których rzeczywiście brakuje.

Również Izba Gospodarcza Farmacja Polska poinformowała, że "jest w posiadaniu szeregu informacji przesyłanych przez producentów lub podmioty odpowiedzialne, w których potwierdzają obecność w obrocie swoich produktów, które niestety GIF umieścił na liście leków o utrudnionej dostępności".

Jak się okazało, GIF przygotował listy w dwóch różnych formach na prośbę przedstawicieli samorządu lekarskiego. Z uwagi na dyskusję, którą wywołał dokument dla lekarzy, GIF zadecydował o modyfikacji jego formy. W piątek, 2 grudnia GIF po raz drugi wyśle listę do samorządów aptekarskiego i lekarskiego, tym razem w zmienionej formie, za którą może wziąć pełną odpowiedzialność.

- Powstanie jedna lista, taka sama dla obydwu grup, która przyjmie formę szczegółowego zestawienia danych - zapowiada rzeczniczka prasowa GIF, Edyta Janczewska-Zreda. Przy okazji opisuje źródła danych i sposób analizy.

Abstrahując od niefortunnego początku tego projektu, sam pomysł aktualizowanej dwa razy w miesiącu listy brakujących leków do ściągnięcia ze stron samorządów zawodowych nie spotkał się z ciepłym przyjęciem ani lekarzy, ani farmaceutów. Każde ze środowisk zwracało uwagę na inne mankamenty tego rozwiązania.

Docelowo informacja o braku dostępności leków ma być widoczna w aplikacji gabinet.gov.pl w czasie rzeczywistym. Tak, żeby lekarz w trakcie wypisywania recepty mógł stwierdzić czy lek będzie dostępny w aptekach na terenie województwa. Kiedy to rozwiązanie zacznie funkcjonować, nie wiadomo.

W stanowisku prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej zaproponowano wprowadzenie alertów lekowych – wyświetlanych lekarzowi przepisującemu zagrożony brakiem dostępności lek – w istniejących systemach teleinformatycznych, jak np. udostępnione przez rząd narzędzie gabinet.gov.pl i IKP (indywidualne konto pacjenta).

Dzisiaj już takie alerty działają, ale to, co nie podoba się lekarzom to fakt, że bazują na komercyjnych serwisach, które gromadzą informacje o dostępności leków we współpracujących z nimi aptekach.

Portale informujące o dostępności leków już działają

Usługę oferuje Kamsoft. Jak to działa? W momencie wystawiania recepty lekarz skorzysta z bazy leków. Jest połączona z systemem ktomalek.pl, który zawiera informacje o dostępności leków z danych z ponad 10,4 tys. aptek w Polsce.

To obok drugiego serwisu gdziepolek.pl portal, gdzie każdy może sprawdzić dostępność leków w okolicznych aptekach.

Na ekranie monitora lekarz widzi listę leków, wraz z informacją o ich dostępności. Zielony kolor oznacza, że produkt leczniczy jest powszechnie dostępny. Żółty informuje o ograniczonej podaży (lek dostępny jest mniej więcej w połowie aptek). Czerwony kolor to sygnał, że pacjent najprawdopodobniej będzie miał kłopot z wykupieniem leku w aptekach.

- Jeśli jest duża dostępność, to świeci się na zielono i pasek jest dłuższy, im mniej produktów na stanie aptek, kolor zmienia się na pomarańczowy. Jeśli bardzo małe – czerwony. Gdy nie ma koloru – jest duże ryzyko, że nie ma dostępności do danego leku - opisuje Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego, wiceprezes Polskiej Izby Informatyki Medycznej.

kolory dostępności Fot. Marta Trafidło, źródło: Magazyn Aptekarski
kolory dostępności Fot. Marta Trafidło, źródło: Magazyn Aptekarski

- Wychodzę z założenia, że kiedy jest długi zielony pasek to jest duża dostępność, jak krótszy, to już ryzyko wzrasta i pytanie do pacjenta, czy potrzebuje tego leku na już, czy ma jeszcze zapas. Jeśli wyświetla się na czerwono, to wchodzę w szczegóły. System weryfikuje lokalizację i pokazuje dostępność w najbliższych aptekach. Dzięki temu jestem w stanie od razu pomóc pacjentowi i wskazać konkretną aptekę, gdzie może iść po lek - dodaje.

Potrzebne dane w czasie rzeczywistym

Problem jednak polega na tym, że o ile 90 procent aptek pracuje na systemie Kamsoft, systemy gabinetowe są bardziej rozdrobnione między kilka firm, które oferują swoje oprogramowanie. Te największe to produkty firmy Asseco, oprogramowanie drEryk czy MyDr EDM (kiedyś Dr Widget).

Po drugie, wspomniane serwisy komercyjne mówią o lekach będących na stanie w aptece.

- Nie musi to oznaczać faktycznej dostępności lub jej braku. Lek może być dostępny w hurtowniach, a apteki nie zamawiają go, bo jest na przykład drogi. W momencie pojawienia się pacjenta z receptą, zamówią go na konkretne zapotrzebowanie. Niemniej serwisy nie informują, co jest w hurtowniach. Nie oddaje to zatem rzeczywistej sytuacji – wyjaśnia Tomasz Zieliński.

Pomysł wydał się jeszcze bardziej nietrafiony farmaceutom. Po pierwsze, proponowana aktualizacja braków raz na dwa tygodnie - dane są potrzebne w czasie rzeczywistym.

Po drugie, farmaceuci już dzisiaj dobrze wiedzą, jakich leków nie ma, bo sami o tych brakach informują pacjentów i resort zdrowia. Stąd komentarze na TT:

„Jak to dobrze, że się człowiek będzie mógł upewnić, że tego, czego nie ma szufladce czy na półce, rzeczywiście nie ma..."

"Czyli MZ zdrowia będzie nas informować o brakach leków? Braki, które my im przesyłamy?"

Mowa o systemie ZSMOPL, do którego każdego dnia apteki przesyłają raporty o obrotach i stanach magazynowych, a także informacje o braku możliwości zapewnienia dostępu pacjentowi do leków.

Jak mówi Tomasz Zieliński, system idealny byłby wtedy, gdyby Centrum e-Z było w stanie wygenerować usługę elektroniczną, aktualizowaną raz dziennie, podając listę brakujących leków: - Mój system, gdyby miał odpowiednią funkcję, mógłby rano podać, których leków nie ma.

CeZ pracuje nad nowym systemem dotyczącym leków

Jak się okazuje, CeZ pracuje już nad takim projektem.

- Centrum e-Zdrowia przygotowało projekt systemu prezentacji dostępności leków dla lekarzy. System w założeniu ma prezentować procentowy udział niezrealizowanych recept dla danego leku na podstawie danych z dnia poprzedniego oraz informację o wstrzymaniu dostaw leku przekazany przez producenta, a także informację o wstrzymaniu sprzedaży przez GIF. Usługa w założeniu ma być udostępniona lekarzom i pielęgniarkom w aplikacji gabinet.gov dla wybieranych leków do e-Recepty oraz dla dostawców oprogramowania gabinetowego. Należy podkreślić, że koncepcja ta wymaga jeszcze konsultacji ze środowiskiem medycznym. W pierwszym kroku planowane jest wdrożenie pilotażu usługi - poinformował nas Piotr Olewiński, dyrektor Departamentu Komunikacji Centrum.

Farmaceuci sceptyczni

Farmaceuci wskazują jednak na problem braku spójności różnych systemów i oprogramowania. - Nie ma standaryzacji, certyfikacji i obowiązku aktualizacji programów gabinetowych i bazy leków. Nic nie zadziała jak trzeba – wskazuje farmaceutka Marta Trafidło.

Większość programów gabinetowych przy wystawianiu recept wykorzystuje bazy komercyjne: Bazyl lub KS-BLOZ. A te nie są kompatybilne. Nie są też kompatybilne z programami aptecznymi. Farmaceutka poświęciła temu zagadnieniu aż cztery publikacje w Magazynie Aptekarskim, opisujące szczegółowo, gdzie system nie działa.

- Jedna baza leków, z której korzystać muszą lekarze i na niej oparte raportowanie: to podstawa. Standaryzacja, certyfikacja i aktualizacja oprogramowania. I każdy preparat na innym EAN. Niestety w przypadku szczepionek tak nie jest - podsumowuje.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze