Straszenie bronią biologiczną w Ukrainie to dezinformacja. COVID-19 jest groźniejszy

Autor: Luiza Jakubiak • Źródło: Rynek Zdrowia17 marca 2022 06:06

Po ostatnich dwóch latach mogę sobie wyobrazić, że pokaz siły COVID-19 może skłonić jakiegoś szaleńca do prac nad tego typu bronią i prób rozpętania chaosu. Do tej pory częściej jednak zagrażała nam przyroda, a nie działania człowieka - mówi prof. Krzysztof Pyrć.

Straszenie bronią biologiczną w Ukrainie to dezinformacja. COVID-19 jest groźniejszy
Laboratoria badawcze służą temu, byśmy nie byli bezradni wobec czynników biologicznych Fot. ShutterStock
  • Celem działania laboratoriów badawczych nie jest produkcja broni biologicznej, ale próby zrozumienia dlaczego dany wirus czy bakteria stanowią dla nas zagrożenie
  • Podobnie jak w każdym cywilizowanym kraju, również w Ukrainie takie laboratoria funkcjonują
  • Ostatnio natomiast pojawiła się narracja, która stawia znak równości pomiędzy tego typu laboratoriami, a jednostkami tworzącymi broń biologiczną. Jest to nieprawdziwa i niemądra interpretacja - mówi prof. Krzysztof Pyrć

Broń biologiczna to jednak nie jest tylko mit

Luiza Jakubiak, Rynek Zdrowia: Pojawiła się informacja, że WHO zaleciła ukraińskim władzom zniszczyć niebezpieczne patogeny trzymane w państwowych laboratoriach. W ślad za nią był komunikat, że Rosja może wykorzystać rzekome zagrożenie bronią biologiczną jako pretekst do ataku biologicznego lub chemicznego przeciwko Ukrainie. Jest się czego bać?

Krzysztof Pyrć*: Ważne, żeby wiedzieć, co stanowi realne zagrożenie a co jest tylko materiałem na krzykliwe nagłówki. WHO podało prawidłowa informację, która jest jednak powtarzana w sposób wyrwany z kontekstu.

Laboratoria, które zajmują się niebezpiecznymi czynnikami biologicznymi, takie jak na przykład moje laboratorium w Krakowie na UJ, pracują z ludzkimi i zwierzęcymi wirusami, bakteriami, czy grzybami. Patogeny te oczywiście mogą stanowić dla nas zagrożeniem, dlatego pracujemy w strojach ochronnych i stosujemy rozbudowane zabezpieczenia i procedury. Celem działania tego typu jednostek nie jest jednak produkcja broni, ale próby zrozumienia dlaczego dany wirus czy bakteria stanowią dla nas zagrożenie, jak je wykryć i jak leczyć chorobę, która wywołują. Laboratoria badawcze służą nam wszystkim, abyśmy nie byli bezradni.

Laboratoria zakaźne klasyfikuje się w zależności od tego, jak dobrze są zabezpieczone i jaki poziom bezpieczeństwa zapewniają. My pracujemy w laboratorium BSL3+ - skala jest czterostopniowa, więc jesteśmy prawie na szczycie. Takich laboratoriów w Polsce do tej pory było kilka, jednak pojawienie się wirusa SARS-CoV-2 spowodowało, że wzrosło zapotrzebowanie i coraz więcej instytutów i jednostek będzie je organizowało. Podobnie jak w każdym cywilizowanym kraju, również w Ukrainie takie laboratoria funkcjonują. Oni również borykali się z SARS-CoV-2 i z innymi niebezpieczeństwami.

Ostatnio natomiast pojawiła się narracja, która stawia znak równości pomiędzy tego typu laboratoriami, a jednostkami tworzącymi broń biologiczną. Jest to nieprawdziwa i niemądra interpretacja, żeby nie nazwać jej dezinformacją. Tutaj nie ma znaku równości. Trochę, jakby stwierdzić że w danym kraju funkcjonuje fabryka nawozów sztucznych, więc oznacza to pracę nad bronią chemiczną.

Broń biologiczna to jednak nie jest tylko mit i materiał na książki czy filmy. Są kraje i organizacje, które pracowały w przeszłości i prawdopodobnie pracują również dzisiaj nad agresywnym wykorzystaniem mikrobów. Jednym z takich krajów jest Rosja, co wiemy dzięki relacjom świadków, ale również dzięki wypadkom. Przykładowo, w 1979 roku w Swierdłowsku, z powodu zaniedbania, na zewnątrz fabryki wydostał się wąglik. Zmarło co najmniej kilkadziesiąt osób z lokalnej społeczności.

Nigdy nie spotkałem się jednak z tym, żeby jakikolwiek tego typu badania były prowadzone w Ukrainie.

Czy te laboratoria badawcze są bezpieczne czy jednak materiał, nad którym się tam pracuje, może stanowić zagrożenie, jeśli nieumyślnie wydostanie się na zewnątrz?

Jeżeli w danym miejscu trwa wojna, to faktycznie należałoby - i my byśmy prawdopodobnie w Krakowie zrobili tak samo - zniszczyć materiały, które są potencjalnie niebezpieczne, jeżeli ktoś nie potrafi się z nimi obchodzić lub jeżeli budynek ulegnie uszkodzeniu. O to właśnie apelowało WHO.

W kontekście zagrożenia, jakie stwarza takie laboratorium warto wspomnieć jeszcze o jednej kwestii. Laboratoria badawcze pracują na objętościach rzędu mikrolitra czy mililitra. Aby kogoś efektywnie zaatakować konieczna jest zupełnie inna skala produkcji. Tak jak wspominałem, laboratorium badawcze to nie fabryka.

Trochę jak z pojęciem dual use, czyli dana rzecz może być wykorzystana w dobrych celach, ale dostawszy się w niepowołane ręce, w złych intencjach.

Jak wszystko. Działania badawcze służą temu, żeby pomagać, ale jeżeli ktoś ma złe intencje, to może wykorzystać potencjał ofensywny wirusów czy bakterii. Takie przypadki się zdarzały.

COVID-19 znacznie lepiej sobie poradził niż wszystkie grupy bioterrorystyczne

Jak Pan ocenia możliwości użycia broni biologicznej na dużą skalę, na otwartej przestrzeni? Czy to raczej nie wchodzi w grę, a bardziej powinniśmy obawiać się takich chorób jak COVID-19 i wirusa, który nagle rozprzestrzenił się globalnie?

Najmocniejszą stroną przyrody jest jej nieprzewidywalność oraz efektywność. Jak widzieliśmy w czasie pandemii, nie jest potrzebny człowiek, aby COVID-19 sparaliżował nasz świat. Nie możemy jednak zapominać, że również tej broni można użyć i powinniśmy się zastanawiać nad możliwymi scenariuszami.

W czasach nowożytnych wykorzystanie broni biologicznej raczej nikomu się specjalnie w głowie nie mieściło i nie osiągnęło dużej skali. Było to raczej narzędzie bioterrorystyczne, nastawione na wywołanie chaosu, np. próby bioterrorystyczne z wąglikiem w Stanach Zjednoczonych. Ale nikt poważnie nie traktował tego, że jakiś kraj może faktycznie wykorzystać broń biologiczną do realnej walki.

Po ostatnich dwóch latach mogę sobie jednak wyobrazić, że pokaz siły COVID-19 może skłonić jakiegoś szaleńca do prac nad tego typu bronią i prób rozpętania chaosu.

Do tej pory częściej jednak zagrażała nam przyroda, a nie działania człowieka. 

Jak COVID-19?

Jak widać COVID-19 znacznie lepiej sobie poradził niż wszystkie grupy bioterrorystyczne. Cała przyroda podlega prawom ewolucji, a w przypadków wirusów te procesy są znacznie szybsze niż przy organizmach żywych. Część osób była zdumiona pojawieniem się nowego wirusa i próbowała tłumaczyć to ingerencją ludzką. Jednak jest to raczej norma, a nie wyjątek. Tym razem po prostu nauka wcześniej zamknięta w laboratoriach i na sympozjach, nagle „wylądowała” na pierwszych stronach gazet i nas zaskoczyła.

W Europie trochę zamknęliśmy się w bezpiecznym „Matriksie”, daleko od chorób zakaźnych czy poważnych wojen. Jeżeli popatrzymy na południe, zobaczymy, że nie wszyscy mają taki komfort. Denga, wirus Zachodniego Nilu, wirus japońskiego zapalenia mózgu, wścieklizny, gorączki Lassa, Ebola, Marburg, to tylko kilka przykładów.

Teraz zagrożenie dotarło do nas bezpośrednio.

*Prof. dr hab. Krzysztof Pyrć, wirusolog, kierownik Pracowni Wirusologii w Małopolskim Centrum Biotechnologii UJ, twórca Laboratorium Wirusologicznego BSL3 Virogenetics

 



 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum