"Wojna to raj dla zakażeń". Czego możemy się spodziewać?

Autor: IB • Źródło: Rynek Zdrowia16 kwietnia 2022 18:00

Wojna w Ukrainie, jak każda inna, oznacza sytuację kryzysową, a to raj dla wszelkiego rodzaju zakażeń. Ten problem wymaga szczególnej czujności - mówi dr hab. n. med. Monika Bociąga-Jasik.

"Wojna to raj dla zakażeń". Czego możemy się spodziewać?
Wojna nasila problem chorób zakaźnych Fot. Darek Delmanowicz/PAP
  • Wojna w Ukrainie oznacza sytuację kryzysową, a to raj dla wszelkiego rodzaju zakażeń, których możemy się teraz spodziewać - mówi dr hab. n. med. Monika Bociąga-Jasik
  • To także problem ze szczepieniami, co może spowodować ponowne pojawienie się zapomnianych już chorób zakaźnych - wskazuje
  • Ogromny napływ uchodźców to także rosnące ryzyko zakażenia wirusem HIV, ponieważ sytuacja epidemiologiczna w Ukrainie jest znacznie gorsza niż w Polsce - wyjaśnia
  • Podobna sytuacja dotyczy gruźlicy - dodaje

- Wojna to zniszczona infrastruktura, zaplecze medyczne, mniejsza liczba dostępnych kadr medycznych. W to wszystko wplata się niestabilność i słabość polityczna państwa, co często prowadzi do załamania działającego w kraju programu szczepień - mówi dr hab. n. med. Monika Bociąga-Jasik z Kliniki Chorób Zakaźnych i Tropikalnych Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

- Jednocześnie rośnie ryzyko chorób zakaźnych. Dzieje się tak ze względu na masowe przemieszczanie się ludności, gromadzenie się ludzi np. w obozach dla uchodźców, przeludnione schroniska, znacznie gorsze warunki sanitarno-higieniczne. Dodajmy do tego brak dostępu do czystej wody, niedożywienie i długotrwały stres - wymieniała ekspertka podczas konferencji Wirusologia 2022.

Problem ze szczepieniami. "Zapomniane choroby mogą wrócić"

Podkreślała, że wojna to także zniweczenie działań profilaktycznych, m. in. dotyczących szczepień, co może spowodować ponowne pojawienie się groźnych i - wydawałoby się - zapomnianych chorób.

- Jako przykład może posłużyć Somalia. Długotrwały konflikt w tym kraju, rozpoczęty w 1991 r., zahamował program eradykacji polio. Wymaganymi trzema dawkami szczepionki udało się tam zaszczepić zaledwie 35 proc. ludności. W 2005 r. w Mogadiszu, stolicy Somalii, wybuchła epidemia, a rok później wirus opanował 14 spośród 16 regionów tego kraju. Przypadki polio pojawiły się również w Sudanie, gdzie wojna domowa trwa od 50. lat - przypomniała dr hab. Monika Bociąga-Jasik.

HIV/AIDS. "Tych celów raczej nie uda się szybko osiągnąć"

Jak mówiła wojna to także rosnące ryzyko zakażenia wirusem HIV i zagrożenie realizacji związanych z nim celów.

- Dotychczas uważaliśmy, że do roku 2030 w Europie uda się nam przerwać transmisję HIV - 90 proc. zakażonych zostanie rozpoznanych, 90 proc. spośród nich otrzyma leki antyretrowirusowe, a 90 proc. spośród leczonych będzie miała niewykrywalną wiremię. Jednak nasze działania profilaktyczne i tak były ostatnio znacząco zaburzone przez trwającą przez ostatnie dwa lata pandemię nowego koronawirusa. W takim właśnie momencie mamy ogromny napływ do Polski ludzi z Ukrainy uciekających przez wojną - wyjaśniła ekspertka

Tymczasem w Ukrainie, jak zauważyła, sytuacja epidemiologiczna, jeśli chodzi o wirusa HIV, jest gorsza niż w naszym kraju. Już przed wojną obserwowano bardzo dużo późnych rozpoznań u osób z Ukrainy, które przebywały w Polsce. Sytuacja epidemiologiczna jest również odmienna jeśli chodzi o transmisję wirusa. W Ukrainie stwierdza się „mieszanie” różnych grup transmisji HIV - zakażenie coraz częściej szerzy się również drogą kontaktów heteroseksualnych i dotyczy kobiet, a w związku z tym także dzieci.

"Leczenia antyretrowirusowego nie wolno przerwać. To będzie duże obciążenie"

- Cały czas, również przed wojną, ogromnym problemem była tzw. szara strefa - osoby, które nie są świadome zakażenia wirusem HIV, nie otrzymują leczenia, mają ryzyko progresji i rozwoju pełnoobjawowego AIDS. Są też pacjenci, którzy boją się rozpoznania i nie chcą konfrontacji z wynikiem testu - przypomniała dr hab. Monika Bociąga-Jasik.

Jak mówiła, HIV/AIDS to choroba, która szerzy się przede wszystkim drogą kontaktów seksualnych. Kilkadziesiąt lat temu problem dotyczył głównie ludzi dożylnie przyjmujących narkotyki. Teraz większość chorych pojawiających się w polskich poradniach to mężczyźni, którzy zakazili się poprzez kontakty seksualne z innymi mężczyznami. Ważną grupą ryzyka są też nastolatki, które rozpoczynają życie seksualne. Tu, w przeciwieństwie do osób dorosłych, coraz częściej stwierdza się zakażenie HIV u dziewcząt. Stanowią one aż 61 proc. zakażonych nastolatków.

- W Ukrainie jednak znacznie większa niż w Polsce jest liczba zakażonych kobiet, zarówno tych zdiagnozowanych i leczonych antyretrowirusowo, jak i tych nieświadomych zakażenia. Zakażenie HIV w czasie wojny może być zatem dużym obciążeniem dla kraju, który będzie musiał pomóc tym chorym, bo leczenie antyretrowirusowe jest leczeniem przewlekłym i nie może być przerwane. To oznacza, że wszystkim zdiagnozowanym musimy zapewnić do niego dostęp. Naszym obowiązkiem jest ponadto rozpoznanie tych osób, które nie wiedzą, że są zakażone - wskazywała ekspertka.

Późne rozpoznanie skończyło się śmiercią. "Nie musiało tak być"

Jak sytuacja pacjenta z późnym rozpoznaniem może wyglądać w praktyce?

- W 2021 r. przyjęliśmy na oddział neurologii z powodu bólu głowy utrzymującego się od dwóch tygodni 31-letnią Ukrainkę mieszkającą w Polsce od czterech lat. Kobieta była mężatką, miała 2-letnie dziecko. W badaniu rezonansem magnetycznym stwierdzono zmiany, mogące sugerować przerzuty nowotworowe, ale lekarz zakaźnik zalecił badania w kierunku HIV. Test okazał się dodatni - mówiła specjalistka.

- Pacjentka została przeniesiona do oddziału chorób zakaźnych z ciężką toksoplazmozą ośrodkowego układu nerwowego. Była w stanie ciężkim, przytomna, ale bez logicznego kontaktu. Trafiła na intensywną terapię, a następnego dnia zmarła. To była śmierć, której można było uniknąć, gdyby rozpoznanie choroby i podjęcie leczenia nastąpiło wcześniej - przekonywała.

"COVID-19 uratował życie zakażonemu HIV. To chyba jedyny taki przypadek"

- Mieliśmy także przypadek 37-letniego pacjenta, również obywatela Ukrainy, który został przyjęty do oddziału pulmonologicznego z rozpoznaniem COVID-19 potwierdzonym testem PCR. Mężczyzna od dwóch tygodni miał gorączkę ok. 39 st. C, skarżył się na duszność i osłabienie. W badaniu fizykalnym stwierdzono wyniszczenie, grzybicę jamy ustnej, limfadenopatię. Wynik testu w kierunku HIV okazał się dodatni - wskazywała dr hab. Monika Bociąga-Jasik.

- W badaniu tomograficznym klatki piersiowej stwierdzono pakiety węzłów chłonnych z cechami rozpadu oraz perforację przełyku. Po założeniu protezy do przełyku pacjent został skierowany do oddziału zakaźnego z podejrzeniem procesu nowotworowego. Tam rozpoznano rozsiew prosowaty gruźlicy z zajęciem płuc, wątroby, węzłów chłonnych śródpiersia z rozpadem, przetokę oskrzelowo-śródpiersiową oraz rozległy zawał śledziony - wymieniała.

- Pacjenta udało się uratować i jest to chyba jeden z nielicznych, o ile nie jedyny przypadek, gdy COVID-19 ocalił komuś życie. Zaawansowane zakażenie HIV, zaawansowana gruźlica i szereg powikłań spowodowały jednak, że pacjent dopiero po około stu dniach terapii uzyskał poprawę stanu klinicznego, a do domu został wypisany w 153 dobie hospitalizacji. Obecnie pracuje, chodzi na siłownię, czuje się dobrze - zaznaczyła ekspertka.

"Osobnym problemem jest gruźlica"

- Należy jednak podkreślić, że jeśli chodzi o gruźlicę, sytuacja epidemiologiczna w Ukrainie jest znacznie gorsza niż w Polsce. Mamy tam do czynienia z problemem gruźlicy wielolekoopornej, co wiąże się z ryzykiem niepowodzenia leczenia. Z retrospektywnego badania obserwacyjnego przeprowadzonego w Charkowie, w ramach którego przeanalizowano próbki mikrobiologiczne pobrane od pacjentów w 2014 r. wynika, że niepowodzenie leczenia dotyczyło ponad 23 proc. chorych z gruźlicą wielolekooporną - wyjaśniała specjalistka.




 

 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum