"Pandemii nie odwołano, ostrożności nigdy dość". Zdaniem eksperta jesteśmy w fazie zwalniania pandemii

Autor: oprac. JKB • Źródło: PAP24 lutego 2022 06:19

Jak wyjaśnił dr Michał Sutkowski prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, należy cały czas zachować ostrożność wobec pandemii. - Przez najbliższe pół roku musimy pracować, by zaszczepiło się więcej osób - dodał.

"Pandemii nie odwołano, ostrożności nigdy dość". Zdaniem eksperta jesteśmy w fazie zwalniania pandemii
Zdaniem eksperta obecnie kluczowe są szczepienia. Fot. AdobeStock
  • Premier razem z ministrem zdrowia zapowiedzieli, że od 1 marca zostaną zniesione niektóre restrykcje covidowe
  • - Nie odwołano pandemii. Wykazano dużo pokory wobec natury - zaznaczył dr Michał Sutkowski prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych
  • Zdaniem eksperta szczególnie ważne jest  szczepienie trzema dawkami i zachowanie zdrowego rozsądku

Szczepienia przede wszystkim

W środę premier Mateusz Morawiecki na wspólnej konferencji z ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim zapowiedzieli od 1 marca zniesienie obostrzeń covidowych, z wyjątkiem izolacji i kwarantanny dla współdomownika, kwarantanny przyjazdowej dla osób bez paszportu covidowego i maseczek w zamkniętych przestrzeniach.

Prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych zaznaczył, że nie odwołano pandemii, a przez najbliższe miesiące powinno się pracować nad większym stopniem zaszczepienia Polaków.

- Nie odwołano pandemii. Wykazano dużo pokory wobec natury. To mnie cieszy, tym bardziej, że ten poziom zgonów i zakażeń jest w Polsce duży, a stopień zaszczepienia, czyli najlepszej ochrony przez zgonami już taki nie jest. Mamy też dostępne dane, jak wygląda poziom zaszczepienia w poszczególnych grupach wiekowych - 65,6 proc. w grupie 18 plus, a na przykład w wieku 70 plus tylko 77 proc. To jest mało - podkreślił dr Sutkowski.

Dlatego też, jego zdaniem, te najbliższe pół roku musimy pracować na to, by więcej osób było zaszczepionych, bo "niewątpliwie przechodzimy z pandemii do endemii, ale endemia może być też różna".

- Liczba zgonów może wynosić 100-120 dziennie czy 50. A jeżeli będzie kilka, to można to zrozumieć, bo będą one podyktowane innymi względami również zdrowotnymi - powiedział.

"Ostrożności nigdy dość"

Stwierdził też, że decyzja o przywracaniu normalnej pracy np. w urzędach, a z drugiej strony pozostawienie kwarantanny, izolacji i obowiązku zakładania maseczek wydaje się słuszna, a odwołanie obowiązujących limitów to usankcjonowanie faktycznie tego, co się dzieje, bo nie były one w większości przypadków przestrzegane.

Ekspert zauważył też, że populacyjna odporność będzie się zmniejszała, a zdrowie Polaków jest w słabej kondycji, dlatego kluczowe pozostaje szczepienie trzema dawkami. Należy też zachować też nadal zdrowy rozsądek.

- Ostrożności nigdy dość. Ja bym powiedział, że z wirusem jest trochę jak z inwazją na Wschodzie. Nie trzeba się jej bać, ale trzeba przeciwdziałać. Być silnym i solidarnym. Silnym w sensie szczepienia, zasady DDM (dezynfekcja, dystans, maseczki - PAP) - stwierdził.

Równocześnie dr Sutkowski zaznaczył, że jesteśmy w fazie zwalania epidemii, "powolnego, ale zwalniania". Jego zdaniem odbywa się to jednak zbyt dużym kosztem. Obecnie ważne jest postawienie na pewne cele zdrowotne np. walkę z powikłaniami pocovidowymi i przywracanie normalnego funkcjonowania ochrony zdrowia.

- Cele zdrowotne muszą stać na drogach społecznych, politycznych i gospodarczych. Powinny stać jak drogowskazy, słupy milowe, kapliczki. Ten cel zdrowotny to jest walka z pandemią, z powikłaniami COVID-19, z ogonem covidowym spowodowanym na przykład przez omikron, o którym niewiele jeszcze wiemy, bo znamy go trzy miesiące - powiedział.

- Odmrażanie ochrony zdrowia jest bardzo ważne, to też jest cel zdrowotny. My tymi drogami mamy posuwać się w stronę jesieni, ciesząc się z tego i być racjonalnymi. Należy traktować wirusa na chłodno i zimno, jak Szwed przerębel - patrzmy na niego ostrożnie, uważnie. Chodzi o to, żeby się nie zachłysnąć polską zerojedynkowością. To jest nasza polska przypadłość, że poruszamy się od ściany do ściany - przestrzegł.

Koronawirus jak sezonowa choroba?

Ekspert zwrócił uwagę też na to, że koronawirus w sensie epidemiologicznym może stać się faktycznie sezonową chorobą, przynajmniej w Europie, ale już w sensie klinicznym pozostanie groźniejszym od grypy, powodującym cięższe powikłania.

- Na grypę nie umiera 300 osób dziennie i nie mówmy o tym, że COVID to grypa. Statystyki mówią o około 150 zgonach w sezonie na grypę, ale umiera na nią pewnie więcej osób, choć z pewnością nie tak dużo jak na COVID-19. W sensie epidemiologicznym zakażenia koronawirusem mogą stać się endemią, czyli pojawiającymi się stałymi efektami chorobowymi od jesieni do wiosny, pod warunkiem, że nie powstanie nowy wariant, "nowy wariant", który to wszystko zburzy i pod warunkiem, że będziemy się bardziej szczepić niż na grypę. Nie będzie to 4 proc., tylko ponad połowa pacjentów raz do roku - powiedział.

"Pamiętajmy, że jest to choroba groźniejsza, która dotyczy nie tylko płuc, ale śródbłonka. Wpływa bardziej na powikłania zakrzepowo-zatorowe, na psychikę. Grypa nie jest w stanie tak życia nam urządzić" - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum