Karauda o COVID-19 w Polsce: nie da się oszukać życia, zasłanianie oczu nie działa

Autor: KM • Źródło: Rynek Zdrowia/TOK FM04 maja 2022 09:00

Jesteśmy jak dzieci, które zasłaniają oczy i mają poczucie, że ich nie ma - twierdzi Tomasz Karauda, lekarz z oddziału zakaźnego łódzkiego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, odnosząc się do braku testowania i znacznie luźniejszego podejścia Polaków do zagrożenia epidemicznego.

Karauda o COVID-19 w Polsce: nie da się oszukać życia, zasłanianie oczu nie działa
Pozwoliliśmy poluzować zupełnie wszystkie restrykcje, więc zakażamy się na potęgę - mówi Tomasz Karauda. Fot. Shutterstock
  • Niemcy notują 100 tys. przypadków zakażenia koronawirusem dziennie, a w Polsce nie chcemy widzieć zagrożenia - wynika z wypowiedzi dra Tomasza Karaudy
  • Brak testów nie znaczy, że nie ma nowych przypadków. - Nie da się oszukać życia - mówi lekarz
  • Łagodniejszy wariant spadł z nieba sceptykom i przeciwnikom szczepień. Jednak perspektywa kroku wstecz do zeszłorocznej jesieni jest niestety otwarta

Koronawirus nie odpuścił, my po prostu nie chcemy go widzieć

Koronawirus wciąż jest obecny w środowisku - wiedzą o tym zwłaszcza Niemcy, którzy, według medialnych doniesień, odnotowują niemal codziennie po 100 tys. nowych przypadków COVID-19. Jednak w Polsce oraz w wielu innych krajach europejskich temat nieco odszedł do lamusa. Jak przyznał na antenie TOK FM Tomasz Karauda, lekarz z oddziału chorób płuc Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Łodzi, nasz polski przypadek przypomina "dzieci, które zasłaniają oczy i mają poczucie, że ich nie ma".

- Jeśli ja nie widzę, to znaczy, że mnie nie ma i prawdę mówiąc trochę to w Polsce tak wygląda, że zasłaniamy oczy, czy rozbijamy termometr, więc nie ma gorączki, w związku z tym mówimy: "nie ma chorych, nie ma pandemii" - przyznał lekarz. - Jeśli zlikwidujemy formy testowania, bądź ograniczymy je do minimum, sytuacja epidemiologiczna w Polsce będzie wzorowa, natomiast nie da się oszukać życia: nawet, jeżeli nikogo nie przetestujemy, to nie trzeba być przetestowanym, żeby z powodu COVID-19 zacząć się dusić i trafić do szpitala - zauważył, dodając, że chorzy byliby masowo hospitalizowani na podstawie objawów klinicznych i badań, jak choćby tomografii klatki piersiowej i zauważalnych w niej zmian przypominających chorobę śródmiąższową. - Bez testu możemy stwierdzić, że prawdopodobnie to jest ta choroba, tylko potem potrzebujemy testu, żeby ją potwierdzić - przyznał.

Jednak wciąż, mimo tego - jak nazwał to dr Karauda - "zamknięcia oczu" wciąż w Polsce nie ma sytuacji, która przypominałaby drugą bądź trzecią falę.

Nie ma powszechnego testowania, choć "pewnie zakażeń jest dużo" i choć na SOR-ach pacjenci z niewydolnością oddechową w przebiegu COVID-19 zdarzają się "nieporównywalnie rzadziej, niż było to w przeszłości".

Lekarz przytoczył sytuację z własnego otoczenia, gdzie w ramach religijnej organizacji przyjętych zostało ponad 30 uchodźców z Ukrainy, którzy "są w jednym miejscu, w związku z tym, jeżeli ktoś jest chory, natychmiast zakaża innych".

Wybuchło tam ognisko pandemii, choć żadna z tych osób nie wymagała hospitalizacji.

- Czuwaliśmy nad ich zdrowiem, więc tych zakażeń mamy na pewno mnóstwo, choć narzędzi do potwierdzania tych zakażeń jest ograniczona ilość. A Niemcy - jak to Niemcy: Niemcy są konsekwentni, skrupulatni, oni liczą i wiedzą, jaka jest sytuacja epidemiologiczna, czy jest gorzej, czy lepiej, dlatego tych zakażeń jest tam tak dużo, bo po prostu taka jest mentalność, taka jest dokładność, precyzja niemiecka - skomentował.

Zakażamy się na potęgę

Czy zatem, skoro na zakażenie nie mamy zbyt dużego wpływu, warto po prostu przyjąć strategię odchorowania w domu?

- Nie będę tego krytykował, mimo że moja perspektywa wyglądała inaczej jeszcze kilka miesięcy temu - ocenił Karauda. - Są kraje, które chcą zupełnie eliminować obecność koronawirusa i do takich krajów należą Chiny, czyli: zero tolerancji na obecność, oni zamykają całe dzielnice, natomiast to, czego się obawiamy i czego nie znamy, to jest to, czy nie dojdzie do mutacji - wyjaśnił. 

- Pozwoliliśmy poluzować zupełnie wszystkie restrykcje, więc zakażamy się na potęgę. Oczywiście jednym z plusów tego, jeżeli w ogóle można mówić o plusach pandemii, jest to, że zyskujemy krótkotrwałą, ale jednak odporność po przechorowaniu, natomiast ta tolerancja zero dla obecności koronawirusa, jak jest w Chinach, widać, że niespecjalnie wychodzi i nie udaje się wyeliminować wirusa ze środowiska - dodał Karauda.

- Pytanie, czy takie spuszczenie zupełnie wszystkich restrykcji nie przyczyni się do tego, że dojdzie do większego ryzyka mutacji i jesienią będziemy musieli walczyć z większym zagrożeniem - dywagował lekarz.

W ocenie Karaudy łagodniejszy wariant, który nie zabija, spadł dla sceptyków i przeciwników szczepień "jak z nieba".

- Ale przyszłości nikt nie zna i pytanie, czy tak daleko posunięte kroki, to zielone światło i przyzwyczajenie ludzi do tego, że normalność wraca, ile będzie nas kosztowało? Jeżeli będziemy musieli wykonać krok wstecz, czy będziemy na to gotowi ewentualnie jesienią? Oby to się nie spełniło, byśmy nie musieli przed tą perspektywą stanąć - ale mamy na barkach ponad 100 tys. straconych istnień, dlatego musimy być podwójnie mądrzy i ostrożni - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze