Dr Grzesiowski: odwołanie pandemii to zaskakująca informacja. Dane są niedoszacowane

Autor: KM • Źródło: Newsroom WP/Rynek Zdrowia29 kwietnia 2022 16:30

Odwołanie pandemii w kraju, kiedy WHO tego nie robi, świadczy o nadmiernym zaufaniu władz do niedoszacowanych danych - twierdzi dr Paweł Grzesiowski. Specjalista jest szczerze zaskoczony planowanym na połowę maja zniesieniem stanu epidemii.

Dr Grzesiowski: odwołanie pandemii to zaskakująca informacja. Dane są niedoszacowane
W Polsce mamy cały czas oficjalnie około 5-6 tys. zachorowań tygodniowo na COVID-19. Fot. Shutterstock
  • Stan epidemii w Polsce ma zostać zniesiony w połowie maja na rzecz stanu zagrożenia epidemicznego - tak zadecydował minister zdrowia Adam Niedzielski
  • Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19, pediatra i immunolog dr Paweł Grzesiowski, nie kryje zdziwienia z powodu takiej decyzji
  • Lekarz powołuje się na dane o zakażeniach i zgonach, które wciąż nie są optymistyczne

Odwołanie pandemii? Zaskakujące

- To dosyć zaskakująca informacja, biorąc pod uwagę, że od miesiąca sytuacja się nie zmieniła: w Polsce mamy cały czas oficjalnie około 5-6 tys. zachorowań tygodniowo - poinformował na antenie Newsroom WP dr Paweł Grzesiowski. - Stopień niedoszacowania oceniam mniej więcej dwudziestokrotnie, czyli w rzeczywistości mamy tych zachorowań około 120 tysięcy tygodniowo, co wcale nie wskazuje na wycofanie się wirusa - podkreślił.

- Mało tego: mamy około 120 przypadków śmiertelnych tygodniowo, co potwierdza moje przypuszczenia, że osób chorych jest znacznie więcej, niż raportuje [Ministerstwo Zdrowia] - wyraził obawę lekarz. - Dlatego odwoływanie pandemii i to w takim kontekście, że Światowa Organizacja Zdrowia nie odwołuje tej pandemii, jest dla mnie zaskakujące i świadczy przede wszystkim o tym, że władze mają nadmierne zaufanie do tych danych, które są po prostu niedoszacowane - zauważył dr Grzesiowski.

Nadal powinniśmy dbać o bezpieczeństwo. Przykładem - dr Grzesiowski

Czy zatem władze państwowe w swoich decyzjach sugerują się tym, że społeczeństwo nie nosi maseczek i nie przestrzega zasad reżimu sanitarnego? Tego nie wiemy, jednak kontrprzykładem wobec osób potencjalnie narażających się na śmiertelne niebezpieczeństwo jest dr Paweł Grzesiowski, który dba o zdrowie i nie zamierza rezygnować z ochrony przeciwwirusowej.

 - Ja po pierwsze nie rezygnuję z maseczki - jednak jestem ostrożniejszy niż większość społeczeństwa. Uważam, że nie ma sensu narażać się na zakażenie - podkreślił lekarz. - Powinniśmy w dalszym ciągu utrzymać te podstawowe zasady, czyli: maska, dezynfekcja i unikanie masowych w niejasnych okolicznościach, gdzie nie wiemy, kto i jaki ma status zdrowotny - zaznaczył.

- Po drugie powinniśmy testować [na COVID], ponieważ zrezygnowaliśmy w większości przypadków z testowania osób skąpoobjawowych - to stąd jest to niedoszacowanie - wyjaśnił Grzesiowski, podkreślając, z jak wielu rozmów ze znajomymi i bliskimi wynika, że ludzie nadal chorują. Dodał, że  odwoływanie pandemii w czasie jej trwania to "utrzymywanie fikcji", ponieważ "wirus nie tylko krąży, ale także zmienia się".

- Mamy już kolejną odmianę wariantu Omikron i wcale nie jest powiedziane, że te przypadki będą tylko łagodne - przestrzegł dr Grzesiowski. - Mamy także w wielu krajach wzrost liczby hospitalizacji, czyli pacjenci jednak trafiają do szpitali - nie trafiają na oddziały intensywnej terapii, bo inaczej chorują, głównie w postaci problemów sercowo-naczyniowych - uściślił. W ocenie specjalisty to może zmylić niejednego lekarza: nie ma niewydolności płuc ani duszności, a pacjenci trafiają do szpitala "ze świeżym zawałem czy udarem" - a to jest pierwszy objaw COVID-u.

Zamknięcie granic nie uchroni przed pandemią

Powołując się na przypadek Szanghaju i Chin, dr Grzesiowski przyznał:

- Uszczelniając - nawet tak, jak Chińczycy - granice, tworząc naprawdę wielkie centra testowania, wiara w to, że uda się zatrzymać wirusa na granicy, jest naiwnością - zauważył.

Dodał, że "jedyne, co naprawdę powstrzymuje zachorowania i przede wszystkim zgony, to jest szczepienie". - Niestety Chińczycy, po pierwsze, nie zdążyli zaszczepić większości populacji, a po drugie, część chińskich szczepionek wydaje się być słabsza niż te szczepionki, którymi myśmy dysponowali - stąd problem z narastającą liczbą zachorowań, z ogromnymi zamkniętymi obszarami.

- W Chinach nie ma myślenia europejskiego, że to suweren rządzi, tylko władza tam rządzi i tam nie ma żadnej dyskusji - zaznaczył Grzesiowski. - Jeżeli jakiś region jest zamykany, to on po prostu jest zamknięty, otoczony wojskiem i w takich warunkach ludzie muszą żyć - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum