Co czeka nas w tym sezonie grypowym? Prof. Kuchar: w Australii już po zimie. "Było ciężej niż przed pandemią"

Autor: Iwona Bączek • Źródło: Rynek Zdrowia04 grudnia 2022 09:00

Co czeka nas w tym sezonie grypowym? Tego nie wie nikt, ale możemy przewidywać przebieg wydarzeń. W Australii, gdzie zima była w sierpniu, tegoroczny sezon grypowy był bardzo ciężki, zdecydowanie cięższy niż sezony poprzednie, także te przed pandemią - mówi dr hab. n. med. Ernest Kuchar.

Co czeka nas w tym sezonie grypowym? Prof. Kuchar: w Australii już po zimie. "Było ciężej niż przed pandemią"
Co czeka nas w tym sezonie grypowym? Fot. Grzegorz Michałowski/PAP
  • Co czeka nas w tym sezonie grypowym? Tego nie wiemy, ale możemy przewidywać przebieg wydarzeń. W Australii, gdzie zima była w sierpniu, tegoroczny sezon grypowy był bardzo ciężki, zdecydowanie cięższy niż przed pandemią - mówi dr hab. n. med. Ernest Kuchar
  • Wśród zakażeń dróg oddechowych, które miały tam miejsce w tym czasie, na pierwszym miejscu była grypa (ponad 37 proc.), na drugim - rinowirus (28 proc.), na trzecim - RSV (blisko 13 proc.), a SARS-CoV-2 - dopiero na czwartym (11,5 proc.) - wskazuje
  • Najczęściej chorowały dzieci w wieku 5-9 lat oraz dzieci poniżej 5. roku życia i to one - klasycznie - są zwykle źródłem zakażeń dla pozostałej części populacji. Często chorowała także młodzież w wieku 10-19 lat. Tak było w tym roku w australijskiej podstawowej opiece zdrowotnej - zaznacza
  • Na oddziały szpitalne przyjęto w Australii ponad 1,6 tys. osób, z których blisko 6,5 proc. trafiło na oddziały intensywnej terapii. Z powodu grypy odnotowano w tym roku 273 zgony, przy czym mediana wieku zmarłych wyniosła 82 lata. W sumie odnotowano blisko 217 tys. zgłoszeń grypy potwierdzonej laboratoryjnie - wymienia
  • Zarówno grypie, jak i Covid-19 trudno w pełni zapobiec, ale można łagodzić ich przebieg za pomocą szczepień, które najprościej przyjąć jednocześnie - dodaje

- Infekcje dróg oddechowych można określić jako „imprezę składkową”, ponieważ wirusów, które je wywołują, jest kilkadziesiąt, o ile nie kilkaset, jeśli uwzględnimy podwarianty. Do najważniejszych należą wirus grypy i SARS-CoV-2. Pytanie, czy ze sobą współpracują, czy raczej rywalizują? - mówił dr hab. n. med. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym WUM, prezes Polskiego Towarzystwa Wakcynologii podczas konferencji "Choroby zakaźne 2022".

"Wirus grypy i SARS-CoV-2 prawdopodobnie ze sobą konkurują"

- Co stało się z grypą, gdy pojawił się Covid-19? Dane amerykańskie ze wschodniego wybrzeża wyraźnie pokazują, że w sezonie 2020/21 grypa zniknęła. To samo zaobserwowano globalnie - pokazują to m.in. bardzo dokładne dane z Japonii. Stało się tak jednak nie tylko dlatego, że pojawił się koronawirus, ale również dlatego, że wprowadzono restrykcyjne ograniczenia przeciwepidemiczne. Izolacja, maseczki, mycie rąk i dezynfekcja nie wystarczyły wprawdzie do zwalczenia Covid-19, ale grypę zlikwidowały skutecznie - przypomniał.

Dodał, że z kolei w takich krajach jak Polska, Izrael, Brazylia, Włochy, Francja, czy Kanada, w sezonie 2021-22 grypa już pojawiła, współistniejąc w naszym otoczeniu z Covid-19. Pojawiła się także w RPA, Niemczech i w Hiszpanii, ale tam spowodowała dwie epidemie, prowadząc do podwójnego szczytu zachorowań. W Chinach w sezonie 2021/22 zamknięcie się za kordonami sanitarnymi również nie uchroniło ludzi przed grypą - Chińczycy chorowali na swoją rodzimą grypę typu B.

- Wirusy Covid-19 i grypy prawdopodobnie ze sobą konkurują: pacjent zakażony koronawirusem kładzie się do łóżka i raczej nie ma już okazji zarazić się grypą. Istnieją również mechanizmy odporności wrodzonej, które mogą chronić przed zakażeniem. Obie te choroby przenoszą się tymi samymi drogami, więc mycie rąk i dystans społeczny chronią przed każdą z nich - zaznaczył prof. Kuchar.

"Najważniejsze z punktu widzenia pacjenta powinno być to, aby nie trafić do szpitala"

Jak wskazywał ekspert, Covid-19 i grypa dają bardzo podobne objawy, łącznie z utratą węchu i smaku, co zdarza się również w grypie. Każdy wirus powodujący infekcję dróg oddechowych może też dać podobny przebieg: począwszy od kataru, po ciężkie zapalenie płuc, konieczność hospitalizacji, do zgonu włącznie.

- Najważniejsze z punktu widzenia pacjenta powinno być to, aby nie trafić do szpitala, który jest już „czerwoną strefą”. Konieczność hospitalizacji oznacza bowiem, że człowiek jest już chory na tyle, że może umrzeć - podkreślił specjalista.

Jak mówił, Covid-19 nauczył nas, że przebieg choroby to wyścig mechanizmów odpornościowych z czasem.

- Mamy trzy linie obrony, co powoduje, że istnieją w zasadzie trzy stany chorobowe. Pierwszą linią obrony jest skóra i błony śluzowe. Przez skórę wirus nie przeniknie, ale przez śluzówki - owszem. Jeśli nas obronią, nie chorujemy - zaznaczył.

- Jeśli wirus pokona pierwszą linię obrony, „walka” trwa w górnych drogach oddechowych. Wydzielane są cytokiny prozapalne, rozchodzące się po całym organizmie, dlatego mamy gorączkę i źle się czujemy. Niemniej infekcja pozostaje w górnych drogach oddechowych i jest hamowana przez mechanizmy odporności wrodzonej. To infekcja grypopodobna, w przypadku której na podstawie objawów bardzo trudno stwierdzić, czy mamy do czynienia z grypą, Covid-19, czy może RSV - wyjaśniał prof. Ernest Kuchar.

Jak zauważył, problem zaczyna się wówczas, gdy pada także druga linia obrony - wirus wchodzi wówczas do płuc. Produkcja przeciwciał trwa przez dłuższy czas, co w praktyce oznacza, że pacjent trafia do szpitala na intensywną terapię. Taka sytuacja może zakończyć się zgonem, przy czym znaczniej częściej powoduje go Covid-19 niż grypa.

Co czeka nas w tym sezonie grypowym? "Spójrzmy na Australię. Tam zima już była"

- Co czeka nas w obecnym sezonie infekcyjnym? Tego nie wie nikt, ale możemy przewidywać przebieg wydarzeń. W Australii, gdzie zima była w sierpniu, tegoroczny sezon grypowy był bardzo ciężki, zdecydowanie cięższy niż sezony poprzednie, także te przed pandemią - mówił ekspert.

Doprecyzował, że wśród zakażeń dróg oddechowych, które miały tam miejsce w tym czasie, na pierwszym miejscu była grypa (ponad 37 proc.), na drugim - rinowirus (28 proc.), na trzecim - RSV (blisko 13 proc.), a SARS-CoV-2 - dopiero na czwartym (11,5 proc.). Najczęściej chorowały dzieci w wieku 5-9 lat oraz dzieci poniżej 5. roku życia i to one - klasycznie - są zwykle źródłem zakażeń dla pozostałej części populacji. Często chorowała także młodzież w wieku 10-19 lat. Tak było w tym roku w australijskiej podstawowej opiece zdrowotnej.

Z kolei, jak mówił, na oddziały szpitalne przyjęto w Australii od kwietnia br. 1666 osób, z których blisko 6,5 proc. trafiło na oddziały intensywnej terapii. Z powodu grypy odnotowano w tym roku 273 zgony, przy czym mediana wieku zmarłych wyniosła 82 lata. W sumie odnotowano blisko 217 tys. zgłoszeń grypy potwierdzonej laboratoryjnie.

- W Polsce zgłasza się podejrzenia zachorowania na grypę, nie ma więc pewności, że są to rzeczywiście przypadki tej choroby. I tak np. w ostatnim tygodniu września odnotowano u nas 130 tys. zachorowań i podejrzeń zachorowania na grypę, przy czym aż 59 tys. z nich dotyczyło dzieci do 14. roku życia. Do szpitali trafiły 324 osoby - wskazywał prof. Kuchar.

- Zarówno grypie, jak i Covid-19 trudno w pełni zapobiec, ale można łagodzić ich przebieg za pomocą szczepień, które najprościej przyjąć jednocześnie. Trzeba też jasno powiedzieć, że różnicowanie Covid-19 i grypy będzie coraz trudniejsze. Choroby upodobniają się do siebie, dlatego będzie decydował wynik testu - zaznaczył.




 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze