PAP/Rynek Zdrowia | 30-09-2020 09:03

Wielka Brytania: ponad 2 tys. dodatkowych zgonów na choroby sercowo-naczyniowe podczas pandemii

W szczytowym okresie pandemii COVID-19 w Anglii i Walii odnotowano 2085 dodatkowych zgonów z powodu chorób serca oraz udarów mózgu - wynika z badania, o którym informuje pismo “Heart”.

Ludzie umierali w domach, bo bali się zakażenia w szpitalu Fot. Archiwum

Dodatkowe zgony - to liczba zgonów przewyższająca normalnie oczekiwaną wartość. Do 2085 dodatkowych zgonów w Anglii i Walii doszło od 2 marca do 30 czerwca 2020 r. Oznacza to średnio 17 zgonów, którym prawdopodobnie można było zapobiec każdego dnia w ciągu czterech miesięcy.

Badanie zostało przeprowadzone przez zespół naukowców zajmujących się danymi i klinicystów, kierowany przez naukowców z University of Leeds. Pozostali współpracownicy pochodzili z Keele University, NHS Digital, Office for National Statistics, Barts Health NHS Trust i University College London. To trzecie duże badanie przeprowadzone przez naukowców w celu ustalenia, w jaki sposób szczyt pandemii COVID-19 wpłynął na pacjentów z chorobami sercowo-naczyniowymi.

W analizie przyjrzano się aktom zgonu, w których wyszczególniona jest przyczyna i miejsce zgonu danej osoby. Aby uzyskać dane wyjściowe, w badaniu uwzględniono zgony z przyczyn sercowo-naczyniowych od 1 stycznia 2014 r. do 30 czerwca 2020 r.

W ciągu czterech miesięcy, od 2 marca 2020 r. - kiedy zarejestrowano pierwszy zgon na COVID-19 w Wielkiej Brytanii - do 30 czerwca 2020 r. nastąpiło 28 969 zgonów z przyczyn sercowo-naczyniowych. Porównano to ze średnią liczbą zgonów obserwowanych w tym samym okresie w każdym z poprzednich sześciu lat. Liczba zgonów okazała się o 8 proc. wyższa, co oznaczało 2085 dodatkowych zgonów.

Nadmiar zgonów z przyczyn sercowo-naczyniowych zaczął się pojawiać pod koniec marca 2020 r., osiągnął szczyt na początku kwietnia - wtedy rząd promował swoje komunikaty "Zostań w domu, chroń NHS, ratuj życie". Mogło to spowodować, że mniej osób było przygotowanych do pójścia do szpitala, gdy zachorowały, ponieważ obawiały się zakażenia COVID-19 lub przeciążenia opieki medycznej.

Wcześniejsze badania opublikowane w "The Lancet" oraz "European Heart Journal - Quality of Care and Clinical Outcomes" ujawniły, że liczba osób przybywających do szpitala z zawałem serca gwałtownie spadła, a na niektórych oddziałach odnotowano nieco ponad połowę oczekiwanej liczby przypadków.

W tym samym okresie nastąpił gwałtowny wzrost odsetka osób, które zmarły we własnym domu lub w domu opieki z powodu ostrych chorób układu krążenia. Jak powiedział prof. Chris Gale z University of Leeds, jest wielce prawdopodobne, że wielu zgonów można byłoby uniknąć, gdyby ludzie szybko udali się do szpitala, gdy zaczęli mieć objawy zawału serca lub udaru. - Smutną ironią jest to, że poprzednie badania, które przeprowadziliśmy, wykazały, że ogólnokrajowe służby zajmujące się zawałami serca nadal w pełni funkcjonują i zapewniają wysokiej jakości opiekę w szczytowym okresie pandemii - dodał.

Naukowcy uważają, że nadmierna liczba zgonów dotyczyła osób, które nie zgłaszały się do szpitala w nagłych wypadkach z powodu zawału serca lub innej ostrej choroby sercowo-naczyniowej wymagającej pilnej pomocy lekarskiej, ponieważ obawiały się zakażenia COVID-19 lub nie zostały skierowane na leczenie. Do proporcjonalnie mniejszej liczby zgonów w porównaniu z danymi wyjściowymi dochodziło w szpitalach (53,4 proc. w porównaniu z 63 proc.). Proporcjonalnie więcej zgonów miało miejsce w domach (30,9 proc. wobec 23,5 proc.) oraz w domach opieki (15,7 proc. wobec 13,5 proc.).

Dodatkowe zgony nieproporcjonalnie częściej miały miejsce w domu (o 35 proc. więcej w porównaniu z przewidywaniami) oraz w domach opieki - o 32 proc. częściej. Jak odnotowali autorzy, to "przemieszczenie śmierci" najprawdopodobniej oznacza, że chorzy albo nie szukali pomocy, albo nie zostali skierowani do szpitala podczas pandemii.

W przypadku osób przebywających w domach opieki i hospicjach najczęstszą przyczyną zgonów był udar i niewydolność serca. Dla zmarłych w domu - zawał lub niewydolność serca. Natomiast zatorowość płucna i wstrząs kardiogenny (w którym serce nie jest w stanie dostarczyć organizmowi wystarczającej ilości krwi) były najczęstszymi przyczynami śmierci osób zmarłych w szpitalu.

- To badanie jest pierwszym, które daje szczegółowy i wszechstronny obraz tego, co dzieje się z ludźmi, którzy byli poważnie chorzy na choroby układu krążenia w Anglii i Walii - zaznaczył prowadzący najnowsze badanie dr Jianhua Wu, profesor nadzwyczajny w School of Medicine w Leeds. Uzyskane wyniki mają pomóc rządowi i brytyjskiej publicznej służbie zdrowia (NHS) w opracowaniu komunikatów, które zachęciłyby chorych do szukania pomocy.

Jak powiedział prof. Gale, badanie ujawniło, że ludzie, którzy zmarli w domu, najprawdopodobniej mieli zawał serca. - To dalsze potwierdzenie spekulacji, że wiele osób przebywało poza szpitalem, mimo że byli bardzo chorzy na ostre choroby układu sercowo-naczyniowego. Nieleczony atak serca powoduje komplikacje, które prowadzą do śmierci, niewydolności serca lub zagrażających życiu zaburzeń rytmu - wskazał.

Paweł Wernicki - PAP