W Polsce dostęp do nowoczesnych technologii zawdzięczamy wizjonerom

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 10 czerwca 2016 05:42

- W Polsce mamy bardzo dużo lekarzy naukowców, którzy z pasją podchodzą do leczenia i rozwoju nowych technologii medycznych. Dlatego o polskiej medycynie możemy mówić z dumą. Niestety nie da się tego powiedzieć o polskiej służbie zdrowia - ocenił marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Robotyka podstawą chirurgii przyszłości. Na zdjęciu nóż cybernetyczny. Fot. Archiwum

O innowacyjnych metodach leczenia, które zwiększają skuteczność terapii i dają pacjentom większe szanse na pozytywne efekty leczenia rozmawiali we wtorek (7 czerwca) eksperci. Konferencję naukową zorganizowano w Senacie.

Telemedycyna podstawą leczenia w XXI wieku
Prof. Ryszard Piotrowicz z warszawskiego Instytutu Kardiologii podkreślił, że telemedycyna to przesyłanie wszelkich danych medycznych dla celów profilaktyki, prewencji, nauki, a także logistycznego zabezpieczenia funkcjonowania ochrony zdrowia. Jak zaznaczył, w XXI wieku to warunek, bez którego trudno wyobrazić sobie realizację usług medycznych.

- Kluczem do powodzenia są wdrożenia telemedycyny do codziennej pracy w ochronie zdrowia. Na szczęście obecnie regulacje prawne dają już tego typu inwestycjom zielone światło, gorzej jednak jest z uprawnieniami administracyjnymi - tłumaczył prof. Piotrowicz.

Dodał też, że w Polsce tylko nieliczne ośrodki potrafiły w ostatnich latach wdrożyć telemedycynę do szerokiej praktyki medycznej. Najlepszym przykładem, jak szeroko można wykorzystać telemedycynę, jest Światowe Centrum Słuchu w Kajetanach. Pierwsze technologie medyczne funkcjonują tam od 2001 roku.

- Nowe technologie medyczne w Instytucie umożliwiły m.in. zrealizowanie platformy badań zmysłu, dzięki której przebadano prawie milion osób w badaniach populacyjnych. Stało się to możliwe dzięki telemedycynie. Powstała też pierwsza na świecie krajowa sieć teleaudiologii, która pozwala na zdalną kontrolę jakości badań. Dzięki telemedycynie Instytut stworzył nowy model opieki specjalistycznej, charakteryzujący się kompleksowym nadzorem nad pacjentem - zaznaczył prof. Piotrowicz.

Telerehabilitacja nadzieją dla zawałowców
Ekspert wskazał też na rolę telemedycyny w opiece kardiologicznej. Jak wyjaśnił, dziś pacjent po zawale serca może już samodzielnie wykonywać ćwiczenia rehabilitacyjne pod zdalną kontrolą lekarzy. Umożliwia to telemedycyna, czyli przesyłanie danych o stanie chorego, takich jak EKG czy tempo bicia serca, pozwalających monitorować jego zdrowie.

W ocenie prof. Piotrowicza szerokie otwarcie na telemedycyną w kardiologii pozwoliłoby trzykrotnie zwiększyć dostęp do rehabilitacji kardiologicznej. Dziś z tej formy terapii korzysta zaledwie 18 proc. zawałowców. Telerehabilitacja zmniejszyłaby też dysproporcje regionalne w dostępie do rehabilitacji.

Prof. Witold Rużyłło, wieloletni dyrektor Instytutu Kardiologii w Aninie, podkreślił z kolei, że w Polsce część pacjentów z ostrym zawałem serca zbyt późno poddawanych jest zabiegowi kardiologii interwencyjnej, polegającemu na udrożnieniu tętnicy wieńcowej.

- Gdy zostanie on wykonany przed upływem trzech godzin od pojawienia się pierwszych bólów wieńcowych, stan mięśnia sercowego jest na tyle dobry, że chory wcale nie wymaga później rehabilitacji - zaznaczył. Tutaj pomocny może okazać się telemonitoring zastosowany w karetkach pogotowia ratunkowego. Umożliwia on szybką telekonsultację, dzięki czemu pacjent szybciej trafia na odpowiedni oddział.

Robotyka podstawą chirurgii przyszłości
Z kolei dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu prof. Wojciech Witkiewicz zwrócił uwagę na rolę robotów chirurgicznych. Jak zaznaczył pomału kończy się zarówno era klasycznej chirurgii otwartej, jak i małoinwazyjnych zabiegów laparoskopowych.

- W Europie Zachodniej i USA coraz częściej wykorzystuje się roboty chirurgiczne. Na koniec pierwszego kwartału tego roku na świecie pracowało już ponad 3600 robotów. Najwięcej w USA. W Europie - 660. Co roku w szpitalach instalowanych jest 200 kolejnych takich aparatów, a liczba wykonywanych dzięki nim procedur wzrasta rocznie o 12 proc. - podkreślił prof. Witkiewicz.

Dodał, że roboty wykazują się zdecydowanie większą zręcznością niż najbardziej doświadczeni chirurdzy. Ramiona robota mają siedem stopni swobody i są w stanie dotrzeć do wszystkich zakamarków ludzkiego ciała. Co ważne, obraz operowanego ciała człowieka widziany przez lekarza-operatora jest trójwymiarowy, co sprawia, że zabieg wykonywany jest w komfortowych warunkach.

Polska w tej materii jest daleko z tyłu. Od 2010 r. jest w kraju tylko jeden robot medyczny, a wykonywane przy jego pomocy zabiegi nie są wciąż refundowane przez NFZ.

- Wszystkie wykonane dotąd zabiegi były finansowane z grantów naukowych w celach szkoleniowo-naukowych. Dlatego jesteśmy, jeśli chodzi o dostępność do tych procedur, spóźnieni o dobre 10 lat w stosunku do tego, co dzieje się na świecie. Zajmujemy pod względem dostępności czwarte miejsce od końca. Niestety nie mamy co liczyć na szybką zmianę. AOTMiT w opinii dotyczącej refundacji procedur z użyciem robota stwierdziła jednoznacznie, że tego typu procedury powinny być realizowane jako przedsięwzięcie naukowe, a nie refundowane - wyjaśnił prof. Witkiewicz.

Tymczasem operacje przy użyciu robotów to mniej bólu dla chorego, mniej krwi, mniej powikłań, w tym również mniej infekcji pooperacyjnych.

- Dziś na świcie wykonuję się w ten sposób operacje w obrębie miednicy małej - jak rak prostaty, rak macicy czy odbytnicy. Holendrzy mówią wprost: prostata należy już do robota. Tak jest na całym świecie, tylko nie u nas - skwitował ekspert.

I dodał. W Polsce mamy przeszkolonych w tym kierunku łącznie 60 lekarzy i 60 pielęgniarek. 100 osób z tej grupy (po 50 lekarzy i pielęgniarek) przeszkolono we Wrocławiu. Pierwsze dwadzieścia osób szkoliło się zagranicą. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych takie szkolenie młodych lekarzy jest normą.

Prof. Witkiewicz przypomniał też, że w Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu prowadzone są zaawansowane prace nad polskim robotem medycznym o nazwie Robin Heart, przeznaczonym do zabiegów kardiochirurgicznych.

Gamma Knife chroni mózg w trakcie zabiegu
Prof. Mirosław Ząbek z Wojewódzkiego Szpitala Bródnowskiego w Warszawie mówił natomiast o najnowszej, piątej już generacji tzw. noża gamma (Gamma Knife), który pozwala przeprowadzać zabiegi operacyjne na mózgu, bez konieczności otwarcia czaszki. Zabiegi wykonywane przy użyciu tego urządzenia są bezpieczne, nawet dla kobiet w pierwszym trymestrze ciąży.

- W zabiegach wykonywanych przy użyciu noża gamma, zamiast skalpela wykorzystuje się promieniowanie kobaltowe (gamma) podzielone na 192 wiązki. Każda z nich jest bezpieczna dla tkanki mózgu, dopiero ich kumulacja, zogniskowanie w jednym miejscu, powoduje zniszczenie patologicznych tkanek - wyjaśniał prof. Ząbek.

Stwierdził, że radiochirurgia znajduje zastosowanie w leczeniu schorzeń mózgu, do czwartego kręgu szyjnego włącznie.

- Przy jej pomocy operuje się nowotwory przerzutowe do mózgu, a nawet pnia mózgu, takie jak przerzut jasnokomórkowy nerki, czy czerniaka. Np. leczenie osłoniaków daje aż w 93 proc. wyniki zadowalające, przy jedynie 30 proc. ryzyku pogorszenia słuchu. To bardzo dobra informacja dla chorych, ponieważ wyniki leczenia są porównywalne z chirurgią, jednak tamte zabiegi dają aż 70 proc. ryzyko pogorszenia słuchu - podkreślił ekspert.

Zaznaczył, że w niektórych zabiegach ta technika jest coraz bardziej konkurencyjna wobec tradycyjnej neurochirurgii.

- Nóż gamma może też być wykorzystany w innych procedurach, jak np. newralgia nerwu trójdzielnego - do tej pory leczona chirurgicznie. Dzięki wykorzystaniu noża gamma lekarze mogą za pomocą jednego strzału wyeliminować dolegliwości bólowe. Skuteczność wyleczenia sięga 84 proc., a powikłania są bardzo małe - sięgają jedynie 8 proc. Jest to zdecydowanie lepszy wynik niż zapewnia leczenie chirurgiczne - podsumował prof. Ząbek.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum