Trwa start-upowa gorączka złota. Co z niej wynika dla pacjentów?

Autor: Wojciech Kuta, MAK/Rynek Zdrowia • • 15 maja 2019 05:56

W Polsce nie ma dziś większych problemów z finansowaniem start-upów tworzących nowe rozwiązania w sektorze medycznym. Czy jednak każde z takich przedsięwzięć w naszym kraju odpowiada na rzeczywiste potrzeby pacjentów i systemu opieki zdrowotnej? Odpowiedź na to pytanie nie jest już tak jednoznaczna - przyznawali eksperci podczas sesji "Oblicza nowych technologii medycznych - szanse i wyzwania" w ramach XI Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EEC, Katowice, 13-15 maja 2019 r.).

Trwa start-upowa gorączka złota. Co z niej wynika dla pacjentów?
Podczas sesji dotyczącej nowych technologii medycznych na EEC 2019 rozmawiano m.in. o start-upach; FOT. PTWP

Jak zauważa Marcin Szczeciński, menedżer inwestycyjny start-upów w Adamed Pharma SA,
jesteśmy obecnie świadkami swoistej start-upowej gorączki złota. Co więcej, nie brakuje opinii, że takie młode projekty badawczo-rozwojowe staną się wręcz kołem zamachowym całej gospodarki.

Oczekiwania i nadzieje
- Z tymi projektami wiąże się ogromne oczekiwania, dlatego stworzono wiele narzędzi, które mają wspierać takie przedsięwzięcia - dziesiątki konkursów, konferencji, programów akceleracyjnych. Mamy więc obecnie w Polsce najlepszy czas dla start-upów, od kiedy nauczyliśmy się posługiwać tą metodą tworzenia i wprowadzania na rynek - także medyczny - nowych rozwiązań - zaznaczył Marcin Szczeciński.

- Na razie jednak wzbierająca fala medycznych start-upów nie przekłada się na wymierne rynkowe efekty w liczącej się skali - dodał ekspert. Jakiego więc wsparcia potrzebują takie projekty, by częściej oraz z lepszym niż obecnie efektem były wdrażane do praktyki klinicznej?

Eksperci są zgodni, że większego problemu nie stanowi dziś finansowanie start-upów. Źródeł pozyskiwania środków dla takich projektów jest naprawdę sporo. - Jednak nie same pieniądze decydują o sukcesie tego rodzaju przedsięwzięć. Używając ogrodniczego porównania - od większej ilości wody i nawet najczęstszego podlewania nie przybędzie roślin - obrazowo mówił Marcin Szczeciński.

Nie ma uniwersalnej recepty na sukces
I dodał: - Oczywiście nie ma jednej, uniwersalnej recepty na udany rozwój dla wszystkich start-upów medycznych. Natomiast wydaje się, że wstępnym i zasadniczym warunkiem końcowego powodzenia w realizacji tego rodzaju projektów jest bardzo dobre, trafne rozpoznanie rzeczywistej potrzeby zdrowotnej, na którą chce odpowiedzieć medyczny start-up.

Ekspert zwraca jednocześnie uwagę, że takiej oceny nie można dokonywać jedynie w oparciu na przykład o opinię trzech zaprzyjaźnionych ze start-upem specjalistów w danej dziedziny medycznej.

- Najpierw należy takie przedsięwzięcie skonsultować z możliwie szerokiem gronem ekspertów - praktyków. Po drugie, zamiast wyważać otwarte drzwi, trzeba dokładnie poznać, co już dzisiaj stanowi w praktyce klinicznej standard postępowania terapeutycznego w określonym obszarze. Po trzecie, trzeba dokładanie zrozumieć, jak bardzo złożoną strukturą - między innymi ze względu na dużą liczbę interesariuszy - jest cały system opieki zdrowotnej - wylicza Szczeciński.

Przestrzega też twórców nowych medycznych technologii, zakładających kolejne start-upy, przed nadmiernym optymizmem: - Autorów start-upów przygotowujących rozwiązania mające pomóc pacjentom - którzy z góry zakładają, że wszyscy uczestnicy systemu ochrony zdrowia będą wspierali ich projekty z pobudek czysto altruistycznych - może czekać czekać srogi zawód - podkreśla menedżer inwestycyjny start-upów w Adamedzie.

Po pierwsze edukacja
Z kolei Mikołaj Gurdała, regionalny dyrektor ds. innowacji w Europie Północnej i Środkowej w EIT Health InnoStars wskazuje na różne formy edukacyjnego wsparcia w zakresie tworzenia medycznych start-upów. - EIT Health InnoStars jest międzynarodową siecią skupiającą ponad 160 organizacji z 20 krajów Unii Europejskiej. Angażujemy się w działania w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, współpracując, między innymi, z wieloma organizacjami pacjentów - informował ekspert.

Jednym z zadań EIT Health jest łączenie aktywności młodych innowatorów z najlepszymi uczelniami medycznymi, firmami technologicznymi i centrami badawczo-rozwojowymi. Wśród celów budowania takich relacji jest m.in. pomoc w komercjalizowaniu nowych rozwiązań w zakresie technologii medycznych.

- Jako inkubator innowacyjności staramy się proponować m.in. autorom start-upów różnego rodzaju instrumenty pozwalające skutecznie redukować ryzyko związane z przedsięwzięciami, nad którymi pracują naukowcy. Jedną z barier utrudniających wprowadzenie na rynek nowego rozwiązania mogą stanowić regulacje prawne obowiązujące w danym kraju - stwierdza Gurdała.

Dodaje: - EIT Health ma obecnie w swoim portfelu ok. 40 dużych projektów badawczo-rozwojowych. Prowadzimy też 20 programów edukacyjnych, których adresatami są zarówno studenci, jak i profesjonaliści, innowatorzy, start-upy, a także pacjenci.

Po drugie zespół
Mikołaj Gurdała podkreśla, że jednym z ważniejszych warunków powodzenia projektów realizowanych m.in. w ramach medycznych start-upów jest właściwe budowanie zespołu, posiadającego kompetencje konieczne dla przyszłego wdrożenia nowego rozwiązania. Wskazuje zarazem, że wśród tych kompetencji nie chodzi jedynie o właściwe rozpoznanie potrzeb zdrowotnych oraz wiedzę medyczną czy biotechnologiczną.

Równie istotne jest przywództwo w zespole związane z samą przedsiębiorczością, czyli umiejętnościami typowo biznesowymi. - Start-up, jeśli chce zaistnieć, musi mieć kogoś, kto nowy projekt potrafi w odpowiedni sposób przedstawić i przekonać inwestora do zaangażowania środków finansowych w dane przedsięwzięcie - podkreśla Marcin Gurdała. Wskazuje, że w zespole niezbędne są oczywiście kompetencje kliniczne: - W naszych projektach start-upowych dużą wagę przywiązujemy do umiejętności dotarcia oraz rozmowy z kluczowymi liderami opinii i autorytetami w danej dziedzinie medycyny, a także organizacjami zrzeszającymi lekarzy.

- Kolejnym poziomem budowania odpowiedniego zespołu są kompetencje technologiczne. Zetknęliśmy się na przykład z projektami przygotowanymi przez inżynierów przekonanych, że w swoich pracowaniach stworzyli rozwiązanie czy produkt, z którego pacjenci będą bardzo chętnie korzystali. Niestety, rzeczywistość często okazuje się zupełnie inna - zaznacza dyrektor Gurdała.

Podczas sesji o nowych technologiach medycznych w ramach XI Europejskiego Kongresu Gospodarczego eksperci przypominali, że nie każdy projekt kończy się sukcesem. Takie niepowodzenie może mieć obiektywne, naukowe przyczyny, niezależne od działań innowatorów.

Czy środki publiczne powinny wspierać start-upy?
Czy wśród zadań tworzonej obecnie Agencji Badań Medycznych (ABM) znajdzie się wspieranie start-upów? Na to pytanie podczas sesji w ramach EEC 2019 odpowiadał dr Radosław Sierpiński, p.o. prezesa Agencji Badań Medycznych.

- Przede wszystkim należy odpowiedzieć na pytanie, czy środki publiczne powinny być inwestowane w rynek start-upowy - zaznaczył dr Sierpiński. Przyznał, że takich projektów w obszarze nauk medycznych jest obecnie bardzo dużo: - Ale drugiej strony potencjał komercjalizacyjny tych rozwiązań jest dziś bardzo różny, dlatego każdej złotówce zainwestowanej w tego rodzaju przedsięwzięcia trzeba się bardzo dokładnie przyjrzeć - zastrzegał.

- Myślę, że z punktu widzenia Agencji Badań Medycznych należy do start-upów podchodzić dość powściągliwie, ostrożnie. Oczywiście wśród tego rodzaju przedsięwzięć w Polsce jest naprawdę sporo znakomitych pomysłów i rozwiązań. Jednocześnie powinniśmy mieć na uwadze to, że rynek start-upowy w naszym kraju dopiero dojrzewa - powiedział p.o. prezesa ABM.

- Odnoszę też wrażenie, że część start-upów medycznych w Polsce jest realizowanych bez uwzględnienia rzeczywistych potrzeb naszego systemu ochrony zdrowia. Jeżeli start-up faktycznie odpowiadać będzie na realne oczekiwania pacjentów i przyczyniać się do rozwiązania konkretnego problemu medycznego, ma dużą szansę trafić do trybu refundacyjnego i przekształcić się w dużą firmę, obecną także na rynkach zagranicznych - podsumował dr Radosław Sierpiński.

Wsparcie ze strony NCBiR
Cześć sesji dotyczyła różnych form publicznego wsparcia rozwoju nowych technologii medycznych oraz innowacyjności przemysłu farmaceutycznego.

Aleksandra Mościcka-Studzińska, zastępca dyrektora Działu Koordynatorów Narodowego Centrum Badań i Rozwoju wskazywała, że pierwszym, a zarazem - jak dotychczas - największym strategicznym programem przygotowanym i wdrożonym przez NCBR w zakresie finansowego wspierania innowacyjnych projektów w obszarze nauk medycznych jest STRATEGMED.

- Jego budżet osiągnął kwotę ok. 800 milionów zł. Łącznie w ramach tego przedsięwzięcia ogłoszone zostały trzy konkursy. W skład STRATEGMED-u wchodzi 46 projektów, które uzyskiwały od 2015 roku dofinansowanie ze strony Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Obecnie trwa realizacja większości tych przedsięwzięć - informowała dyrektor Mościcka-Studzińska.

- Zdajemy sobie sprawę, jak długi jest proces rozwojowy technologii medycznych. Dlatego uważnie śledzimy między innymi te projekty, w których kończy się finansowanie w ramach STRATEGMED-u. Mamy nadzieję, że większość z nich zwieńczona zostanie komercyjnym sukcesem i wdrożeniem do praktyki klinicznej - powiedziała dyrektor Działu Koordynatorów NCBR.

Aleksandra Mościcka-Studzińska przypomniała również, że Centrum prowadzi dwa inne programy sektorowe w obszarze medycyny i farmacji - w tym INNOMED. Program ten jest rezultatem porozumienia zawartego pomiędzy Narodowym Centrum Badań i Rozwoju a grupą przedsiębiorstw stowarzyszonych w Polskiej Platformie Technologicznej Innowacyjnej Medycyny.

Ochrona zdrowia nie jest zbiorem niezależnych elementów
Krzysztof Kornas, Market Access Director w AstraZeneca Pharma Poland zwracał podczas sesji uwagę, że na wiele obszarów systemu ochrony zdrowia, w tym na koszty jego funkcjonowania, patrzymy dzisiaj w sposób wycinkowy - osobno podchodzimy, między innymi do na rynku aptecznego, osobno do farmacji szpitalnej, procedur medycznych, a także kosztów hospitalizacji itd.

Ekspert wskazywał, że każdy ze wymienionych elementów opieki zdrowotnej staramy się optymalizować niejako niezależnie od siebie. Tymczasem pomiędzy poszczególnymi obszarami w systemie zachodzą istotne interakcje. - Często jest tak, że na przykład sposób stosowanie leków wpływa na realizację całek procedury medycznej czy przebieg hospitalizacji, ale może być też odwrotnie. Problem tkwi w tym, że pomiędzy tymi zakresami działania ochrony zdrowia w Polsce mamy swoisty chiński mur - mówił dyrektor Krzysztof Kornas.

- Uważam, że wspólne analizowanie kosztów oraz efektów funkcjonowania wskazanych obszarów, przyniosłoby istotne korzyści zarówno dla pacjentów, jak i placówek medycznych oraz całego systemu opieki zdrowotnej - podkreślał ekspert. Odniósł się także do kwestii dialogu decydentów z przemysłem farmaceutycznym, m.in. kontekście nowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Czy bez takiego dialogu i wsparcia ze strony państwa możliwy jest rozwój innowacyjności tego przemysłu w naszym kraju?

- W mojej opinii taki dialog ma miejsce. Trzeba natomiast odpowiedzieć sobie w tym kontekście na kilka ważnych, generalnych pytań - po pierwsze czy warto wspierać biznes? Po drugie jakie rodzaje aktywności państwo powinno premiować - czy na przykład sam fakt prowadzenia producji w Polsce, czy zatrudniania w naszym kraju określonej liczby pracowników, czy może jeszcze brać pod uwagę inne kryteria? Po trzecie koniecznie jest uzgodnienie, w jaki sposób, według jakich kryteriów, powinno się tę aktywność przemysłu oceniać - wyliczał Krzysztof Kornas.

- Najważniejsza wydaje się jednak odpowiedź na czwarte pytanie - jakie zachęty do rozwijania przemysłu w naszym kraju może lub powinno stosować państwo - podsumował Marek Kornas.

Innowacyjność to więcej niż nowe molekuły
- Gdyby mierzyć potencjał innowacyjności sektora farmaceutycznego wyłącznie liczbą wdrażanych na świecie zupełnie nowych molekuł, można by dojść do wniosku, że tle innych gałęzi przemysłu branża farmaceutyczna nie należy do najbardziej innowacyjnych - mówił Krzysztof Kurowski, dyrektor ds. projektów strategicznych R&D w Grupie Polpharma.

- Rocznie największe agencje rejestracyjne na świecie - FDA (Food and Drug Administration w Stanach Zjednoczonych) oraz EMA (Europejska Agencja Leków) - rejestrują średnio od 30 do 40 nowych molekuł. Wydawałoby się, że to niewiele - stwierdza ekspert.

I dodaje: - Pamiętajmy jednak, że wynalazczość w zakresie leków podlegających ochronie patentowej i wdrażaniu ich do praktyki klinicznej, dotyczy również innych sektorów przemysłu farmaceutycznego, obejmujących nie tylko wprowadzanie innowacyjnych molekuł. Jednym z takich sektorów jest tworzenie zaawansowanych produktów, tzw. difficult to make. Są to leki generyczne, ale posiadające istotną wartość dodaną w stosunku do leków już obecnych na rynku - wyjaśnia.

- W naszym dziale badawczo-rozwojowym pracujemy obecnie nad jedenastoma projektami dotyczącymi produktów oftalmologicznych (stosowanych w okulistyce - red.) zupełnie pozbawionych środków konserwujących, które mogą niekorzystnie oddziaływać na stan zdrowia pacjenta. Dwa takie leki już wprowadziliśmy na rynek, dziewięć kolejnych jest w fazie rozwojowej - informuje Krzysztof Kurowski.

- Kolejny obszar innowacyjności, w którym jesteśmy bardzo aktywni, stanowi biotechnologia. Nasze prace badawczo-rozwojowe obejmujące m.in. leki biopodobne są równie skomplikowane, jak dotyczące innowacyjnych molekuł. Ważnym kierunkiem innowacyjności jest także synteza substancji aktywnych - zaznacza dyrektor Krzysztof Kurowski.

Zwraca ponadto uwagę, że dzisiaj firmy farmaceutyczne nie koncentrują się wyłącznie na rozwoju samych leków. Wskazuje, że w dobie dygitalizacji oraz cyfryzacji przemysł farmaceutyczny wkroczył już między innymi w sferę diagnozowania oraz monitorowania stanu zdrowia pacjenta po zażyciu leku, tworząc w tym celu np. różnego rodzaju aplikacje oraz inne rozwiązania z zakresu technologii informacyjnych.

Nie ma odwrotu od dygitalizacji
Adam Niedzielski, zastępca prezesa ds. operacyjnych NFZ zwracał uwagę na dygitalizację, która - w jego opinii - powinna mocniej wspierać procesy zarządcze w polskiej ochronie zdrowia. - Ogromne zasoby danych, których depozytariuszem jest NFZ, stanowią ogromny potencjał, m.in. pozwalający publicznemu płatnikowi kupować więcej świadczeń w ramach tego samego budżetu - mówił Adam Niedzielski.

- Narodowy Fundusz Zdrowia od prawie 10 lat gromadzi informacje na temat każdego świadczenia zdrowotnego, zrefundowanego leku i wszystkich procedur medycznych, które zostały zrealizowane w Polsce - przypominał wiceszef NFZ.

Informował, że obecnie baza danych NFZ dotycząca świadczeń zdrowotnych liczy ok. 4,5 miliarda rekordów. - Jeżeli chodzi o stosowane procedury medyczne w naszej bazie jest dzisiaj prawie 6 miliardów rekordów, natomiast w przypadku recept refundowanych - ponad 2 miliardy rekordów - wyliczał Adam Niedzielski, zaznaczając jednocześnie, proces gromadzenia danych oczywiście trwa, a przyrosty w tym zakresie są potężne, sięgające rocznie ok. 1,5 miliarda rekordów.

Wiceprezes NFZ zwracał uwagę, że wszystkie gromadzone przez Fundusz dane są bardzo dobrze oznaczone: - Przekroje informacyjne, w których te wszystkie dane zapisujemy, są niezwykle szczegółowe - podkreślał. Co z tych ogromnych zasobów informacji wynika zarówno dla całego systemu opieki zdrowotnej, placówek medycznych, jak i pacjentów?

- Już dzisiaj dokładnie analizujemy te dane między innymi sprawdzając, czy publiczne pieniądze są wydawane zgodnie z obowiązującymi regulacjami. Jeśli tak nie jest, oznacza to, że środki te są marnowane, czyli wykorzystywane w sposób nieefektywny - odpowiadał Adam Niedzielski.

Sztuczna inteligencja wkracza także do ochrony zdrowia
Wskazywał zarazem, jednym istotnych zadań realizowanych przez NFZ jest maksymalne ograniczenie skali nieefektywnego wydawania pieniędzy na ochronę zdrowia: - Zmieniliśmy niedawno ustawowe regulacje dotyczące kontroli przeprowadzanych przez Fundusz, aby możliwie najlepiej korzystać z bogactwa danych, jakie gromadzimy - stwierdził.

- Zrobiliśmy niedawno kwerendę realizacji świadczeń w zestawieniu z bazą PESEL. Okazało się na przykład, że niektóre recepty były wystawiane przez... nieżyjących lekarzy, a część recept wystawiono na nieżyjących pacjentów. Dzięki odpowiedniej analizie zbieranych informacji, taką weryfikację możemy przeprowadzić naprawdę szybko i sprawnie - zapewniał.

- Kolejnym krokiem w analizie zawartości bazy danych, którą dysponuje NFZ, jest stosowanie bardziej złożonych algorytmów, które zaczynają już nabierać cech sztucznej inteligencji. Kryteria przeszukiwania baz danych definiujemy w taki sposób, że to narzędzie - na zasadzie funkcjonowania neurosieci - uczy się i samo się doskonali - tłumaczył wiceprezes NFZ.

 

 

 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum