Spór o GMO w rolnictwie: co my naprawdę jemy?

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 16 marca 2013 09:49

Nie można zagwarantować, że nie będzie długofalowych negatywnych skutków stosowania w rolnictwie modyfikacji genetycznej (GMO) - mówią eksperci. Jedni sądzą, że rzetelnych badań jest jeszcze za mało, a inni - że rośliny transgeniczne dopuszczone do sprzedaży są już świetnie przebadane.

Spór o GMO w rolnictwie: co my naprawdę jemy?

Jak podaje prof. Tomasz Twardowski z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu, Unia Europejska w minionych dwóch dziesiątkach lat wydała setki milionów euro na prace eksperymentalne i badawcze, które miały ustalić efekty działania GMO. Wyniki badań ukazały się w specjalnej publikacji. - Wniosek był prosty: rośliny genetycznie modyfikowane są równie bezpieczne lub równie niebezpieczne jak te, z których zostały wyprowadzone - podsumowuje publikację naukowiec.

Dr hab. Katarzyna Lisowska z Centrum Onkologii w Gliwicach w wypowiedzi dla PAP stwierdza: - Pojawia się coraz więcej sygnałów, że stosowane dotąd powszechnie testy dla oceny ryzyka związanego z GMO są nieodpowiednie. Powszechnie stosuje się 90-dniowe testy na szczurach. W takich testach nie ujawniają się albo są jedynie słabo widoczne drobne zmiany w pracy narządów wewnętrznych.

- Potrzebne są dalsze badania, co przyznała niedawno nawet Europejska Agencja ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) - dodaje Katarzyna Lisowska.

Zgadza się z tym prof. Ewa Rembiałkowska z Zakładu Żywności Ekologicznej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. W rozmowie z PAP mówi, że GMO można byłoby dopuścić pod warunkiem, że w długotrwałych i niezależnych badaniach okaże się, że nie wywrą negatywnego wpływu na zdrowie ludzi i zwierząt.

Aby to stwierdzić, zdaniem prof. Rembiałkowskiej potrzebne są wieloletnie badania, prowadzone na kilku pokoleniach małych zwierząt. Badania muszą prowadzić całkowicie niezależne od koncernów zespoły - u żadnego z jego członków nie powinno dochodzić do konfliktu interesów.

Jednak prof. Andrzej Anioł z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin - Państwowego Instytutu Badawczego w Radzikowie (IHAR - PIB) stwierdza, że produkty transgenezy - a więc również rośliny GM - które dopuszczono już do obrotu, są na razie najskrupulatniej badanymi roślinami w historii.

Prof. Anioł przypomina, że w czasie wieloletniej uprawy i użytkowania transgenicznych odmian kukurydzy i soi, które stosowane są jako żywność i pasza, wśród dziesiątek milionów konsumentów nie stwierdzono udokumentowanego medycznie negatywnego wpływu na zdrowie ludzi.

Prof. Twardowski odnosząc się do GMO dodaje, że nikt rozsądny nie może dać gwarancji, że coś się złego nie wydarzy w drugiej czy trzeciej generacji ludzi. Nikt nie wie, jaki będzie wpływ tej technologii na następne pokolenia. - Ale też nie wiemy, jakie będą efekty używania np. telefonów komórkowych czy kuchenek mikrofalowych. Rozmawiamy przez telefony, bo zrobiliśmy bilans zysków i strat. I uznaliśmy, że „opłaca+ nam się je stosować - stwierdza profesor.

Zdaniem prof. Ewy Rembiałkowskiej, GMO nie powinno być używane w rolnictwie, ale nie jest przeciwna zastosowaniu GMO w medycynie czy w badaniach laboratoryjnych. Jak wyjaśnia, modyfikacje genetyczne pozwalają np. na uzyskanie taniej insuliny. Według prof. Rembiałkowskiej stosowanie organizmów modyfikowanych genetycznie w badaniach nad rakiem czy innymi schorzeniami jest też dopuszczalne. Pod warunkiem, że organizmy nie wydostaną się do środowiska.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum