Poligamię mamy w... genach

Autor: Polska Prasa/Rynek Zdrowia • • 03 października 2008 09:58

Monogamia to naprawdę bardzo świeży wynalazek, który nie pozostawił najmniejszego śladu w ludzkim genomie. Jest w nim za to wyraźnie odciśnięte piętno wielożeństwa - dowodzą najnowsze badania ludzkiego DNA

- Ludzie uważani są za łagodnie poligamicznych. Zawdzięczamy to naszemu pochodzeniu od małp naczelnych, które są poligyniczne – mówi dr Michael Hammer, genetyk z University of Arizona w Tucson.

Poligynia to najpopularniejsza odmiana poligamii, która charakteryzuje się tym, że niewielu mężczyzn ma wiele partnerek. O tym, w jak dużym stopniu nas to dotyczy, świadczą nasze geny. A wynika z nich, że dawniej nasza poligamiczność nie była bynajmniej łagodna.

Aby dowiedzieć się, jak było naprawdę, amerykańscy naukowcy przebadali próbki DNA pobrane od 90 osób pochodzących z sześciu różnych grup kulturowych: Melanezyjczyków, Basków, Chińczyków Han oraz od trzech ludów afrykańskich: Mandenka, Bika i San.

Zespół Hammera odkrył w chromosomie X znacznie więcej różnic, niżby to miało miejsce, gdyby identyczna liczba kobiet i mężczyzn brała udział w reprodukcji. Ta niewspółmierność jest tak wyraźnie widoczna, ponieważ panie mają dwie kopie chromosomu X, a panowie tylko jedną. W związku z tym dziedziczony w linii żeńskiej chromosom X nagromadził wielką różnorodność genetyczną od dużej liczby kobiet, podczas gdy chromosom Y takiego zróżnicowania nie wykazuje. To może świadczyć tylko o długiej tradycji poligamicznej naszego gatunku. Z danych tych wynika, że znaczna część panów została odsunięta od rozrodu, podczas gdy niewielka grupa zgarnęła całą śmietankę.

Aby to zrozumieć, trzeba się cofnąć do czasów początków gatunku Homo sapiens. Wywodzimy się z linii ssaków naczelnych, które w większości przypadków są poligamiczne. Widać to chociażby po obyczajach naszych najbliższych krewniaków szympansów, wśród których najsilniejsze samce utrzymują spore haremy samic.

Naukowcy tłumaczą popularność takiego układu korzyściami, jakie wynoszą z niego obie strony. Samce mają zapewniony sukces reprodukcyjny, polegający na jak największym rozprzestrzenieniu swoich genów. Z kolei samice znajdują się pod stałą opieką podczas karmienia piersią, które w warunkach niedoboru pożywienia może się znacznie przeciągnąć. W tym okresie niewskazane jest ponowne zajście w ciążę, w którym to czasie potrzeby seksualne samca zaspokajają inne jego partnerki.

Naukowcy uważają, że tego typu rodzina może spłodzić i wychować większą liczbę dzieci niż związek monogamiczny. W dużym uproszczeniu taki schemat funkcjonuje również wśród ludzi.

– Większość ludzkich społeczeństw praktykuje jakąś formę poligamii – mówi dr Hammer. – Wyjątkiem nie są nawet uważane za monogamiczne społeczeństwa Zachodu. Zebrane w naszym kręgu kulturowym dane statystyczne wskazują na to, że mimo iż mężczyźni nie mają oficjalnie wielu żon, i tak współżyją i mają dzieci z więcej niż jedną partnerką.

O popularności cudzołóstwa i wynikającym z tego efekcie kukułczego jaja mogą świadczyć badania prowadzone m.in. w USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Wnioski z nich płynące są co najmniej niepokojące. Okazuje się, że od 5 proc. do nawet 30 proc. dzieci zostało spłodzonych w cudzołóstwie, a więc jest wychowywanych w rodzinach mężczyzn niebędących ich biologicznymi ojcami.

Dla socjobiologów nie jest to zaskoczenie. Wręcz przeciwnie. To monogamia jest dla naszego gatunku zjawiskiem dość nietypowym i ewolucyjnie tak nowym, że nie zdążyła wywrzeć najmniejszego wpływu na nasze geny.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum