Naukowcy: nie przepisujmy antybiotyków "na wszelki wypadek"

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 06 czerwca 2018 12:16

Podejście "przepiszemy antybiotyk na wszelki wypadek, bo raczej nie zaszkodzi, a może pomoże, więc czemu nie spróbować" jest szeroko rozpowszechnione zarówno wśród pacjentów, jak i lekarzy. To bardzo niepokojący fakt w dobie coraz większej antybiotykooporności - przypominają eksperci.

FOT. Fotolia; zdjęcie ilustacyjne

Artykuł na ten temat ukazał się na łamach pisma „Medical Decision Making” (http://journals.sagepub.com/doi/10.1177/0272989X18770664).

Jak piszą autorzy z George Washington University (USA), wielu z nas już przy pierwszych objawach grypy i przeziębienia myśli sobie: „To może wziąć antybiotyk? Nie powinien zaszkodzić, a może szybciej pomoże. Dlaczego by nie spróbować?”. Niestety, ten sposób myślenia jest niezwykle popularny także wśród lekarzy.

Nowe badanie prowadzone przez zespół dr. Davida Broniatowskiego pokazało, że w obu wspomnianych wyżej grupach jest duży odsetek osób uważających, że antybiotyki nie mogą zaszkodzić i warto je przyjmować przy grypie lub przeziębieniu. Ludzie ci trwali w swoim przekonaniu, mimo iż poinformowano ich, że antybiotyki mają skutki uboczne, nie działają przeciwko wirusom, a także powodują antybiotykooporność bakterii.

Dlaczego i pacjenci, i medycy zachowują się w sposób irracjonalny, jeśli chodzi o antybiotyki? - Kiedy czujesz się chory, zależy ci tylko na tym, żeby jak najszybciej poczuć się lepiej, a efekty uboczne antybiotyków wydają się mniej uciążliwe od objawów przeziębienia - mówi dr Broniatowski. - Poza tym zawsze istnieje szansa - choć ekstremalnie niewielka - że twoja choroba faktycznie jest bakteryjna - dodaje.

Tymczasem tego typu podejście, czyli „antybiotyk na wszelki wypadek”, może prowadzić do niepotrzebnego przepisywania leków z tej grupy, a przez to do rozprzestrzeniania się superbakterii, czyli bakterii opornych na wszystkie istniejące leki.

W ostatnim czasie spowodowały one 23 tys. zgonów i 2 mln zachorowań w samych Stanach Zjednoczonych. Według amerykańskich Centers for Disease Control and Prevention, całkowity koszt leczenia superbakterii przekracza 20 miliardów dolarów rocznie.

- Ludziom wydaje się, że to dobra strategia: wezmą antybiotyk na wszelki wypadek, nic się nie stanie, a może szybciej im przejdzie. Niestety takie podejście, w którym myśli się tylko o sobie, może mieć bardzo negatywne konsekwencje dla całego społeczeństwa - uważa dr Broniatowski.

Omówione badanie przeprowadzono na grupie 149 klinicystów i 225 pacjentów z dwóch dużych szpitali akademickich oraz 519 uczestnikach online.

W Polsce od kilku lat obserwowana jest antybiotykooporna bakteria zwana New Delhi.

- Niestety rozwój nauk w zakresie nowych antybiotyków jest niewystarczający, w związku z tym pojawiają się od czasu do czasu takie szczepy bakterii, na które w zasadzie nie ma leku, i bakteria New Delhi jest jedną z nich - mówił w marcu minionego roku ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Informował, że od kilku lat obserwowana jest w Polsce narastająca liczba jej przypadków zakażeń New Delhi, nie tylko na Mazowszu, lecz także w pozostałych częściach kraju. - Ale spokojnie, to nie jest lawina - oceniał.

Radziwiłł zapewnił, że resort na bieżąco monitoruje sytuację. - Wydaje się, że nie mamy w tej chwili do czynienia z jakąś sytuacją, która wymykałaby się spod kontroli. Zdecydowanie tak nie jest - powiedział minister.

Podkreślał jednocześnie, że bakteria New Delhi to problem, "przed którym stoi cały świat i na całym świecie intensywnie myśli się, jak należy postępować, aby to potencjalne zagrożenie redukować lub zlikwidować".

Bakterie NDM występują w szpitalach w całej Europie od 2009 r. Najtrudniejsza sytuacja jest obecnie we Włoszech, Grecji, Hiszpanii i Rumunii. Ich nazwa pochodzi od New Delhi, miasta w Indiach, w którym po raz pierwszy wykryto je w 2008 r. Bakteria jest oporna na antybiotyki beta-laktamowe, w tym na karbapenemy o szerokim działaniu. Stąd fachowa nazwa tego drobnoustroju to NDM (skrót od New Delhi metallo-ß-lactamase).

Dr Broniatowski i jego współpracownicy mają nadzieję, że lepsze zrozumienie tego problemu doprowadzi do opracowania strategii edukacyjnych skierowanych zarówno do pacjentów, jak i lekarzy, które ograniczą skalę niewłaściwego przepisywania leków, a tym samym zmniejszą problem oporności na antybiotyki.

 Źródło: naukawpolsce.pap.pl

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum