Maria Siemionow o swojej operacji przeszczepienia twarzy

Autor: Gazeta Wyborcza, BBC/Rynek Zdrowia • • 29 grudnia 2008 10:24

Prof. Maria Siemionow, Polka, która przeprowadziła pierwszą w Ameryce operację przeszczepu twarzy wyznaje na łamach Gazety Wyborczej, że operacja jakiej dokonała była

W rozmowie z poznańskim dziennikarzem gazety Marcinem Gadzińskim prof. Maria Siemionow przybliża szczegóły operacji. W jej ocenie operacja „głównie dzięki wielogodzinnym treningom poszła dość gładko”. Lekarka wspomina, że w laboratorium anatomicznym wielokrotnie wraz z zespołem przeprowadzała symulacje takich operacji.

Siemionow zauważa, że jak na tak skomplikowany zabieg pacjentka czuje się bardzo dobrze.

- Oczywiście proces gojenia i znikanie obrzęku z nowej twarzy potrwa jeszcze wiele miesięcy. Jak w przypadku każdej transplantacji narządów między dwoma różnymi osobami, niebezpieczeństwo odrzutu będzie istniało zawsze. Pacjent musi do końca życia zażywać silne lekki immunosupresyjne, być pod ścisłym nadzorem lekarzy. Nasza wiedza bazuje tu głównie na przeszczepach rąk i tych dwóch przypadkach częściowych przeszczepów twarzy.

W ocenie absolwentki Akademii Medycznej w Poznaniu jej operacja była podobna do przeszczepów francuskich w technikach mikrochirurgicznych. Jednak zaznacza, że ten zabieg był bardziej kompleksowy.

- Francuzi przeszczepili obie wargi i dużą część skóry policzków. My przeszczepiliśmy oprócz płata skóry twarzy także całą tkankę podskórną, z mięśniami, chrząstkami, częściami kostnymi, nerwami. Cały nos, dzięki któremu pacjentka może odzyskać zmysł powonienia, górną wargę i szczękę z zębami, dolne powieki. Patrząc na twarz jako organ trójwymiarowy, przeszczepiliśmy 80 proc. jego powierzchni.

Podobnego zabiegu do francuskiego dokonali też Chińczycy, ale wówczas niestety pacjent zmarł. W ocenie polskiej lekarki stało się tak, bo pacjent po transplantacji został pozostawiony sam sobie. Siemionow zauważa, że głównym argumentem wysuwanym przeciw takim operacjom jest ryzyko, jakie istnieje przy dożywotnim zażywaniu silnych leków immunosupresyjnych.

- Chodzi o groźne infekcje i nowotwory. Niektórzy bioetycy mówią, że twarz nie jest narządem niezbędnym do życia, że można z takim zniekształceniem przeżyć wiele lat. Ale przecież nerki, które przeszczepiamy, też nie są narządem niezbędnym - można wiele lat przeżyć dzięki dializom. Mimo to dokonujemy przeszczepów, bo liczy się jakość życia.

Jak podał serwis BBC operację przeprowadził zespół ośmiu lekarzy. Podczas 22-godzinnej operacji dokonano transplantacji kości, mięśni, naczyń krwionośnych i nerwów. Lekarze nie podali tożsamości pacjenta, ale poinformowali, że była nim kobieta, która kilka lat temu została ranna i w wyniku obrażeń została pozbawiona oka, większej części nosa.

Twarz kobiety była zniekształcona do tego stopnia, że nie mogła samodzielnie jeść i oddychać - poinformowali lekarze zaangażowani w operację. Dodali, że mają nadzieję, iż operacja przywroci kobiecie zdolność do uśmiechania się i zmysł powonienia.

- Wiem, że w domach jest ukrywanych przed społeczeństwem wielu pacjentów, którzy obawiają się iść do sklepu po zakupy, boją się spacerować ulicami - mówiła BBC prof. Maria Siemionow.

Wielu ekspertów zwraca uwagę, że po takich operacjach wygląd twarzy biorcy nie odpowiada nawet wyglądowi twarzy dawcy ponieważ o kształcie twarzy decydują mięśnie i kości twarzo-czaszki biorcy. Inna twarz może być powodem problemów psychologicznych biorcy, który nie zaakceptuje swojego nowego wizerunku. Ale to są tylko rozważania...

Lekarka pragnie zauważyć, że we współczesnej etyce zmienia się relacja „ilości” życia do jego jakości. Pacjenci z okropnymi obrażeniami twarzy mówią, że oddadzą 15 lat życia, by móc przez jakiś czas normalnie funkcjonować. Chcą mieć poczucie, że gdy pójdą na kawę, ludzie nie będą się na nich gapili. A jak pójdą do restauracji, to nie będą się przesiadali do innego stolika, by na nich nie patrzeć...

Co ważne rada bioetyki z Cleveland Clinic jako pierwsza na świecie wyraziła zgodę na przeszczep twarzy. Siemionow wspomina, że „reguły były bardzo rygorystycznie przestrzegane, zarówno wśród zespołu lekarzy i kandydatów”.

- Tu nie mogło być pomyłki. Nie chcieliśmy niczego upraszczać, czy przyspieszać. Kolejne osoby do przeszczepu nie spełniały warunków. Od najprostszych - np. pełnego poparcia rodziny, które da gwarancję, że pacjent nie pozostanie bez opieki. Że będzie ktoś, kto dopilnuje reżimu brania leków immunosupresyjnych. A gdy na twarzy pojawią się jakieś znaki odrzutu, szybko to zauważy. Chcieliśmy, by nasza operacja była nie tylko sukcesem medycyny, nauki, ale przede wszystkim sukcesem osobistym tego pacjenta. To w wielu wypadkach bardzo nieszczęśliwi ludzie. My chcieliśmy im pomóc na całe życie, a nie tylko przeprowadzić udaną z technicznego punktu widzenia operację.

Prof. Maria Siemionow zapewnia, że obecnie lekarze skupiają się na pacjentce po przeszczepie, niemniej wyłaniane są następne osoby do transplantacji twarzy.

- Po pierwsze, po niedawnym zabiegu mamy wiele nowych zgłoszeń pacjentów zainteresowanych taką operacją. Po drugie, Cleveland Clinic uzyskała właśnie wielomilionowy grant Departamentu Obrony USA. Wiadomo, że z wojny w Iraku wraca masa żołnierzy z okropnymi obrażeniami twarzy. Nasze badania są dla tych ludzi wielką szansą. Odbyłam już pierwsze spotkania w szpitalach wojskowych. Wśród tamtejszych pacjentów także rozpoczniemy proces selekcji kandydatów do przeszczepu twarzy.

Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu czyni starania, by rychło gościć swoją absolwentkę. Jak czytamy na witrynie internetowej uczelni planowany jest cykl spotkań, które przybliży szczegółowe aspekty rekonstrukcji twarzy - pierwszego w USA i czwartego na świecie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum