Innowacyjność polskiej medycyny: lekarze cuda ogłaszają...

Autor: Ryszard Rotaub • • 27 grudnia 2014 08:00

Pacjenci mogą być zdezorientowani. Z jednej strony kolejkowa rzeczywistość - coraz dłuższy czas oczekiwania na wizytę u specjalisty i zatrważające błędy medyczne, z drugiej - doniesienia o fantastycznych osiągnięciach polskich lekarzy i komplementy, że cuda czynią. Zostawmy na boku znane wszystkim bolączki systemu i lekarskie wpadki; zajmijmy się cudami.

Ostatnio o medycznym cudzie mówił prof. Janusz Skalski, kierownik oddziału kardiochirurgii i intensywnej opieki kardiochirurgicznej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie -Prokocimiu. Chodziło o głośny przypadek dwuletniego Adasia, który w nocy 30 listopada wyszedł z domu i kilka godzin przebywał na mrozie.

Kiedy odnaleziono chłopca, temperatura jego ciała wynosiła 12 stopni C. Tymczasem najniższa temperatura osoby (kobiety ze Skandynawii), którą kiedykolwiek szczęśliwie wyprowadzono z głębokiej hipotermii to 13,7 stopnia. Dzieciak nie miał więc prawa przeżyć. Dlatego prof. Skalski powtarzał w mediach, że to cud.

Zauważmy jednak, że na stronie internetowej Szpitala Dziecięcego w Krakowie o cudzie jako przyczynie uratowania życia nie wspomniano. Napisano, że to ”dzięki zastosowaniu nowoczesnych metod leczniczych (sztuczne płuco-serce) i fachowej opiece zespołu pielęgniarskiego i lekarskiego pod kierunkiem prof. Janusza Skalskiego”.

Naukowo niewytłumaczalne, ale możliwe
Jeśli trzymać się racjonalnej konwencji komunikatu uniwersyteckiego szpitala i przyjąć, że cud to zdarzenie, do którego dojść nie powinno, bo jest wbrew doświadczeniu, wiedzy i prognozom, to można powiedzieć, że w przypadku Adasia poznaliśmy kolejny fenomen ludzkiego organizmu: w sprzyjających okolicznościach jest on w stanie przetrwać skrajne wychłodzenie, sięgające 12 stopni C.

Prof. Skalski, kardiochirurg dziecięcy, jest skłonny odwoływać do transcendencji. Przyznał, że np. wtedy, kiedy wydaje się, że nie da się już opanować krwawienia, modli się do Pana Boga, żeby pozwolił skończyć dobrze operację. - Przynajmniej jest tak w mojej sytuacji, że na wszystkie świętości prosimy Stwórcę, żeby pomógł - wyznał.

O przypadkach, których nie był w stanie naukowo wytłumaczyć, powiedział: - Bywa, że po wielogodzinnej nieudanej walce, nagle coś się zmienia. Zmienia się tak nagle, że nie wiemy dlaczego, nie wiemy czy to efekt sumiennej pracy czy czynnika mistycznego. Wszystko jedno, najważniejsze że dobrze się kończy.

Inny znany kardiochirurg, prof. Andrzej Bochenek, stwierdził natomiast, że mało ma do czynienia z mistyką. - Raczej z fizyczną stroną człowieka. Serce jest dla mnie pompą, która ma 4 zawory. Naczynia to dla mnie rury, które są zatkane albo drożne.

Ale przyznał też, że niejednokrotnie zdarzają się sytuacje, kiedy wszelkie przesłanki wskazują, że nie ma szans na przeprowadzenie udanej operacji. - Bywa, że poodejmujemy wtedy decyzje, które są irracjonalne i tylko cud może spowodować, że chory przeżyje. I okazuje się to możliwe. Tylko czy przeżycie nazwać cudem, czy przypadkiem mieszczącym się w statystycznym wskaźniku opisującym śmiertelność w danym zabiegu? - zastanawiał się Bochenek.

Reguła życia
Prof. Jerzy Strużyna zajmuje się leczeniem oparzeń, jest konsultantem krajowym w dziedzinie chirurgii plastycznej. Ma podobne obserwacja jak Andrzej Bochenek: - Wykresy pokazują, że pacjent nie powinien żyć, a on żyje. Przychodzą do nas na kontrole ludzie, którzy nie mieli najmniejszych szans na przeżycie. Ja pacjenta nigdy nie zostawię. Walczymy o ludzkie życie do końca. Musi być reguła życia, a nie reguła śmierci - opowiadał nam Jerzy Strużyna.

Ktoś powie, że to pięknie brzmiące humanistyczne slogany i że łatwo je głosić. Ale prawdą jest, że lekarz musi realnie konfrontować się z nimi. Musi np. brać pod uwagę wytyczne mówiące o daremnym leczeniu, kiedy wiadomo, że - po wyczerpaniu wszystkich dostępnych środków i procedur - nie da się bardziej pomóc choremu. Co wtedy?

Prof. Strużyna pamięta oburzenie, z jakim spotkało się jego wystąpienie w czasie konferencji bioetycznej, gdy mówił o tych dylematach i pokazywał przerażające zdjęcia ciężko poparzonych. Przeżyli, choć nie powinni. - Jeśli ktoś leczony jest 2-3 lata, a choroba postępuje, to można podjąć decyzję o zaprzestaniu leczenia - profesor przywołał generalną normę bioetyków. - Ale w oparzeniach wszytko jest dynamiczne, u nas nie ma stałych algorytmów - wyjaśnił i zaznaczył, że nie wypowiada się o innych specjalizacjach, bo na innych się nie zna.

W oparzeniach sytuacja jest specyficzna w tym sensie, że pacjent jest bezwolny. To lekarz, w oparciu o opinie rodziny, decyduje o jego losie. Nie można więc mówić o wewnętrznej motywacji pacjenta do walki z chorobą, co bywa łączone z cudownymi wyzdrowieniami.

- Dla mnie jako terapeuty jest wyraźne, że rola związku emocjonalnego między lekarzem a pacjentem bardzo często staje się fundamentem sukcesu. Tu powstaje obszar niezwykłości - zauważył prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra kliniczny i psychoterapeuta z Collegium Medicum UJ i dodał, że z perspektywy pacjenta cuda mogą się wydarzać.

Anatomia cudu
Co ma powiedzieć do niedawna sparaliżowany Dariusz Fidyka? Poddał się pierwszej na świecie operacji rekonstrukcji przeciętego rdzenia kręgowego. Zespołem kierował dr Paweł Tabakow, neurochirurg z wrocławskiego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Czy dla tego lekarza to też był cud?

Paweł Tabakow miał 23 lata (teraz ma 39), gdy jako student medycyny zaczął dopytywać profesorów, dlaczego uważają, że odbudowa rdzenia kręgowego jest niemożliwa, skoro można zregenerować nerwy. Na uczelni nie znalazł odpowiedzi. Zaczął jej szukać w literaturze fachowej koncentrując się na grupie węchowych komórek glejowych w mózgu, ponieważ one wydawały się bardziej obiecujące w procesie regeneracji niż te pobierane z nosa.

Od 1998 r. zebrał w sumie ok. 200 opracowań o glejowych komórkach i doświadczeniach na zwierzętach. Jako lekarz stał się specjalistą w dziedzinie neurobiologii. Wiedział, co to są komórki gleju węchowego i jak mogą działać, jak neurobiolodzy robią hodowle komórkowe, jak się te komórki liczy, określa ich żywotność, i jakie są techniki przeszczepu. Wreszcie - jakich narzędzi używają do tych przeszczepów.

Żeby przetestować bezpieczeństwo sprzętu, wraz z kolegą, dr. Bogdanem Czapigą, wykonał około 150 operacji na szczurach. Dzięki temu kilka lat później wiedział, jaki sprzęt wybrać do operacji Dariusza Fidyka. Teraz pacjent zaczyna chodzić. Przeszczep komórki gleju węchowego z mózgu do rdzenia kręgowego powiódł się. Cud?

Biznesmeni stawiają na medycynę
Wyjątkowe osiągnięcia lekarzy są zauważane i doceniane. Ostatnio mówi się nawet, że cała medyczna branża może być wizytówką innowacyjności polskiej gospodarki na świecie, że należy wykorzystywać i rozwijać potencjał najzdolniejszych naukowców i najlepiej zarządzanych placówek, gdyż ich sukces może przynieść korzyści całej gospodarce.

Taką ocenę przedstawił 17 grudnia podczas debaty pn. Cuda Medycyny - Nowa Era w Polskiej Służbie Zdrowia Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

Mówił, że przeciętny Polak, co zrozumiałe, widzi niemal wyłącznie bolączki systemu opieki zdrowotnej. - Trudniej mu dostrzec, że w naszym kraju funkcjonują placówki, które mogą być powodem do dumy na skalę światową i stanowić wizytówkę nie tylko medycyny, ale całej gospodarki.

Warto zwrócić uwagę, że te pochlebne oceny wypowiadają ludzie spoza branży medycznej - ze środowiska przedsiębiorców, dobrze znającego cenę sukcesu i dalekiego od wiary w cuda w biznesie.

W publikacji wykorzystano nagranie z wypowiedziami lekarzy na https://www.youtube.com/watch?v=i2WxXlu1GMk powstałe na kanwie książki ”Cud w medycynie. Na granicy życia i śmierci: opowieści lekarzy”- Anna Mateja, wydawnictwoliterackie.pl -oraz rozmowę Izy Michalewicz z Pawłem Tabakowem ”Chirurg, który sprawił, że sparaliżowany wstał: Nie jestem kowbojem neurochirurgii” - Gazeta Wyborcza, 30.10.2014 r. 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum