PAP/Rynek Zdrowia | 13-07-2015 19:11

Badania: odgłosy turbin wiatrowych są szkodliwe dla zdrowia?

Mieszkańcy okolic farm wiatrowych zgłaszają niekiedy problemy ze snem, koncentracją i inne, niekorzystne reakcje. Pojawiają się obawy, że infradźwięki generowane przez łopatki wirnika i sam wiatr świszczący podczas spotkania z maszyną mogą powodować problemy ze zdrowiem.

Osoby mieszkające w pobliżu farm wiatrowych skarżą się na problemy ze zdrowiem Fot. PTWP

Operatorzy farm wiatrowych zapewniają, że dźwięki wydawane przez turbiny są niesłyszalne dla ucha i zbyt słabe, by mogły okazać się szkodliwe.

Infradźwięki to fale dźwiękowe o częstotliwości zbyt niskiej, by odebrało je ludzkie ucho. Są za to słyszalne dla słoni i wielorybów, które wykorzystują infradźwięki do komunikacji na duże odległości. Dolny próg słyszalności dźwięków u człowieka określa się na ok. 16 herców (hz).

Problem ich percepcji (jak też dźwięków z górnego krańca zakresu słyszalności ludzkiego ucha, czyli m.in. ultradźwięków) naukowcy podejmują od dawna. Zajmuje się nim np. międzynarodowy zespół realizujący program European Metrology Research Programme (EMRP), złożony z ekspertów w dziedzinie akustyki, biomagnetyzmu i obrazowania mózgu. Program koordynuje niemiecki narodowy instytut metrologii (Physikalisch-Technische Bundesanstalt, PTB).

Przez trzy lata specjaliści badali mechanizm słyszenia "niesłyszalnych" dźwięków. Jak podkreślają, z dźwiękami bardzo niskimi (np. infradźwiękami, poniżej ok. 16 hz) czy bardzo wysokimi (np. ultradźwiękami, powyżej ok. 16 tys. hz), mamy do czynienia bardzo często. Oprócz wiatrowych turbin, infradźwięki słychać w domu np., kiedy mija go ciężarówka, albo gdy w piwnicy zainstaluje się prądnicę. Ultradźwięki mogą pochodzić też z tzw. łaźni ultradźwiękowych (urządzeń do oszczędnego czyszczenia delikatnych części i instrumentów laboratoryjnych), czy urządzeń do odstraszania zwierząt.

Autorzy badania twierdzą, że ludzie mogą słyszeć dźwięki niższe, niż zakładano, a mechanizmy percepcji dźwięków są bardziej złożone, niż się wydawało.

Żeby sprawdzić, co właściwie oznacza określenie "słyszalny dźwięk", i co dokładnie może słyszeć człowiek, badacze stworzyli urządzenie będące źródłem infradźwięków pozbawionych harmoniki (której obecność mogłaby ułatwić słyszenie nawet bardzo wysokiego sygnału). Dźwięki te puszczano ochotnikom, po czym pytano ich, czy coś słyszeli. Jednocześnie badano mózg tych osób za pomocą magnetoencefalografii i funkcjonalnego magnetycznego rezonansu jądrowego.

Wszyscy badani deklarowali, że "coś słyszeli", choć - jak mówili - nie zawsze były to odgłosy tonalne.

Okazało się też, że badani słyszeli dźwięki dużo niższe, niż przyjęta dolna granica słyszalności - takie, których częstotliwość sięgała nawet 8 hz. Potwierdziły to obserwacje aktywności pierwotnej kory słuchowej. Obserwacje wykazały też reakcję niektórych części mózgu, biorących udział w odczuwaniu emocji. Zdaniem kierownika projektu, Christiana Kocha z PTB, oznacza to, że człowiek ma dość rozproszoną percepcję tych dźwięków, i słysząc je - uważa, "że coś się dzieje, i że może to być coś niebezpiecznego".

Autorzy chcą kontynuować badania, np. sprawdzić, dlaczego niektórym ludziom przeszkadzają odgłosy pozornie "niesłyszalne", choć inni na nie nie reagują. Widzą też potrzebę prowadzenia analogicznych badań dla ultradźwięków. Choć wykorzystane w badaniu instrumenty pomiarowe należą do najdokładniejszych na świecie, nie udało się im zmierzyć, czy ludzie mogą słyszeć dźwięki niższe, niż przyjmowany dotychczas dolny próg wysokości.

Wyniki badania mogą prowadzić do stworzenia jednolitych i wiążących wytycznych dotyczących ochrony słuchu w Europie - sugerują autorzy pracy.