Badania naukowe: sukces wymaga dobrej organizacji

Autor: Iwona Bączek/Rynek Zdrowia • • 05 maja 2013 17:13

W Polsce uniwersytety medyczne nadal pozostają szkołami, akademiami, w których głównie uczy się studentów. Nauka nie jest w nich priorytetem: właściwą wagę ma jedynie w deklaracjach - mówi nam prof. Jakub Gołąb, kierownik Zakładu Immunologii Centrum Biostruktury WUM, kierownik projektu BASTION, dofinansowanego przez Komisję Europejską kwotą ponad 16 mln zł*.

Badania naukowe: sukces wymaga dobrej organizacji

Głównym celem projektu jest zwiększenie potencjału badawczego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w dziedzinie onkologii doświadczalnej. Badania naukowe prowadzone w ramach tego projektu dotyczą personalizowanej onkologii i obejmują dziesięć projektów badawczych.

Rynek Zdrowia: - Jak powstał pomysł projektu BASTION?
Prof. Jakub Gołąb: - W Polsce zawsze było mało pieniędzy na badania, stąd idea sięgnięcia po środki z Unii Europejskiej. Wynikała ona też częściowo z faktu, że wcześniej realizowaliśmy badania, w wyniku których dokonaliśmy odkrycia naukowego. Udało się nam zainteresować nim firmę biotechnologiczną z Holandii. Chciała ona odkupić prawa do tegoż wynalazku od uczelni, ale podczas rozmów z firmą zdałem sobie sprawę, że w nie mamy ani jednej osoby, która potrafiłaby skutecznie poprowadzić negocjacje. Niestety, nie podjęto żadnych prób wynegocjowania lepszych warunków sprzedaży.

Co ciekawe, przedstawiciele firmy, już po zakończeniu oficjalnych rozmów, sami zaoferowali, że dodatkowo dofinansują badania naukowe w moim zespole i przekazali nam drogą aparaturę badawczą, o której marzyliśmy od lat, ale nigdy nie udało nam się zdobyć środków. Jednym z celów projektu BASTION jest zatem stworzenie w uczelni procedur i mechanizmów instytucjonalnego wspierania komercjalizacji wynalazków: profesjonalne szacowanie komercyjnej wartości odkrycia jak i wsparcie przy poszukiwaniu inwestora.

- Wystarczy przyjrzeć się jak to robią inni?
- Właśnie tak chcemy podejść do tego zadania. Od września ubiegłego roku do roku 2016 będziemy realizować projekt BASTION jako samodzielna jednostka naukowa, ale we współpracy z renomowanymi partnerami zagranicznymi. Mamy ich 13 z całej praktycznie Europy, m. in. z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch, Szwecji, Belgii, Francji, Holandii. Są wśród nich uniwersytety, instytuty badawcze oraz firmy zajmujące się doradztwem w zakresie komercjalizacji badań naukowych. Dzięki temu projektowi zdobędziemy tak ważny know-how. Jest to o tyle istotne, że na uczelniach medycznych nikt się tym w zasadzie do niedawna nie interesował.

- BASTION ma być pomostem pomiędzy światem, w którym funkcjonują polscy badacze i światem normalności - jasnych reguł i wiedzy jak postępować - w którym działają ich koledzy za granicą?
- Można tak powiedzieć. W Polsce uniwersytety medyczne nadal pozostają szkołami, akademiami, w których głównie uczy się studentów. Nauka nie jest w nich priorytetem: właściwą wagę ma jedynie w deklaracjach, które, niestety, nie zawsze mają pokrycie w działaniach. Jeśli ktoś pracuje naukowo, uczelnia się z tego cieszy, ale w żaden sposób niczego nie ułatwia. Wiadomo: nie od razu Kraków zbudowano, pewne procesy muszą potrwać i na pewno nie zakończą się sukcesem w ciągu 36 miesięcy trwania projektu BASTION, liczę jednak, że efekty realizacji tego grantu pojawią się w perspektywie kilkunastu lat. I tak o tym trzeba myśleć, choć już obecnie mamy pierwsze rezultaty.

Główne efekty naukowe projektu będą widoczne szybciej, bo one zależą bezpośrednio od nas. Udało się nam zatrudnić kilkanaście osób na stanowiskach podoktorskich (mamy trzynastu naukowców pracujących w laboratorium, a do rozstrzygnięcia pozostały nam jeszcze dwa konkursy). W większości są to Polacy, których udało się pozyskać z dobrych ośrodków zagranicznych, mamy zatem świetny zespół ludzi z doświadczeniem i niemałymi dokonaniami. Ponadto inwestujemy w aparaturę badawczą - pięć dużych pakietów sprzętowych, które bardzo usprawnią i unowocześnią naszą pracę.

Mamy też środki na wymianę naukową z partnerami projektu, co oznacza, że nasi naukowcy mogą pojechać do ośrodków zagranicznych i poprowadzić badania w tamtejszych laboratoriach, aby zdobyć doświadczenie i zacieśnić kontakty.

- Aparatura i laboratoria. Wspomniał Pan, że w ramach projektu BASTION są pieniądze także i na ten cel. Czy i w tym przypadku jesteśmy daleko w tyle za krajami "starej" UE?
- Jeśli chodzi o badania w genetyce czy biologii molekularnej (choć sądzę, że w innych dziedzinach też nie jest wcale źle), mamy nowoczesne, drogie urządzenia, ale ich wykorzystanie utrudnia zła organizacja. W obiektach dedykowanych prowadzeniu badań działają za granicą pracownie zatrudniające wyspecjalizowanych techników obsługujących aparaturę, z której mogą korzystać wszyscy (tzw. core facilities).

Jeśli badacz ma pomysł i grant, płaci i ma do dyspozycji osobę, która dokonuje analiz z zastosowaniem wspomnianego sprzętu. U nas tę drogą aparaturę każdy trzyma dla siebie. Współpraca jest możliwa, ale nie każdy ma informację, jaki ośrodek czym dysponuje i na jakiej zasadzie można z tego skorzystać. Dlatego cenna aparatura stoi w dużym stopniu bezczynnie.

- Potrzebujemy jasnych zasad?

- Tak. Wówczas sprzęt będzie się sam finansował. Będą pieniądze na jego naprawę i wymianę, będzie obsługiwany przez specjalistów, którzy „wycisną” z niego wszystkie możliwości. Niestety, tego na razie brakuje.

- Jak komercjalizują swoje odkrycia naukowcy w zagranicznych ośrodkach?

- Nie ma jednego prostego schematu: wszystko zależy od tego co to jest i jakie może mieć potencjalne zastosowanie. Przy każdej uczelni działa jednak wyspecjalizowana w tym zakresie komórka. Ponadto każdy lider otrzymuje regularnie informacje, co ma zrobić, jeśli coś odkryje i do kogo ma się z tym zgłosić. Uruchamiany jest wówczas tryb postępowania, w który naukowiec wcale nie musi się angażować. Odpowiednie osoby wyceniają potencjalną wartość odkrycia i szukają dla niego rynku.

- Proste. Dlaczego u nas nie może tak być?
- Ależ może. Ale pamiętajmy, że na razie mamy mnóstwo różnych ograniczeń narzucanych uczelniom, które nie ułatwiają im pracy. Na przykład: w Polsce nie ma jeszcze zbyt wielu osób potrafiących ocenić wartość wynalazku. Trzeba w tym celu znaleźć dobrego eksperta. Niestety, barier administracyjnych jest mnóstwo, ale ustawa o zamówieniach publicznych w szczególnie dotkliwy sposób krępuje naukę w Polsce i przy każdej okazji warto o tym mówić.

Nigdzie w UE nie ma przetargów na bieżące odczynniki. A od nas wymaga się planowania. Tymczasem nie jestem w stanie przewidzieć, ile będę potrzebował soli fizjologicznej albo siarczanu magnezu w skali pięciu lat. Nie jestem w stanie tego określić nawet z tygodnia na tydzień, ponieważ nauka jest poszukiwaniem nieznanego i tym różni się od produkcji śrubek - nie da się zaplanować wszystkiego. Wielu świetnie zapowiadających się naukowców właśnie z powodu ustawy o zamówieniach publicznych zrezygnowało z badań i poświęciło się dydaktyce albo wyjechało za granicę, bo tam można pracować.

Kolega z Instytutu w Heidelbergu sięga po odczynnik do lodówki, zaznacza na kartce z czego korzysta, a uczelnia raz w miesiąca rozlicza się ze sprzedającą go firmą. Jeśli badacz ma pomysł, może go zrealizować tego samego dnia. Jeśli ja mam pomysł i muszę w celu jego realizacji kupić odczynnik, ten dotrze do mnie po 3-6 miesiącach. Jak mamy zatem konkurować z zagranicznymi ośrodkami?

* Cały wywiad z prof. Jakubem Gołąbem - w majowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia (nr 5/2013).

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum