Rozmiary spirometru nie są tak ważne, jak dostęp do badań

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 12 maja 2018 08:01

Eksperci przekonują, że badanie spirometryczne powinno być powszechnie dostępne dla pacjentów, najlepiej u lekarzy POZ. Postulują też, by włączyć je do katalogu obowiązkowych badań pracowniczych u osób po 40. roku życia. Czy tak będzie? Co blokuje badania spirometryczne?

Spirometria pozwala wykryć jedną z głównych przyczyn zgonów, tj. przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP). Fot. archiwum (zdj. ilustracyjne)

Specjaliści argumentują, że jest ono tanie i bezpieczne (nie ma wielu przeciwwskazań do jego wykonania), a pozwala wykryć jedną z głównych przyczyn zgonów, tj. przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP). A warto zaznaczyć, że z prognoz WHO wynika, iż w 2020 r. POChP będzie trzecią przyczyną zgonów, po chorobach układu krążeniach i nowotworach.

Ale to nie wszystko. Dzięki spirometrii można zidentyfikować astmę, a także określić przyczyny duszności, gdyż mogą one mieć związek również z chorobą serca. W ten sposób można by zaoszczędzić na znacznie droższych testach diagnostycznych, takich jak np. koronarografia stosowana w diagnostyce choroby wieńcowej serca.

Te argumenty podnoszone są od lat - najgłośniej przy okazji Światowego Dnia POChP, który obchodzony jest co roku w trzecią środę listopada i w czasie różnych kampanii prozdrowotnych dotyczących chorób płuc. Nie ma sensu ich powtarzać po raz kolejny. Lepiej zastanowić się, dlaczego spirometria - mimo tych ważkich argumentów medycznych i ekonomicznych - nie jest powszechnie dostępna? Czy barierą może być wysoka cena zakupu profesjonalnego spirometru?

Dr Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę i Choroby Alergiczne i Przewlekłe Obturacyjne Choroby Płuc, zaprzecza temu przypuszczeniu.

- Ich ceny zaczynają się od 5 tys. zł. Załóżmy, że lekarz rodzinny nie ma spirometru i zleca na zewnątrz wykonanie badania. Policzmy: zlecenie badania spirometrycznego kosztuje od 30 do 50 zł. Zatem potrzeba, powiedzmy, stu takich badań, żeby zwrócił się koszt zakupu. Jak na sprzęt medyczny, to nie tak dużo - tłumaczy dr Dąbrowiecki, specjalista z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Wskazuje, że wszystko zależy od tego, czy lekarz rodzinny chce i potrafi z takiego aparatu korzystać. Jego zdaniem problemem jest to, że personel medyczny nie jest przeszkolony w wykonywaniu badania za pomocą spirometru. Wbrew pozorom, nie jest ono proste.

Sztuka wdechu i wydechu
- Zdrowy pacjent wykonuje takie badanie z wielkim trudem, natomiast chory - bez problemu. Chory, który ma obturację, czyli skurcz oskrzeli wykonuje je dobrze, ponieważ w tym badaniu ważne jest, żeby długo wydmuchiwał powietrze. I on jest w stanie to zrobić. Z kolei pacjent, który nie ma chorych płuc, w pierwszej sekundzie opróżnia 90 proc. ich pojemności, a procedura mówi, żeby dalej wydmuchiwał powietrze. Słowem, trudno jest badać zdrowego, łatwo chorego - wyjaśnia.

Dodaje, że statystycznie na 10 zbadanych jeden albo dwóch ma obturację. - Czyli dwa razy jest łatwo zrobić badanie, 8 razy trudno. Dlatego tak chętnie zleca się te badania na zewnątrz - tłumaczy.

Piotr Dąbrowiecki podsumowuje: prawidłowe wykonanie spirometrii wymaga bardzo dobrej współpracy i zaangażowania osoby badanej. Część osób nie potrafi prawidłowo wykonać manewrów maksymalnego wdechu i forsownego pełnego wydechu. O powodzeniu decyduje przede wszystkim odpowiednie wyszkolenie i doświadczenie personelu przeprowadzającego badanie.

- Lekarze rodzinni mają obowiązek prowadzenia badań spirometrycznych, ale nie mają w gabinetach spirometrów, więc odsyłają pacjentów do pracowni spirometrycznej lub technika - zwraca uwagę Piotr Bajtała, jeden z założycieli spółki HealthUp, która stworzyła MySpiroo - mobilny spirometr zarządzany przez aplikację na smartfonie. Drugim pomysłodawcą „kieszonkowego spirometru” jest Łukasz Kołtowski, lekarz i konsultant projektów telemedycznych. Ich firma pozyskała na to urządzenie pieniądze dzięki pomocy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

- Z biznesowego punktu widzenia takie odsyłanie to strata dla lekarza, gdyż pieniądze nie trafiają do niego - kontynuuje Bajtała. - Nam się wydaje, że ten model nie zawsze działa poprawnie i trzeba wykonać pewną pracę, żeby lekarz chciał używać spirometru.

Jak zauważa, tradycyjny spirometr to duże urządzenie, nieprzenośne i drogie. - Natomiast nasze jest małe, przenośne, współpracuje ze smartfonem, a cena jest zupełnie inna. Stacjonarne kosztują średnio 8 tys. zł. Nasze w granicach 250 euro, czyli do tysiąca zł - informuje.

Ze spirometrem w kieszeni
Przenośny spirometr łączący się bezprzewodowo z aplikacją na smartfonie może pomóc osobom z astmą lub POChP. Dzięki urządzeniu pacjenci, pielęgniarki czy lekarze pierwszego kontaktu będą mogli kontrolować wydolność oddechową i monitorować, czy choroba się nie zaostrza.

- Mogliby z niego korzystać nie tylko lekarze w czasie domowych wizyt u pacjentów, ale również sami pacjenci - mówi nam Bajtała i wyjaśnia, że stworzyli dwie opcje oprogramowania: dla pacjenta do stosowania w domu i dla lekarza. Aplikacje różnią się wyświetlaniem wyników, pokazywaniem krzywych spirometrycznych itp. Przeznaczona dla lekarza aplikacja jest bardziej zaawansowana.

Dr Dąbrowiecki korzysta w pracy zarówno ze spirometrów stacjonarnych (takich, jakie są w np. szpitalach), jak i z urządzeń mobilnych. - Jeśli muszę dotrzeć do pacjenta, to zabieram małe, poręczne urządzenie, którym mogę się posłużyć w jego domu. Jeśli pacjent przychodzi do mojego gabinetu, to badanie przeprowadzam na klinicznym spirometrze - opowiada.

- Mobilne urządzenia nie są złe, mam o nich dobrą opinię. Oczywiście nie wyeliminują klasycznych spirometrów, które są niezbędne w badaniach klinicznych, żeby uzyskać precyzyjne wyniki. Natomiast mobilne aparaty mogą być stosowane z powodzeniem w badaniach przesiewowych - wyjaśnia różnice w korzystaniu z odmiennych typów spirometrów.

Wskazuje również na jeszcze jedną zaletę mobilnych urządzeń: dzięki nim można sprawdzić, czy to, co pacjent nazywa dusznością, jest dusznością w spirometrii.

- Uczestniczę w badaniu, w którym sam pacjent wykorzystuje w domu spirometr. Zależy nam na tym, żeby sprawdzić jak funkcjonują płuca w normalnych, domowych warunkach, nie w gabinecie lekarza. To bardzo przydatna metoda. Mobilny spirometr okazał się niezastąpiony - ocenia Dąbrowiecki.

Wynalazca osobiście doświadczony
Czy mobilny spirometr spowoduje, że dostęp do badań będzie łatwiejszy? Trudno powiedzieć. Na razie kieszonkowy aparat nie jest sprzedawany indywidualnym klientom w Polsce; rozprowadzają go firmy farmaceutyczne.

Wynalazca tłumaczy, że inaczej wygląda to na rynku brytyjskim i niemieckim (firma może sprzedawać aparaty w Europie, zabiega o zezwolenie na ich sprzedaż w USA), gdzie to pacjent decyduje o tym, czy używać spirometru w domu i monitorować astmę czy POChP. Dodaje, że jego firma stara się uruchomić bezpośrednią sprzedaż także w Polsce.

Dla pacjenta ważna jest prostota obsługi. W jednym z wywiadów Piotr Bajtała przyznał, że w przeszłości chorował na astmę „i swoje przygody ze spirometrią odbywałem jedynie za drzwiami gabinetu lekarskiego, gdzie specjalista instruował mnie jak należy oddychać, aby uzyskać odpowiedni wynik”. Można zatem przypuszczać, że osobiste doświadczenia wykorzystał przy tworzeniu prototypu.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum