Robot da Vinci to "technologiczne tsunami". Świat zna go 20 lat, w Polsce nadal raczkuje

Autor: Jacek Wykowski/Rynek Zdrowia • • 31 maja 2019 05:55

„Po analizie możliwości włączenia leczenia w ramach systemu da Vinci do koszyka świadczeń gwarantowanych podjęto decyzję o zaprojektowaniu finansowania tej procedury w zakresie programu wieloletniego. Aktualnie trwają prace nad opracowaniem modelowego programu chirurgii robotowej w Polsce" - informuje Ministerstwo Zdrowia. Jak długo ten proces potrwa - tego nie wiemy.

Robot da Vinci to "technologiczne tsunami". Świat zna go 20 lat, w Polsce nadal raczkuje
Na zdj. robot da Vinci. Fot. WSS we Wrocławiu

W roku 1999 produkt o nazwie Da Vinci Surgical System wszedł na rynek europejski, zaś w lipcu 2000 r. robot chirurgiczny da Vinci otrzymał pozwolenie od amerykańskiej Agencji Żywności i Leków na wykorzystanie w chirurgii ogólnej. W 2012 r. przeprowadzono przy jego pomocy około 200 tys. operacji, w roku 2017 już 900 tys. a w 2018 - ponad milion.

- Na świecie samych robotów jest już ponad 5 tys. W Europie jeden robot przypada na ok. 1 milion mieszkańców - mówi Rynkowi Zdrowia prof. Wojciech Witkiewicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu i prekursor zakupu pierwszego w Polsce robota da Vinci.

Gdy AOTMiT 23 maja 2017 r. wydała pozytywną opinię co do zasadności finansowania przez NFZ tej technologii we wskazaniach: rak jelita grubego, rak gruczołu krokowego, rak błony śluzowej macicy, nadzieje specjalistów i pacjentów na rewolucję były duże. Na tym się jednak skończyło, bo minister zdrowia nie wydał stosownego rozporządzenia. 

Da Vinci nadal bez refundacji. Gdzie leży przyczyna?
Główną zaletą robota da Vinci jest jego wysoka precyzja oraz ograniczenie działań niepożądanych podczas zabiegu, a za największą wadą uznaje się wysoki koszt procedury. Czy to jednak jedyny powód braku refundacji? Niekoniecznie.

Jak przypomina prof. Witkiewicz, w roku 2017 zespół Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego Ośrodka Badawczo-Rozwojowego we Wrocławiu, za pośrednictwem MZ, złożył wniosek z bardzo szerokim opracowaniem literaturowym dot. zasadności stosowania techniki robotowej w trzech wspomnianych wskazaniach.

- Opracowanie, pozytywnie ocenione przez zespół ekspertów AOTMiT, skutkowało pozytywną opinią prezesa AOTMiT, mimo negatywnej opinii Rady Przejrzystości. Dzięki temu Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt rozporządzenia uwzględniający wprowadzenie operacji robotowych w trzech wskazaniach do koszyka świadczeń gwarantowanych. Niestety, w związku z negatywną opinią przedstawioną w konsultacjach społecznych przez konsultanta krajowego, wejście w życie tego rozporządzenia zostało wstrzymane - wyjaśnia prof. Witkiewicz.

Już podczas posiedzenia Rady Przejrzystości AOTMiT 22 maja 2017 r. (która potem wydała negatywną opinię dot. refundacji zabiegów robotem) eksperci zgłaszali wiele wątpliwości.

- W przypadku onkologii powikłania są absolutnie identyczne tak przy otwartym brzuchu, jak i przy laparoskopii czy systemie robotowym. W żadnym z tych przypadków użycie da Vinci nie powoduje możliwości zrezygnowania z jakiejkolwiek innej terapii uzupełniającej, podwyższa jedynie jej koszt. Koszty są ogromne, operacje są długotrwałe, czasami kilkugodzinne, czasami są niewykonalne w tym systemie i przechodzi się do konwersji na operację na otwartym brzuchu - mówił prof. Jerzy Stelmachów.

Dr hab. Marek Wroński podkreślał, że da Vinci może być bardzo efektywny dla zabiegów na prostacie i w zabiegach szyi i głowy, natomiast w ginekologii "zabiegi trwają dłużej, koszt dla ubezpieczonych jest o wiele wyższy, wyniki nie są lepsze, ale lekarze ten system preferują, bo pacjenci sądzą, że robot to coś wspaniałego".

Przepychanki między onkologami a urologami, krótkowzroczność…
Odmienną genezę problemów z finansowaniem procedur robotycznych przedstawia prof. Tomasz Drewa, szef katedry urologii CM UMK w Toruniu. Według niego wiąże się ona z ogólnym kursem systemu opieki zdrowotnej w zakresie onkologii w danym kraju.

- W Polsce główny głos mają onkolodzy, a nie urolodzy. Urolodzy są jednak dedykowani na całym świecie do leczenia raków nerek, pęcherza i prostaty. Trendy na świecie są dwa: albo raki leczy się konwencjonalnie przy pomocy radioterapii i chemioterapii, albo przy pomocy nowoczesnej chirurgii (robotycznej, laparoskopowej) uzupełnionej o radioterapię i chemioterapię. Polska niestety wpisuje się w ten pierwszy niekorzystny dla pacjentów nurt, szeroko popierany przez towarzystwa onkologiczne (ale nie urologiczne). Podobny nurt występuje np. w Wielkiej Brytanii - tłumaczy profesor.

Prof. Wojciech Golusiński, kierownik Kliniki Chirurgii Głowy, Szyi i Onkologii Laryngologicznej Wielkopolskiego Centrum Onkologii ubolewa, że Polska, nawet porównując się z Europą Środkowo-Wschodnią - Czechami, Słowacją, Rumunią - i tak jest opóźniona jeśli chodzi o stosowanie systemu da Vinci.

- To opóźnienie absolutnie wynika z krótkowzroczności decydentów. Za chwilę na kongresach, w niektórych obszarach, nie będziemy mieli partnerów do rozmowy. A takie urządzenie jest jak tsunami technologiczne. I to nie tylko dla lekarzy chirurgów, ale też pielęgniarek, całego zespołu bloku operacyjnego, a nawet administracji - mówi.

Jak wskazuje prof. Witkiewicz, wysoki koszt zabiegów da Vinci to trochę "błędne koło". Dlaczego? 

- Istotnym czynnikiem redukującym koszt jest doświadczenie w tej technice i liczba przeprowadzanych operacji w roku. A tych oczywiście jest bardzo mało, bo nie są refundowane. To nie pozwala zredukować kosztów - wyjaśnia. 

Da Vinci jest czasem za darmo, ale za gwarancję zabiegu trzeba zapłacić
Czy polscy pacjenci nadal są skazani na płacenie za operacje robotem z własnej kieszeni w prywatnych placówkach w Polsce lub za granicą? A może można to zrobić za darmo? Okazuje się, że czasem tak. 

- Koszty operacji z wykorzystaniem robota da Vinci są porównywane do kosztów laparoskopii. Choć sprzęt, jego amortyzacja i szkolenie personelu w przypadku da Vinci początkowo były relatywnie dużo droższe, to z upływem czasu zauważalny jest spadek tych kosztów. Szpitale nie muszą raportować dokładnej nazwy technologii czy też marki sprzętu wykorzystanego przy zabiegu. Jeśli koszty związane z daną operacją mieszczą się w wycenie JGP, NFZ ją zrefunduje. Oczywiście operacje systemem da Vinci powinny zostać poddane taryfikacji, co pozwoli na potwierdzenie zasadności wyższej wyceny tych zabiegów i dokładne wskazanie, o ile powinna być ona wyższa - tłumaczy nam rzeczniczka AOTMiT, Katarzyna Jagodzińska-Kalinowska.

Niektóre szpitale korzystają z takiej formy refundacji, by odzyskać choć część kosztów. Tak jest m.in. w Wielkopolskim Centrum Onkologii.

- Jeżeli pacjent kwalifikuje się do chirurgii robotowej w zakresie głowy i szyi, to tę operację ma wykonywaną w ramach NFZ. Szpital ma wpisaną, jako koszty, procedurę usunięcia raka gardła (laryngektomię, częściowe lub całkowite usunięcie krtani - red.). NFZ płaci za to sumę x. Ale czy ona będzie wykonana nożyczkami, skalpelem, laserem czy da Vinci, to już to - według mojej wiedzy - NFZ nie interesuje. Fundusz zapłaci za procedurę, a resztę - w przypadku np. da Vinci - dokłada szpital. Jeśli chodzi o raka gardła, WCO musi dołożyć minimum 50 proc. swoich środków - tłumaczy prof. Golusiński.

Inne szpitale korzystają z różnych grantów naukowych, dzięki czemu chorzy też mają dostęp do zabiegów robotem da Vinci za darmo. Tak jest m.in. w Specjalistycznym Szpitalu Miejskim im. M. Kopernika w Toruniu. Jak wyjaśnia nam jego dyrektorka, Krystyna Zaleska, szpital realizuje projekt „Nowoczesne protezy odprowadzające mocz dla pacjentów z rakiem pęcherza moczowego poddanych bezkontaktowym minimalnie inwazyjnym operacjom onkologicznym wycięcia pęcherza moczowego” w ramach programu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju „Profilaktyka i leczenie chorób cywilizacyjnych” - Strategmed. Do końca kwietnia br. przeprowadzone zostały 44 zabiegi operacyjne na 50 planowanych w ramach I etapu. II etap to wszczepienie protezy - zaplanowano je u 50 pacjentów. Finansowanie skończy się jednak 31 października br. Co potem - nie wiadomo.

- Lecznica obecnie finansuje operacje ze środków naukowych prowadząc równolegle badania. Jak skończą się nam wkrótce środki, to niestety nie mamy pomysłu, jak finansować operacje robotowe - przyznaje prof. Wojciech Witkiewicz, szef Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu.

Oczywiście pacjenci mogą się zdecydować na operację odpłatną, bo robota da Vinci mają też prywatne ośrodki. Jednak jej koszt może wynieść, w zależności od rodzaju, nawet 40 tys. zł (np. w raku prostaty).

Da Vinci nie jest dla każdego szpitala
Specjaliści, z którymi rozmawialiśmy, choć chwalą system, to równolegle zauważają, że robot da Vinci nie nadaje się dla każdego szpitala i przestrzegają przed uleganiem modzie na jego zakup.

- Zachęcałbym do zainteresowania się chirurgią robotową duże, wysokospecjalistyczne jednostki. Ambicje można mieć bardzo duże i każdy ma takie prawo, ale nie jest to urządzenie dla szpitala powiatowego, rejonowego, tylko dla dużego szpitala akademickiego czy centrum onkologii, gdzie jest reprezentacja różnych specjalności. Nikt z publicznych jednostek nie kupuje takiego urządzenia np. tylko dla ginekologii - zaznacza prof. Golusiński.

Jeszcze dalej w ostrzeganiu idzie dyrektor toruńskiej lecznicy Krystyna Zaleska.

- Myślę, że dobre finansowanie da Vinci może uruchomić nieuzasadnioną lawinę zakupów robotów - ocenia. Dodaje, że wiele procedur od strony finansowej się „nie kalkuluje” a są realizowane. - Do operacji na robocie powinny być kwalifikowane osoby z wyraźnych wskazań medycznych, a nie w ramach mody na nowe zabiegi - wskazuje.

Prof. Witkiewicz konstatuje jednak, że "sądząc po ilości operacji wykonanych prywatnie w naszym kraju tylko w zeszłym roku", widać wyraźnie, że ta technika jest bardzo potrzebna.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum