Nowe technologie medyczne stwarzają wyzwania, które musimy podjąć

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 26 maja 2018 08:04

Wdrażanie nowych technologii w medycynie wiąże się z dodatkowymi kosztami. Jednak wraz z upływem czasu innowacyjne dziś rozwiązania będą stawały się tańsze i bardziej efektywne, niż stosowane do tej pory techniki, metody i terapie - podkreślają eksperci.

FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

W ocenie Kornela Lukaszczyka, kierownika notyfikowanej jednostki certyfikującej wyroby medyczne TÜV NORD, polskie firmy są bardzo aktywne w obszarze nowych technologii.

Polacy są innowacyjni
- Mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że Polacy są niesamowicie innowacyjni. Ostatnie trzy lata to rekordowa ilość wniosków o certyfikację nowych wyrobów. Na pierwszym miejscu jest telemedycyna. Jesteśmy liderem w zaawansowanych technologiach z tego obszaru - mówił Kornel Lukaszczyk podczas sesji poświęconej nowym technologiom w medycynie w ramach 10. Europejskiego Kongresu Gospodarczego (Katowice, 14-16 maja 2018 r.)

Jak przekonywał, ten ogromny postęp był możliwy dzięki dynamicznemu rozwojowi elektroniki; za jej przyczyną powstała ogromna ilość nowych, nieinwazyjnych metod diagnostycznych, na przykład nieinwazyjne badanie osteoporozy.

Przyrost mocy obliczeniowej komputerów oraz ich miniaturyzacja spowodowały, że urządzenia dobrze znane, jak na przykład tomograf komputerowy czy USG, zostały wyposażone w zupełnie nowe możliwości tylko dlatego, że w czasie rzeczywistym można było uruchomić odpowiednie algorytmy.

- Od 2015 roku nastąpił prawdziwy wysyp polskich firm starających się o certyfikację swoich nowoczesnych technologii i nowoczesnych wyrobów medycznych. Czasami, zwłaszcza kiedy są to zupełnie nowe rzeczy, ten proces jest niezwykle trudny, długi i kosztowny, jeśli na przykład nie możemy skorzystać z istniejących analiz i wyników i trzeba przeprowadzić na przykład badania kliniczne by udowodnić, że coś jest bezpieczne i skuteczne - podkreślał Lukaszczyk.

Przyszłość kardiologii
- Kardiologia jest jedną z tych dziedzin w których szczególnie liczy się czas, w jakim podjęta zostaje interwencja medyczna. I właśnie w tym zakresie jest ogromne pole do popisu dla nowych technologii - podkreślał dr Maciej Wybraniec z I Oddziału Kardiologii Górnośląskiego Centrum Medycznego im. prof. Leszka Gieca w Katowicach.

- Już w tej chwili technologia umożliwia przesyłanie EKG pacjenta z ostrym zawałem mięśnia sercowego na odległość, aby mogli je przeanalizować specjaliści w szpitali. W zasadzie to już stało się standardem - zaznaczał specjalista.

Dodał: - Dzisiaj technologia umożliwia także przesyłanie zbioru parametrów - danych pacjentów przebywających w domu. Takie dane można bardzo łatwo pobierać.

- Częstość akcji serca, arytmia, ciśnienie tętnicze, stopień nawodnienia - wszystko to możemy łatwo mierzyć, a następnie zdalnie przesyłać do szpitala, gdzie zespół specjalistów na tej podstawie może modyfikować terapię - zależnie od aktualnego stanu pacjenta w czasie rzeczywistym. To jest przyszłość kardiologii i całej medycyny - zaznacza dr Wybraniec.

Konieczność walidacji
Jak wskazywał specjalista, problemem jest to, że wszystkie dane przesyłane zdanie muszą być odpowiednio walidowane.

- Jest to bardzo trudne, ponieważ wytyczne naszego postępowania oparte są o klasyczne pomiary - badanie pacjenta, wyniki laboratoryjne. W tej chwili będziemy działać w oparciu o big data - duże zbiory danych, stąd wytyczne naszego postępowania muszą już być takie same, jak w przypadku pojedynczych pomiarów - tłumaczył dr Wybraniec.

Zwracał uwagę, że wiele firm tworzy rozwiązania oraz urządzenia do gromadzenia różnych danych, ale wszystko kończy się na razie na testowaniu takich technologii.

- Ciągle następuje także postęp w kardiologii i kardiochirurgii w zakresie sprzętowym. Natomiast w farmakoterapii postęp dotyczy nie tylko tworzenia nowych cząsteczek, które będą wprowadzane do praktyki klinicznej, ale także na nowych zastosowaniach już znanych substancji - podkreślał dr Maciej Wybraniec.

Telemedycyna nie jest przejściową modą
Zdaniem Edyty Kocyk, współzałożycielki firmy SiDLY, producenta i dostawcy nowoczesnych urządzeń telemedycznych, telemedycyna łączy w sobie trzy istotne elementy, które sprawiają, że wraz z postępem nie będzie tylko przejściową modą.

- Po pierwsze wprowadza proces automatyzacji pomiarów, po drugie wykorzystuje sztuczną inteligencję do ich interpretacji i w końcu jest elementem integrującym różne technologie - wraz z możliwością przekazywania informacji o różnych parametrach - co w końcowym efekcie daje dużo bardziej miarodajny obraz stanu pacjenta - wyliczała.

Jej zdaniem Edyty Kocyk Polska nie jest tak zaawansowana w stosowaniu telemedycyny jak Francja czy Niemcy, ale proces coraz szerszego jej wykorzystania następuje także u nas. - Mamy praktycznie wszystko, aby telemedycynę upowszechnić. Potrzebujemy może więcej refundacji świadczeń z jej wykorzystaniem, bo w koszyku świadczeń gwarantowanych na razie telemedycyny jest bardzo mało - dodała Kocyk.

Weź pigułkę, weź pigułkę
Obszar innowacji i nowych technologii obejmuje nie tylko kwestie sprzętowe czy rozwiązania teleinformatyczne, ale także farmakologiczne. Jak żartobliwie podkreślał w trakcie kongresu Tomasz Staszelis, dyrektor ds. cyfryzacji Grupy Polpharma, Polska była absolutnym pionierem w tym zakresie: - W filmie „Seksmisja” z 1983 r. , znanym chyba wszystkim Polakom, zaprezentowano automat przypominający – „Weź pigułkę, weź pigułkę… - mówił dyr. Staszelis.

- Pomiędzy tym filmem a dzisiejszą rzeczywistością minęło 35 lat. Mamy dzisiaj wiele aplikacji mobilnych, które przypominają o tym, aby brać leki. Przez ostatnie 18 miesięcy nastąpił rozwój bardziej zaawansowanych metod. Po koniec ubiegłego roku w USA została zarejestrowana pierwsza pigułka w terapii związanej z leczeniem schizofrenii zawierająca chip, która komunikuje się z urządzeniem mobilnym - informował Tomasz Staszelis.

I dodał: - Dzisiaj wciąż mamy problem z realizowaniem farmakoterapii zgodnie z zaleceniami lekarzy. W chorobach przewlekłych brak przestrzegania zaleceń terapeutycznych szacuje się na poziomie 50 procent. To w światowej skali kosztuje nas ok. 600 mld dolarów rocznie - mówił dyrektor Staszelis.

W jego opinii wdrażanie nowych technologii w medycynie wiąże się z dodatkowymi kosztami. - Jednak wraz z upływem czasu innowacyjne dziś rozwiązania będą stawały się tańsze i bardziej efektywne, niż stosowane do tej pory techniki, metody i terapie - podkreślają eksperci.

Prof. Bogdan Koczy, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich, konsultant województwa śląskiego w dziedzinie ortopedii i traumatologii, podkreślał, że dzisiaj, aby zabezpieczyć staw - barkowy, łokciowy, biodrowy, kolanowy - można wykorzystać cyfrowe opracowanie ubytków kostnych.

W tym celu tworzy się modele w technologii 3D. - Niestety, nie ma w Polsce firmy, która produkowałaby endoprotezy na miarę, których zastosowanie jest konieczne na przykład z powodu zużycia wcześniej wszczepionej. Bo nie można wszczepić tutaj każdego implantu, trzeba go też odpowiednio osadzić i zespolić - tłumaczył specjalista.

Nowe technologie wymagają finansowania
- Musimy korzystać w tym zakresie z doświadczeń i możliwości produkcji takich implantów za granicą - dodał prof. Koczy, wskazując, że różnego rodzaju bariery w kraju ograniczają możliwości szerszego wykorzystania implantów indywidualnych, tworzonych dla konkretnego pacjenta.

- Mamy w Polsce wielu znakomitych specjalistów, którzy potrafią wykonywać najnowocześniejsze zabiegi i operacje - barierą jednak są pieniądze - zaznaczył dyrektor piekarskiej urazówki.

Jego zdaniem świetnie, że NFZ refunduje operacje endoprotezoplastyk związanych z chorobami nowotworowymi, jednak problemem są te, które trzeba wykonać w miejsce zużytych implantów: - Trzeba składać wnioski o ich refundację, to wszystko trwa, a czas odgrywa w takich przypadkach ogromną rolę - podkreślał.

Wyjaśniał, że implanty indywidualne, spersonalizowane, produkowane na zamówienie polskich ortopedów za granicą, kosztują od 70 do 120 tys. złotych. - Nie są to małe pieniądze, jednak taka operacja w naszym szpitalu w Piekarach Śląskich kosztuje siedem razy taniej niż w Niemczech i osiem razy taniej niż w Austrii. Mimo to nadal mamy kłopoty z refundacją tych zabiegów przez Fundusz - podsumował prof. Bogdan Koczy.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum