Czy w każdym szpitalu trzeba operować?

Autor: BE/Rynek Zdrowia • • 31 marca 2010 06:30

Ściany w nierdzewnej stali, klimatyzacja, jakiej w Ritzu nie ma. Kosmiczna sterylność. Diodowe lampy zamiast halogenowych. Najnowocześniejsza aparatura, jakiej nie powstydziliby się w niemieckim szpitalu...

Co dziesiąty polski szpital jest pod pieczą konserwatora zabytków...

Grube miliony włożone w blok operacyjny, po to, by spełnić wyśrubowane polskie i europejskie normy. I gdzie to wszystko? A choćby w powiatowym szpitalu mieszczącym się w budynku sprzed II wojny światowej...

Rzecz ma się prosto: jak sala operacyjna (blok operacyjny) nie spełnia norm wynikających z rozporządzenia z roku 1992 (z późniejszymi, licznymi zmianami), to powinien być najzwyczajniej zamknięta. Trudno sobie wyobrazić szpital bez sali operacyjnej. A może jednak należałoby się pogodzić z takimi sytuacjami?

Wybudowanie metra kwadratowego bloku operacyjnego wraz z wyposażeniem kosztuje co najmniej 10 tysięcy złotych. To niemało...

– Śmiem wątpić, czy wszystkie szpitale mają modernizować bloki, dostosowywać je do norm unijnych tylko dlatego, że można pozyskać na ten cel unijne pieniądze – przyznaje Witold Ponikło, inżynier kliniczny Zakładu Informacji Naukowej Instytutu Zdrowia Publicznego oraz zastępca dyrektora ds. infrastruktury i techniki medycznej Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. L. Rydygiera również w Krakowie.

Szpital, to sklep całodobowy
Jeśli bowiem w niewielkim szpitalu wydaje się grubo ponad milion złotych na najmniejszy blok (powierzchnia sali operacyjnej plus circa trzykrotna powierzchnia otoczenia), to czy wcześniej dyrektor jednostki zastanawiał się, czy inwestycja będzie optymalnie wykorzystana?

– Nie sądzę, by taki wydatek – w sytuacji, gdy dziennie w danym szpitalu wykonuje się dwie albo trzy operacje – był uzasadniony. Jestem przekonany, że takiej decyzji nie podjęto by, gdyby dany szpital był spółką prawa handlowego. Co innego w SP ZOZ. Panuje przekonanie, że skoro dają – w domyśle z funduszy unijnych – to nierozważnym byłoby nieskorzystanie z takiej okazji. Tymczasem, wbrew pozorom, jest odwrotnie. Zapomina się, że na utrzymanie bloku operacyjnego Unia Europejska już nie łoży!

To szeroko rozumiane państwo, a wąsko – pacjenci w skali makro finansują milionami inną systemową przypadłość. Tak bowiem, jak przyjęło się, że szpital bez sali operacyjnej nie może być szpitalem; tak uważa się, że owe sale powinny funkcjonować przez całą dobę, na okrągło.

– Bloki operacyjne trzeba wpisać w potrzeby epidemiologiczne występujące na danym obszarze. Winno być tak, że mamy szpitale, w których bloki funkcjonują w określonych godzinach i takie, które oferują kompleksową usługę w sytuacjach nagłych, bez względu na porę dnia i godzinę. Taki system obowiązuje choćby w Wielkiej Brytanii, jest uzasadniony ekonomicznie i sprawdza się. Dlaczego tak nie miałoby być w Polsce? – pyta dyrektor Ponikło.

Słowo dla konserwatora zabytków
W Polsce nie buduje się praktycznie nowych i nowoczesnych szpitali. Szpital Rydygiera, jak na polskie warunki, jest szpitalem nowym, bo jego budowę zakończono... z początkiem lat dziewięćdziesiątych. Zaprojektowano go w latach siedemdziesiątych,a można przypuszczać, że te plany były dostosowaniem już wcześniej istniejących. A przecież „Rydygier” to nie wiekowy szpital. W znacznie starszych nie jest łatwo przerobić blok operacyjny na nowoczesny. Obrazowo można powiedzieć: raczej nie da się zamontować nowoczesnego silnika do samochodu sprzed kilkudziesięciu lat. A nawet, jeśli komuś ta szuka się uda, to będzie to kosztowne i z ekonomicznego punktu widzenia najzupełniej nieopłacalne...

– Uważam, że lepiej dobudować dla bloku operacyjnego pawilon, czy przerabiać pod wymogi techniczne starą zabudowę.
Rady ekspertów wzięto sobie serca, między innymi, w Szpitalu Wojewódzkim w Opolu, gdzie w listopadzie zeszłego roku oddano do użytku „kompleks diagnostyczno-zabiegowy oraz pawilon poradni wraz z łącznikami spinającymi obiekty szpitalne w jedną całość”.

– Mamy najnowocześniejsze w Polsce  sale operacyjne w stu procentach spełniające restrykcyjne normy europejskie. Budowa kompleksu kosztowała 32 mln zł;8 proc. to wkład własny, 46 proc. to środki zarządu województwa, a reszta, to dofinansowanie z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego – wylicza dyrektor Renata Ruman-Dzido.

Koniec świata przesunięty

Gdyby do 2012 roku „zakłady opieki zdrowotnej” bezwzględnie musiały dostosować się do europejskich wymagań, to w Polsce z pewnością mielibyśmy koniec świata. Eksperci szacują, że na jakościową adaptację trzeba wydać ok. 14 mld zł, a to z tej przyczyny, że 40 proc. placówek wymaga modernizacji, a nadto co dziesiąty polski szpital jest... zabytkiem w dosłownym tego słowa znaczeniu! Ministerstwo Zdrowia szacuje, 61 proc. SP ZOZ-ów nie mają za co dostosować swoją infrastrukturę do nowych wymogów do 2012 r., więc granicę tę przesunęło o trzy lata.

Może więc pozbyć się jednego kłopotu i zastanowić się poważnie nad eksperckim stwierdzeniem, że nie w każdym polskim szpitalu musi być sala operacyjna i to na dodatek działająca na okrągło?

Więcej o blokach operacyjnych w kwietniowym numerze "Rynku Zdrowia".

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum