Automatyczne defibrylatory w miejscach publicznych - standard czy modny gadżet?

Autor: Jacek Janik/Rynek Zdrowia • • 28 lipca 2009 06:11

Coraz więcej miast w Polsce ma lub zamierza rozmieścić w ruchliwych miejscach ogólnodostępne zautomatyzowane defibrylatory (AED). Pierwszym miastem, które na szeroką skalę udostępniło te urządzenia do użytku był Kraków...

Defibrylatory rozmieszczone w miejscach dużych skupisk ludzi, to pomysł, który przywędrował do Polski z USA.

W grudniu ubiegłego roku zamontowano tam w publicznym miejscu pierwszy automatyczny defibrylator ogólnodostępny. W sumie program objął 14 instytucji, w których zainstalowano 18 urządzeń. Za przykładem Krakowa idą inne miasta. Pozostaje jednak pytanie: czy AED to swojego rodzaju standard, czy może tylko modny gadżet?

Dobrze się jest nim pochwalić, chociaż tak naprawdę nikt go nie używa? Coś w tym jest... W grodzie Kraka od czasu zamontowania defibrylatorów żaden z nich nie przydał się jeszcze w akcji ratowania życia. Ludzie wolą wykręcić numer pogotowia ratunkowego.

Defibrylacja dosłownie oznacza zakończenie migotania komór. Jest jedyną, a zarazem skuteczną metodą zwiększającą szanse przeżycia podczas określonych zaburzeń pracy serca. Wykonana w ciągu 3 minut od utraty przytomności pozwala na przeżycie w 75% przypadków.

AED to z kolei defibrylatory zautomatyzowane. Samodzielnie analizujące rytm pracy serca. Urządzenie podpowiada (głosem), co należy zrobić, żeby podjąć działania adekwatne do stanu pacjenta. Kiedy nie zachodzi potrzeba użycia defibrylatora, AED nie włączy się.

Pomysł rodem z USA
Defibrylatory rozmieszczone w miejscach dużych skupisk ludzi, to pomysł, który przywędrował do Polski z USA. AED są tam dostępne na przykład w centrach handlowych, kościołach, lotniskach, na stadionach. Według programu publicznego dostępu do defibrylatora (PAD) powinny być one rozmieszczone w takich miejscach, gdzie przewiduje się ponad jeden przypadek nagłego zatrzymania krążenia w ciągu dwóch lat.

Krótko mówiąc – zautomatyzowane defibrylatory powinny być dostępne niczym gaśnice, w takich miejscach, gdzie ewentualnie zagrożenie może nastąpić.

Są jednak i przeciwnicy programów instalowania takich defibrylatorów w polskich miastach. Zarzucają ich włodarzom wydawanie sporych pieniędzy na urządzenia, z których nikt nie korzysta.

Wolą dzwonić po pogotowie…
W Krakowie od czasu zamontowania przed kilkoma miesiącami 18 sztuk AED, żaden z nich nie został jeszcze użyty. Jeżeli się dzieje coś niepokojącego, np. ktoś zasłabnie, to świadkowie takiego wydarzenia zdecydowanie wolą zadzwonić po pogotowie niż szukać defibrylatora.

– Nie korzystanie z AED może być spowodowane barierą psychologiczną, lękiem przed odpowiedzialnością za cudze zdrowie lub życie i brakiem wystarczających umiejętności podejmowania akcji resuscytacyjnej. To efekt wielopokoleniowego zaniedbania systemu edukacji w zakresie udzielania pierwszej pomocy – stwierdza Joanna Dubiel z biura prasowego prezydenta Krakowa.

Z automatycznych defibrylatorów nie korzystali także jeszcze pracownicy straży miejskiej w Katowicach, gdzie na wyposażeniu trzech radiowozów są te urządzenia.

– Do tej pory nie było jeszcze potrzeby użycia defibrylatorów. Jak ktoś zasłabnie to woła się raczej pomoc przez numer 999 albo 112. Służby medyczne w naszym mieście są szybkie i pojawiają się na miejscu zdarzenia niemal natychmiast – uważa Krzysztof Król, rzecznik prasowy katowickiej straży.

Miasta chcą mieć AED
W Krakowie, w ramach programu „AED Impuls Życia”, w tym roku ma zostać zainstalowanych kolejnych sześć automatycznych defibrylatorów.

W Rybniku pierwsze automatyczne defibrylatory pojawiły się w magistracie z początkiem wakacji. Umieszczono je tak, aby dostęp do niego mieli wszyscy, a przede wszystkim pracownicy Straży Miejskiej. Zakup kolejnych urządzeń, które będą rozmieszczone w newralgicznych punktach miasta, planowany jest na przyszły rok.

– Jak dotąd do obsługi defibrylatorów przeszkolonych zostało czterdzieści osób. Będziemy sukcesywnie szkolić następnych. Bo problem chyba polega na niewiedzy jak z nich skorzystać w razie potrzeby – rozważa Adam Abrahamczyk z Wydziału Administracyjnego Urzędu Miasta Rybnik.

Racibórz, gdzie również z początkiem tegorocznych wakacji zamontowano pierwsze urządzenie AED, na kolejne 8-10 planuje zdobyć pieniądze ze środków europejskich. Razem z zaprzyjaźnionym miastem w Czechach – Opavą, Racibórz chce wystąpić o pieniądze na realizację programu „Bezpieczne Serce Miasta” z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

– Bardzo zależy nam na tym, aby każdy mieszkaniec Raciborza wiedział jak się zachować, kiedy ktoś potrzebuje pomocy. Żeby nie tylko wiedział jak wezwać pogotowie, ale także, aby natychmiast, kiedy to jest konieczne, przystąpił do akcji resuscytacyjnej – mówi Stanisław Mrugała, kierownik Miejskiego Centrum Reagowania i Ochrony Ludności w Raciborzu.

Samo urządzenie nie wystarczy

W ubiegłym roku, w Katowicach, radny Adam Warzecha zaproponował, aby w mieście powstał program powszechnego dostępu do defibrylatorów. AED miały być dostępne niemal na każdym kroku, co w kontekście informacji, że co roku w woj. śląskim umiera w wyniku zatrzymania krążenia około 4 tys. osób, wydawało się pomysłem w pełni uzasadnionym.

– Na razie program jest w fazie konsultacji. Rozmawiamy na ten temat z profesorem Krystynem Sosadą, wojewódzkim konsultantem w dziedzinie medycyny ratunkowej. Profesor zaproponował, aby na wstępnym etapie realizacji tego programu przeszkolić z zakresu pierwszej pomocy przedmedycznej najmłodszych, czyli młodzież gimnazjalną – usłyszeliśmy od Jolanty Wolanin, zastępcy naczelnika wydziału polityki społecznej Urzędu Miasta Katowice.

Prof. Krystyn Sosada nie jest zwolennikiem kupowania w pierwszej kolejności sprzętu, a później dopiero zastanawiania się nad tym jak go wykorzystać.

– Nie jest sztuką zakupić sprzęt i powiesić go w miejscu publicznym, jeśli nikt nie będzie potrafił albo nie odważy się z niego skorzystać – dodaje Wolanin.

Defibrylacja w systemie
Profesor Juliusz Jakubaszko, krajowy konsultant w dziedzinie medycyny ratunkowej uważa, że pieniądze wydawane przez miasta na defibrylatory, bez dobrego umocowania ich w systemie, są wyrzucane w błoto.

– AED jest zaawansowanym urządzeniem medycznym, a do jego użytkowania nawet personel medyczny musi mieć odpowiednie przeszkolenie. Jest bardzo pożyteczne, ale musi być wprzęgnięte w zorganizowany system. Ten, kto zdejmuje je ze ściany, powinien mieć gwarancję, że automatycznie zostanie o tym powiadomiony dysponent najbliższych jednostek ratownictwa medycznego – zaznacza w rozmowie z nami prof. Juliusz Jakubaszko

Polskie Towarzystwo Medycyny Ratunkowej opracowało i opublikowało ponad dwa lata temu oficjalne stanowisko w sprawie automatycznej defibrylacji. Określa ono AED jako urządzenia bardzo pożyteczne, ale wymagające przygotowania osób, które mają je używać.

– W Polsce obecny system legislacyjny nie zezwala na używanie tych urządzeń osobom spoza specjalistycznych grup zawodów medycznych. Urządzenia te powinny być umieszczone w systemie automatycznego powiadamiania ratownictwa medycznego o ich użyciu. Na to się zgadzamy i do tego chcemy dążyć – podsumowuje profesor Jakubaszko.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum