Anafilaksja. Eksperci apelują o odczulanie w ambulatorium. "MZ pozostaje głuche"

Autor: IB • Źródło: Rynek Zdrowia05 grudnia 2021 16:15

Apelujemy do Ministerstwa Zdrowia o możliwość prowadzenia terapii odczulającej na jad owadów błonkoskrzydłych w warunkach ambulatoryjnych - wskazuje Fundacja Centrum Walki z Alergią.

Anafilaksja. Eksperci apelują o odczulanie w ambulatorium. "MZ pozostaje głuche"
Chodzi o możliwość odczulania w warunkach ambulatoryjnych Fot. Shutterstock
  • Fundacja Centrum Walki z Alergią apeluje do Ministerstwa Zdrowia o możliwość prowadzenia terapii odczulającej na jad owadów błonkoskrzydłych w warunkach ambulatoryjnych
  • W Polsce terapia ta prowadzona jest niemal wyłącznie w szpitalach co sprawia, że korzystać z niej może jedynie ok. 3000 uczulonych
  • W trybie ambulatoryjnym procedura nie uwzględnia finansowania leku. Oznacza to, że pacjent musi zapłacić sam
  • To nieracjonalne, że w Polsce preparat jest podawany w warunkach szpitalnych, czyli w najbardziej kosztochłonnej części systemu - ocenia prof. Marcin Czech

Od 5 do 10 proc. populacji dorosłej w Polsce może przejawiać reakcję uogólnioną na użądlenie przez owady błonkoskrzydłe. Kolejne 1-2 proc. reaguje anafilaksją stanowiącą zagrożenie życia. Jedynym skutecznym sposobem, aby jej uniknąć, jest poddanie się immunoterapii zmieniającej naturalny przebieg choroby.

"Rozszerzenie możliwości leczenia o ambulatoria to jedyny sposób"

 W Polsce terapia ta prowadzona jest wyłącznie w szpitalach co sprawia, że korzystać z niej może jedynie ok. 3000 uczulonych. Fundacja Centrum Walki z Alergią zabiega w Ministerstwie Zdrowia o rozszerzenie leczenia o ambulatoria. - To jedyny sposób na zwiększenie dostępności do leczenia i uratowanie życia wielu chorym - podkreślają również eksperci.

Prof. Krzysztof Kowal z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, przewodniczący Sekcji Immunoterapii Alergenowej PTA podkreśla, że alergia na jad owadów błonkoskrzydłych jest zjawiskiem powszechnym. Przejawia się ona nadmierną, z reguły gwałtownie przebiegającą (miejscową lub ogólną), reakcją po użądleniu przez owada.

"Po użądleniu może dojść do reakcji ogólnoustrojowej"

- Każdy pacjent, u którego występuje podejrzenie uczulenia na jad owadów powinien zostać poddany diagnostyce, która ma na celu wykazanie zależności występujących objawów od uczulenia na jad: pszczoły, osy, szerszenia lub trzmiela. Diagnozę stawia się w oparciu o testy skórne (punktowe i śródskórne) oraz in vitro. Jej celem jest oznaczenie poziomu alergenowo-swoistych przeciwciał IgE w surowicy chorego na jad określonych owadów - tłumaczy prof. Kowal.

Wyjaśnia, że objawy kliniczne u uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych mogą być bardzo różne. Zazwyczaj pojawia się duży obrzęk i zaczerwienienie skóry w miejscu użądlenia. Następnie może dojść do reakcji ogólnoustrojowej. Bardzo szybko pojawiają się zmiany skórne, może dojść do pokrzywki, zaczerwienienia, świądu całego ciała.

"Raz przeżyta reakcja anafilaktyczna prowadzi nawet do fobii"

- Przy ciężkich objawach uczulony może mieć problem z oddychaniem powodowany obrzękiem krtani czy napadem astmy, mogą wystąpić bóle brzucha, wymioty. Może też dojść do objawów ze strony układu sercowo-naczyniowego takich jak: tachykardia, zawroty głowy, uczucie osłabienia, spadek ciśnienia tętniczego, omdlenie, utrata przytomności, a nawet, w niektórych sytuacjach zgon. Należy pamiętać, że reakcja ta następuje bardzo szybko, w ciągu kilkunastu sekund do kilku minut - zaznacza prof. Kowal.

Zdaniem Grzegorza Baczewskiego, p.o. prezesa Fundacji Centrum Walki z Alergią, raz przeżyta reakcja anafilaktyczna prowadzi u osób, które jej doznały, do utrwalonej reakcji lękowej a nawet fobii, które rzutują na codzienną egzystencję.

- Chory unika wyjść z domu, unika spotkań towarzyskich na zewnątrz, gdyż obawia się, że każda konsumpcja może zakończyć się tragicznie - tłumaczy Baczewski.

"Odczulanie to terapia ratująca życie"

Eksperci podkreślają, że trudno jest oszacować ile osób rocznie ginie z powodu użądleń przez owady, nikt bowiem nie prowadzi w pełni wiarygodnych statystyk. Niemniej jednak szacuje się, że w krajach takich jak Polska, rocznie, z powodu uczulenia na jad owadów błonkoskrzydłych, umiera od kilkunastu do kilkudziesięciu osób.

Osoby uczulone na jad owadów błonkoskrzydłych mają do dyspozycji dwie formy leczenia. Pierwsza z nich to tzw. leczenie objawowe, polegające na podaniu osobie uczulonej, jak najszybciej po użądleniu, adrenaliny. Druga forma terapii - to swoista immunoterapia alergenowa - będąca leczeniem przyczynowym.

Prof. Marek Jutel, prezydent Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej wyjaśnia, że celem immunoterapii na dany alergen jest wywołanie tolerancji na wstrzyknięty w trakcie użądlenia jad owada.

"Immunoterapia trwa zwykle 5 lat. Jej skuteczność wynosi 90 proc."

- Jest to jedna z nielicznych terapii, przywracająca właściwe funkcjonowanie układu odpornościowego, który charakteryzuje się naturalną tolerancją wobec określonych alergenów. Immunoterapia trwa zwykle pięć lat, a jej skuteczność sięga nawet 90 proc. - tłumaczy prof. Jutel.

W przypadku alergii na jad owadów żądlących stosuje się preparaty iniekcyjne dwojakiego rodzaju. - Pierwsze z nich – jak wyjaśnia prof. Jutel - to alergeny rozpuszczone w wodzie. W tym wypadku zawarty w nich alergen bardzo szybko wchodzi z interakcje z układem odpornościowym, co wiąże się ze znacznym ryzykiem wystąpienia reakcji anafilaktycznej. Stąd też stosowane są warunkach szpitalnych.

- Kolejne, to preparaty o przedłużonym działaniu, typu depot. Charakteryzują się one powolniejszym uwalnianiem wstrzykniętego alergenu, i stąd są znacznie bezpieczniejsze. Dlatego też takie preparaty nadają się do prowadzenia odczulania w ambulatoriach - mówi ekspert.

"Pacjent musi sam zapłacić za lek"

Prof. Marcin Czech, prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego, zwraca uwagę, że w Polsce na jad owadów błonkoskrzydłych odczulanych jest rocznie ok. trzech tysięcy pacjentów. Procedura ta w 94 proc. prowadzona jest w warunkach szpitalnych, w 33 ośrodkach.

- Odczulanie w trybie ambulatoryjnym, w ramach procedury Z-101 (podanie leku na jad owadów, dawka podtrzymująca), możliwe jest tylko w niewielkim odsetku. Cała procedura została wyceniona na 53 punkty, niestety nie uwzględnia ona finansowania leku. Oznacza to, że pacjent sam musi zapłacić za lek - dodaje prof. Czech.

Takie rozwiązanie jest, w jego ocenie, nieracjonalne. - Mamy do dyspozycji dość bezpieczny lek, jakim jest preparat odczulający typu depot. W Polsce jest on podawany w warunkach szpitalnych, czyli w najbardziej kosztochłonnej części systemu. Tymczasem można go podawać w warunkach ambulatoryjnych - tłumaczy ekspert.

Czytaj też: Eksperci: w Polsce odczulanie na jad owadów prowadzi się w szpitalach, jesteśmy wyjątkiem w Europie

43 mln zł w ciągu 5. lat. "Tyle zaoszczędziłby NFZ"

- Zakładając, że tylko jedna trzecia pacjentów obecnie odczulanych w warunkach szpitalnych (1000 osób), otrzymałaby leczenie w trybie ambulatoryjnym, to NFZ zaoszczędziłby na tej terapii 43 mln zł w ciągu pięciu lat. Te oszczędzone pieniądze można wykorzystać zwrotnie, po to by odczulić, nawet trzykrotnie większą liczbę chorych - podkreśla prof. Czech.

Prof. Jutel dodaje, że w Europie tylko niewielka część pacjentów odczulana jest w warunkach szpitalnych. - Immunoterapią w lecznictwie zamkniętym obejmuje się tylko te osoby, u których występuje zwiększone ryzyko niepożądanej reakcji podczas odczulania. Gros pacjentów jest odczulanych ambulatoryjnie - zauważa.

- Jako Fundacja apelujemy do MZ o poszerzenie możliwości leczenia. Nie chcemy leczenia szpitalnego przeciwstawiać leczeniu ambulatoryjnemu. Chcemy tylko, żeby ochrona zdrowia była bardziej elastyczna, żeby wychodziła naprzeciw potrzebom pacjenta - wskazuje Grzegorz Baczewski.

"MZ jest głuche na wołania pacjentów"

- Niestety, pomimo naszych apeli trwających już blisko dwa lata, MZ jest głuche na wołania pacjentów. Tymczasem każdego roku mamy do czynienia ze zgonami osób, które były uczulone na jad owadów, nie zdołały się odczulić i zmarły, bo zostały użądlone - podkreśla Baczewski.

Przedstawiciel Fundacji zaznacza też, że obecnie z uwagi na niewielką liczbę ośrodków, które prowadzą odczulanie, pacjenci zmuszeni są każdorazowo dojeżdżać na leczenie, często kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę.

- Wystarczy uświadomić sobie, że w trakcie procesu odczulania pacjent pojawia się w szpitalu co 4-6 tygodni przez kolejne pięć lat, aby zdać sobie sprawę z tego, że leczenie to wiąże się z naprawdę wieloma dniami nieobecności w pracy. Na tak dużą absencję nie zawsze przystaje pracodawca - podkreśla.

Czytaj też: Wstrząs anafilaktyczny nie zawsze jest prawidłowo rozpoznawany

Czytaj też: Dr Dąbrowiecki: odczulanie to metoda, która zmienia życie osób z objawami alergii
​​

 

 

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum