Trudne warunki pod ziemią utrudniają akcję ratowniczą w należącej do Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) kopalni "Krupiński" w Suszcu pod Pszczyną. Pod ziemią nadal przebywa 4 poszkodowanych górników i 2 zaginionych ratowników.
Do wypadku doszło w czwartek (5 maja) przed godziną 20. na poziomie 820 metrów. W pobliżu miejsca zapłonu i wybuchu metanu były wówczas 32 osoby. Poparzonych zostało 12 górników.20 z tych pracowników wyjechało po zdarzeniu na powierzchnię bez poważniejszych obrażeń. Siedmiu kolejnych rozwieziono krótko po wypadku do szpitali - czterech do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, pozostałych do pobliskich szpitali w Pszczynie i Jastrzębiu Zdroju.
Do ostatnich pięciu rannych górników ratownicy zdołali dotrzeć ponad cztery godziny po wypadku. W nocy trwały starania, by przetransportować ich na powierzchnię i do szpitali. Przed godziną 3. do siemianowickiej oparzeniówki przewieziono jednego górnika z tej grupy, który zaraz na początku zdecydował się pójść z ratownikami. Pozostałych - wobec pogarszających się pod ziemią warunków - nie udało się wydostać z zagrożonego rejonu. Nad ranem za zaginionych uznano też dwóch ratowników pracujących w zagrożonym rejonie.
Przebywający w odciętym chodniku podścianowym czterej poszkodowani górnicy mają bezpośredni dostęp do tzw. lutniociągu, czyli przewodu wentylacyjnego, którym dociera do nich świeże powietrze. Choć dokładnie nie wiadomo, w jakim są stanie, ratownicy mają z nimi kontakt - słyszą ich głosy. Miejsce, w którym górnicy oczekują na pomoc, jest względnie bezpieczne
W akcji ratunkowej uczestniczy na zmianę co najmniej dziesięć zastępów ratowników - sześć zastępów kopalnianych, dwa z Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego w Wodzisławiu Śląskim i dwa z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu. Działają w odciętym po wypadku od reszty kopalni rejonie.
Jak przekazał w piątek (6 maja) wiceprezes Wyższego Urzędu Górniczego Wojciech Magiera, wiadomo już, że pod ziemią - prócz zapłonu metanu, jak pierwotnie oceniano - doszło też do wybuchu tego gazu w tzw. zrobach, czyli miejscach po eksploatacji węgla, w czynnej ścianie wydobywczej. Jako że wybuch nie nastąpił w otwartej przestrzeni, miał ograniczony zasięg, a jego skutki nie okazały się dla górników śmiertelne.
Czytaj więcej: Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich
OZZL poprze protest pacjentów przed MZ w Dniu Dziecka