Śmigłowiec ratowniczy Mi-2 w bazie HEMS w Gliwicach. Zdj.archiwalne.
Częstotliwość wylotów śmigłowca ratowniczego w śląskim LPR od czterech lat spada.
Częstotliwość wylotów śmigłowca ratowniczego w katowickim LPR od czterech lat spada. Według danych LPR w 2006 roku helikopter z Gliwic latał na ratunek 185 razy, w kolejnych dwóch latach mniej więcej po 150 razy, w 2009 roku wzywany był 136 – podaje Gazeta Wyborcza.
Wicewojewoda śląski, Adam Matusiewicz – pytany przez dziennikarzy – nie rozumie dlaczego LPR lata rzadziej.
‒ Nie wiem co się u nas dzieje, czy to jakaś mentalna bariera, czy ktoś uważa, że wzywać helikoptera nie wolno, bo to za drogie? ‒ pyta retorycznie.
A przecież zespół śląskiego LPR utrzymywany jest w gotowości za pieniądze z budżetu państwa ‒ przypomina GW.
Dziennik sugeruje, że, być może, powodem zmniejszającej się aktywności śmigłowców ratunkowych na Śląsku jest zagęszczenie aglomeracji śląskiej i duża ilość szpitali, do których łatwo się dostać dzięki rozwiniętej sieci komunikacyjnej.
Wpływ na miejszą ilość wylotów może mieć też przeniesienie kilka lat temu bazy śmigłowca ratowniczego z Katowic do Gliwic i wydłużenie trasy dolotu we wschodnie rejony województwa. Uzasadnieniem dla przeniesienia bazy HEMS (ang. Helikopter Emergency Medical Service) była konieczność objęcia zasięgiem działania śmigłowca także części województwa opolskiego, w tym przebiegającej tamtędy autostrady.
Dyskusje na temat ponownego przeniesienia bazy HEMS do Katowic odżywają co jakiś czas. Teraz argumentem przeciwko takiemu przeniesieniu jest wyposażenie LPR-u w nowoczesne, znacznie szybsze maszyny Eurocopter, które zastąpiły wysłużone śmigłowce Mi-2.
Więcej: Gazeta Wyborcza
Czytaj więcej: helikopter | ratownictwo medyczne | Adam Matusiewicz | Lotnicze Pogotowie Ratunkowe (LPR)
OZZL poprze protest pacjentów przed MZ w Dniu Dziecka