Zalegający na drogach i podjazdach pod budynki śnieg utrudnia dojazd karetek pogotowia do chorych.
– Sytuacja się stopniowo poprawia, główne ulice w Radomiu są przejezdne, ale gorzej jest z drogami wewnętrznymi na osiedlach. Karetki nie mogę dojechać bezpośrednio pod budynek, z którego otrzymujemy zgłoszenie – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Piotr Kowalski, dyrektor Radomskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego.
Jeszcze gorzej jest na terenach podmiejskich obsługiwanych przez radomską stację pogotowia.
– Dochodzi czasem do dramatycznych sytuacji. Zdarzyło nam się dwa razy nie dojechać do pacjenta podczas ostatniego załamania pogody i opadów śniegu. Na szczęście rodziny przetransportowały do nas chorych saniami albo traktorami i nie odbiło się to na zdrowiu pacjentów - opisuje dr Piotr Kowalski.
Największe niebezpieczeństwo polega na tym, że – jak podkreśla dyrektor radomskiej stacji pogotowia – w ratownictwie bardzo ważny jest czas dotarcia do chorego. Tymczasem w takich warunkach pogodowych, nawet jeśli droga jest przejazdna, karetki jadą dużo wolniej.
– Czas dotarcia do pacjenta od chwili zgłoszenia ewidentnie wydłuża się – przyznaje dr Pior Kowalski.
W Warszawie sytuacja także powoli się stabilizuje.
– W tej chwili prawie wszystkie drogi są przejezdne. Czasem w szybkim dotarciu do pacjenta przeszkadzają jeszcze zaspy, ale generalnie radzimy sobie z tym. Najgorzej było w poniedziałek (29 listopada), gdy karetki, tak jak np. pługopiaskarki, stały w korkach na ulicach miasta – mówi nam Marek Niemirski, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego Meditrans.
Nie skarżą się także w Rzeszowie. Jak wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl Stanisław Rybak, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie, przede wszystkim z powodu dużo mniejszych opadów śniegu niż w innych regionach kraju.
Czytaj więcej: ratownictwo medyczne | pogotowie ratunkowe | karetki pogotowia ratunkowego
OZZL poprze protest pacjentów przed MZ w Dniu Dziecka