Zbyt częste kierowanie na przymusową obserwację psychiatryczną?

W mediach coraz częściej pojawiają się zarzuty, że sądy zbyt pochopnie kierują oskarżonych na szpitalną obserwację psychiatryczną, pozbawiając ich tym samym wolności. Dotkliwy brak psychiatrów może zaś zablokować pracę sądów, a obserwacja chorego zamiast kilku dni może trwać długie tygodnie.

Sądy coraz częściej zasięgają opinii biegłych psychiatrów w prowadzonych postepowaniach. Częściej też kierują stające przed nimi osoby na badania psychiatryczne.

To efekt czynnika cywilizacyjnego, który sprawia, że w ostatnich latach istotnie wzrosła liczba osób cierpiących na różne zaburzenia psychiczne.

Wystarczy, że osoba, która stoi przed sądem w przeszłości miała epizod z psychiatrą - np. leczyła się z depresji, miała kłopoty osobiste po stracie bliskiej osoby - by została skierowana przez sąd na badanie psychiatryczne, którego celem jest wydanie opinii dotyczącej jej stanu zdrowia.

W sytuacji, gdy biegli specjaliści uznają, że takie badanie nie jest wystarczające, występują o skierowanie podejrzanego właśnie na obserwację sądowo-psychiatryczną w zakładzie leczniczym. Sąd zazwyczaj przychyla się do tego wniosku.

Jak podkreśla Rzecznik Praw Pacjenta Krystyna Kozłowska, to właśnie skargi dotyczące skierowanie do szpitala psychiatrycznego stanowią znaczną część wszystkich zgłoszeń trafiających do Zespołu ds. Zdrowia Psychicznego w jej Biurze (w tym do rzeczników praw pacjenta szpitala psychiatrycznego).

Co mówią przepisy?

Rzeczniczka zwraca uwagę, że obserwacja sądowo-psychiatryczna uregulowana odpowiednio w przepisach prawa cywilnego oraz prawa karnego - w związku z postępowaniami przed sądami powszechnymi. Pobyt na obserwacji w szpitalu nie powinien trwać dłużej niż cztery tygodnie, ale na wniosek lekarzy sąd może go przedłużyć o kolejne 4.

Decyzję o przyjęciu podejmuje lekarz wyznaczony do tej czynności po osobistym zbadaniu tej osoby i zasięgnięciu w miarę możliwości opinii drugiego lekarza psychiatry albo psychologa.

Brak czasu i psychiatrów
Jak przyznaje nam prof. Bartosz Łoza, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej, przy obecnym deficycie psychiatrów praktycznie nie ma szans by opinię o stanie badanego formułował więcej niż jeden lekarz.

- Liczba kierowanych do biegłych opinii przez sądy jednak jest tak duża, że praktycznie wszyscy czynni obecnie psychiatrzy powinni być oddelegowani do orzecznictwa na rzecz sądów, by odbywało się to płynnie - podkreśla prof. Łoza.

Obecnie z sądami współpracuje ok. 25 proc. z ok. 2 tys. psychiatrów. W efekcie wciąż mamy do czynienia z przewlekłością procesów sądowych, które wymagają opinii biegłych.

Innym problemem jest kwestia, że właściwe zdiagnozowanie i ocena stanu psychicznego pacjenta często wymaga dłuższego czasu niż mówią przepisy. Sąd zaś musi mieć pewny dowód oparty na pełnym przekonaniu biegłych, że to, co stwierdzili, jest zgodne ze stanem faktycznym.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH