Zamiast czekać u lekarza pierwszego kontaktu albo zapisywać z wielomiesięcznym wyprzedzeniem do specjalisty, pacjenci wolą iść do szpitalnego oddziału ratunkowego. Wielu z nich nie powinno tu trafić. Problem nie jest nowy...
Szpitalny oddział ratunkowy (SOR) - jak sama nazwa wskazuje - ma ratować w stanach nagłych zagrażających życiu i zdrowiu. Istnieją 23 przypadki zdarzeń medycznych, w których pacjent zostanie przyjęty bez czekania.
SOR przyjmuje między innymi pacjentów: nieprzytomnych, bezpośrednio z wypadków z urazami, drgawkami, nagłym, ostrym bólem w klatce piersiowej, po zatruciu lekami, porażeniu prądem, dokonanej próbie samobójczej, a także z gwałtownie postępującym porodem - przypomina Gazeta Wrocławska.
Świąteczną i nocną pomoc świadczy we Wrocławiu od marca ubiegłego roku pogotowie ratunkowe, przychodnia przy ul. Kosmonautów i Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. j. Gromkowskiego. Nie obowiązuje rejonizacja i może się tam zgłosić każdy.
Do tej formy pomocy jaką jest nocna i świąteczna pomoc lekarska przekonuje się co prawda coraz więcej pacjentów, ale wielu uważa, że w szpitalnym oddziale ratunkowym uzyskają pomoc szybciej. Muszą często czekać godzinami, bo pierwszeństwo mają pilniejsze przypadki. Awanturują się, bo czują się pominięci.
Zdaniem Agaty Sławin, lekarza rodzinnego z Kiełczowa, której opinię przytacza Gazeta Wrocławska, pacjenci wolą czekać nawet kilkakrotnie po parę godzin w SOR, byle tylko dostać się szybciej do specjalisty.
Więcej: www.gazetawroclawska.pl
Czytaj więcej: szpitalny oddział ratunkowy
Zielona Góra: ćwiczenia ratowników medycznych