Wprowadzenie referencyjności szpitali onkologicznych to konieczność

Wprowadzenie referencyjności oddziałów onkologicznych to nie żadna rewolucja, tylko konieczność uporządkowania systemu. Na potrzebę wdrożenia takich zmian wskazywali już od lat eksperci Rady Naukowej Polskiej Unii Onkologii - przekonuje dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii. Dzięki kategoryzacji szpitali pacjenci będą krócej czekać na specjalistyczne leczenie a NFZ uzyska wiedzę, komu i za co należy lepiej zapłacić.

Ministerstwo Zdrowia powołało, pod przewodnictwem wiceministra Andrzeja Włodarczyka, radę ds. zwalczania chorób nowotworowych. Skupieni w niej onkolodzy, hematolodzy, konsultanci w dziedzinie onkologii, a także dyrektorzy największych szpitali onkologicznych w Polsce, pracują nad tym, według jakiego klucza podzielić szpitale i oddziały onkologiczne, aby każdy z nich trafił na jeden z trzech poziomów referencyjności.

Każdemu z tym poziomów zostanie przypisany zakres diagnostyki i terapii, którą będą mogły prowadzić. Będzie też wiadomo, w jakich sytuacjach pacjenci powinni trafiać do "lepszych” oddziałów. Tak jak jest teraz w przypadku oddziałów ginekologiczno-położniczych.

System korzyści
Uporządkowanie systemu w onkologii jest niezbędne z kilku powodów. Po pierwsze, dla pacjenta. Dzięki kategoryzacji każdy chory uzyska najwyższą jakość usług na odpowiednim dla swoich potrzeb poziomie.

Skorzystają na tym także dyrektorzy placówek. Będą mieli jasność, kiedy mogą oczekiwać wyższych stawek za leczenie pacjentów. Wiadomo jest, że największe środki są potrzebne dla ośrodków o najwyższym poziomie referencyjności. Tam trafiają chorzy o skomplikowanym przebiegu choroby nowotworowej, którzy wymagają zastosowania kosztownych procedur, nierzadko trwających wiele miesięcy.

W tych placówkach o najwyższym stopniu referencyjności potrzebna jest też odpowiednia diagnostyka, która umożliwi stosowanie tzw. medycyny spersonalizowanej. A to generuje olbrzymie koszty dla placówki.

Tymczasem obecnie szpitale o najwyższym poziomie świadczonych usług mają spore zadłużenie powodowane tym, że płatnik nie finansuje wszystkiego, co jest oferowane chorym o skomplikowanym przebiegu choroby nowotworowej. Stąd konieczność uporządkowanie tego systemu - tak by zapewnić fachowość, jakość świadczonych usług i lepszą dystrybucją środków finansowych.

Niedoceniany pierwszy poziom
Do tej pory przywiązywano za małą uwagę do ośrodków, które spełniały rolę I stopnia referencyjności, jak np.  wojewódzkie poradnie onkologiczne. Jeszcze kilka lat temu w Warszawie działały cztery takie poradnie, teraz nie ma żadnej.

Tymczasem to one spełniały rolę pierwszego sita diagnostycznego. I teraz też tak powinno być. Do ośrodków z I poziomu mogłyby trafiać osoby z podejrzeniem choroby nowotworowej, np. te, które obserwują u siebie objawy sugerujące proces nowotworowy. Tutaj powinna znaleźć się podstawowa diagnostyka, działająca na zasadzie szybkiego rozpoznania. Dopiero po tej selekcji chorzy, którzy wymagaliby diagnostyki rozszerzonej, byliby kierowani o szczebel lub dwa wyżej w zależności od sytuacji.

Druga grupa pacjentów, która z powodzeniem mogłaby być leczona w tych ośrodkach, to chorzy którzy po zakończonym procesie leczenia, przyjeżdżają raz lub dwa razy w roku do renomowanych ośrodków onkologicznych na kontrolę. Często korzystają oni z tych wizyt do końca życia. Tymczasem, gdyby ci pacjenci, po 2-3 latach od zakończonej terapii, byli kierowani do oddziałów z pierwszego poziomu, nie mielibyśmy do czynienia z gigantycznymi kolejkami pacjentów do poradni przyszpitalnych, jak to ma teraz miejsce np. w Centrum Onkologii w Warszawie.

Kryteria podziału
Ustalając kryteria referencyjności eksperci zastanawiają się, czy lepiej jest wprowadzić kategoryzację przypisując określony poziom poszczególnym szpitalom, czy może lepiej oddziałom. Nie w każdej placówce wszystkie oddziały spełniają najwyższe kryteria. Niektóre z nich mogą jednak świadczyć usługi na najwyższym trzecim poziomie - stąd taki podział wydaje się logiczniejszy.

W oparciu o jakie kryteria ostatecznie zostanie przeprowadzony podział ośrodków zadecyduje wspomniana komisja. Na pewno będą brane pod uwagę takie kryteria jak: wyniki leczenia czy monitoring powikłań, które pozwolą ocenić zdolności intelektualne i sprawnościowe zatrudnionego personelu medycznego.

Nie bez znaczenia będzie też baza sprzętowa, szczególnie dotycząca części diagnostycznej. Dziś, aby aspirować do miana najlepszej placówki, trzeba posiadać odpowiednią liczbę aparatów do obrazowania zmian nowotworowych, takich jak rezonans czy tomografia komputerowa. Trzeba też mieć sprzęt do prowadzenia badań genetycznych, tak by móc później, w oparciu o wiedzę, jakiego rodzaju mutacje zachodzą w chorobie nowotworowej u konkretnej osoby, personalizować leczenie.

Gwarancja jakości
Ważne jest też, aby po ustaleniu poziomów wprowadzić certyfikację najlepszych ośrodków. Nie powinno to działać na zasadzie "raz na zawsze". Każdy oddział, który znalazłby się na najwyższym szczeblu, powinien, co pewien określony czas przechodzić weryfikację.

Taka kontrola byłyby gwarancją dla pacjenta, że w ośrodku, do którego trafił, uzyska najlepszą możliwą pomoc. Także decydenci będą wiedzieli, gdzie lokować środki finansowe - tak, aby przynosiły konkretne korzyści i mogłyby być wydawane bardziej racjonalnie.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH