Jacek Janik/Rynek Zdrowia | 06-10-2010 06:30

Włoski przeszczep sztucznego serca - sensacja, ale tylko medialna...

2 października świat obiegła sensacyjna wiadomość o nowatorskiej operacji, pierwszej na świecie, jaką 30 września przeprowadzono w Szpitalu Pediatrycznym Dzieciątka Jezus w Rzymie. Według doniesień medialnych dokonano tam wszczepienia stałego sztucznego serca 15-letniemu chłopcu. Czy rzeczywiście?

Z informacji przekazanych przez Radio Watykan, którą podchwyciły wszystkie media, wynikało, że przełomowy charakter trwającej blisko 10 godzin operacji polegał na wszczepieniu dziecku sztucznego serca na stałe, a nie jedynie na czas oczekiwania na przeszczep.

W komunikacie, jaki opublikowano po operacji, wyjaśniano, że chłopiec, którego poddano operacji cierpi na chorobę uniemożliwiającą wpisanie go na listę oczekujących na przeszczep. Dlatego, jak podkreślono, w obliczu groźby śmierci w krótkim czasie włoscy lekarze wybrali jedyną w tym przypadku możliwą terapię.

Chłopcu wszczepiono niewielkie urządzenie (4 centymetrowej wielkości). W komunikacie medycznym zostało opisane, jako „pompa hydrauliczna zasilana elektrycznie" umieszczona całkowicie w klatce piersiowej, by zmniejszyć ryzyko infekcji.

Ponadto w komunikacie prasowym poinformowano, że pionierska operacja otwiera nowe perspektywy terapeutyczne i daje nadzieję pacjentom,  którzy z powodów klinicznych nie kwalifikują się do tego, by otrzymać organ od dawcy. Do tej pory podobnym operacjom poddawano wyłącznie pacjentów dorosłych – mieli przypomnieć włoscy lekarze rozmawiający z mediami.

To nie jest sztuczne serce
Wszyscy specjaliści, do których zwrócił się portal rynek zdrowia.pl z pytaniem, na czym polega innowacyjność tej operacji, bardzo ostrożnie podchodzili do sensacyjnych doniesień napływających z rzymskiego szpitala, podkreślając zbyt lakoniczne informacje dotyczące operacji.

Doktor Grzegorz Religa, kardiochirurg, pracujący w Instytucie Kardiologii w Warszawie-Aninie, stwierdził w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl, w dniu opublikowania sensacyjnej informacji o „nowatorskim włoskim przeszczepie", że próby wszczepiania stałego sztucznego serca odbywają się już od kilku lat. Jednak jak do tej pory, wyniki takich operacji nie były zadowalające.

Już od pięciu, czy nawet więcej lat, urządzeniem stosowanym do permanentnego użycia jest mała pompa DeBakeya, którą wszczepia się pomiędzy koniuszkiem lewej komory serca a aortą, która odciąża lewą komorę. Źródłem zasilania jest zewnętrzna bateria.

– To nie jest jednak sztuczne serce. Tę pompę wszczepia się nie po to, aby doprowadzić do regeneracji serca czy wspomóc serce na czas do przeszczepu. Jest rozwiązaniem definitywnym. Wszczepia się ją pacjentom, którzy nie kwalifikują się do przeszczepu. Pozwala na przedłużenie im życia. Z tym urządzeniem mogą żyć kilka lat – stwierdza profesor Jerzy Sadowski, kierownik Kliniki Serca, Naczyń i Transplantologii CM UJ w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II.

Ostrożnie z euforią
Podobnego zdania na temat sensacyjnych doniesień medialnych o pierwszym, zakończonym sukcesem wszczepieniu stałego sztucznego serca we Włoszech jest profesor Marian Zembala, dyrektor Ślaskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

– Wszczepionych stałych sztucznych serc już było wiele. To wydarzenie należy komentować szerzej, w kontekście długoterminowych zastosowań urządzeń do wspomagania serca. Proszę także pamiętać, że euforia dziennikarska, towarzysząca podobnym „sensacyjnym" wydarzeniom, po jakimś czasie ustępowała miejsca komentarzom o kolejnym niepowodzeniu – stwierdza profesor Zembala.

Na pytanie o rzeczywiste nowatorstwo operacji przeprowadzonej w szpitalu pediatrycznym Bambino Gesù w Watykanie profesor Jerzy Sadowski stwierdza jednoznacznie, że tego typu operacje wykonuje się już od kilku lat. Jedynym nowym elementem jest być może to, że przeprowadzono ją u małoletniego.

– Rzeczywiście nie słyszałem, aby do tej pory wszczepiono taką pompę dziecku, chociaż 15-letni chłopiec może być już przecież całkiem duży – dodaje prof. Sadowski.

Wszczepiono pompę osiową
W rzetelność publikowanych informacji medialnych na temat sensacyjnego wszczepienia stałego sztucznego serca we Włoszech wątpi także profesor Janusz Skalski, kierownik Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie Prokocimiu. Co więcej, rozmawiał ze swoimi kolegami-chirurgami z Włoch, którzy przekazali już konkretne informacje o operacji.

– Pacjentowi nie wszczepiono stałego sztucznego serca, a tylko pompę osiową. To żaden światowy hit. Wyjątkowość tej operacji polega na tym, że wszczepioną ją, jako definitywne rozwiązanie, ponieważ pacjent został zdyskwalifikowany do przeszczepu. Jest to, bowiem ciężko chory na dystrofię mięśniową chłopiec. Dlatego lekarze podjęli decyzję, żeby mu wszczepić pompę osiową Jarvik – mówi profesor Skalski.

Tego rodzaju pompy osiowe Jarvik wszczepiano do koniuszka komory serca pacjentom już wielokrotnie.

– Według mojej wiedzy już ponad 200 razy. Jest to urządzenie wspomagające pracę serca i nie ma to nic wspólnego z operacją wszczepienia sztucznego serca, gdzie wycina się narząd i wszczepia w jego miejsce zastępczy. Prawdą natomiast jest, że do tej pory wszczepiano Jarviki dorosłym, a teraz po raz pierwszy zdecydowano się na taką operację u 15-latka, jako definitywne rozwiązanie – dodaje profesor Janusz Skalski.

Informacje przesadzone
Dlaczego włoscy lekarze się na to zdecydowali? Odpowiedź na tak postawione pytanie jest prosta: była to jedna możliwość dania szansy temu młodemu człowiekowi na kilka dodatkowych lat życia.

– Prześledziłem wszystkie informacje, które przekazywały media i mogę powiedzieć, że były one nierzetelne. Wątpliwa jest oryginalność tego wszczepienia i jego sukces w dłuższej perspektywie czasowej. Uważam, że nie było właściwe robienie sensacji z dramatu tego biednego dziecka i rozpowszechnianie informacji o tym przeszczepie. Włoscy lekarze z Bambino Gesù Hospital chyba zagalopowali się w ogłaszaniu swojego sukcesu – stwierdza profesor Skalski.