Piotr Wróbel/Rynek Zdrowia | 24-07-2017 05:51

Wiek emerytalny ma wyznaczać kres aktywności zawodowej chirurga?

Jeden z najbardziej cenionych polskich kardiochirurgów, prof. Jerzy Sadowski, skończył 73 lata i dlatego ma zaprzestać operowania - proponowała dyrekcja Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II. Zabiegi, które profesor wykonał w ostatnim czasie dowodzą tego, że czuje się w pełni sił.

Wiek może być jedynym kryterium decydującym o odejściu chirurga od stołu operacyjnego? FOT. Fotolia

Czy wiek może być jedynym kryterium decydującym o odejściu chirurga od stołu operacyjnego? Postawione pytanie jest tak istotne, że kwestia limitu wieku wyznaczającego kres zawodowej aktywności chirurga stała się już przedmiotem rekomendacji szanowanych gremiów, takich jak Amerykańskie Towarzystwo Chirurgów i brytyjskie Królewskie Towarzystwo Chirurgów.

Limit określany indywidualnie?
Amerykanie uważają, że ów limit powinien być określany indywidualnie tak, by przede wszystkim uwzględniał poziom operacyjnego ryzyka. W Anglii nie tyle dyskutuje się o wieku, co po prostu monitoruje pracę chirurgów, oceniając wyniki leczenia.

Jak już pisaliśmy, z końcem czerwca wygasła dotychczasowa umowa jaką prof. Jerzy Sadowski miał z Krakowskim Szpitalem Specjalistycznym im. Jana Pawła II w Krakowie. Profesor - będący na emeryturze od półtora roku, a wcześniej przez długie lata kierujący Oddziałem Klinicznym Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii w tym szpitalu - otrzymał propozycję przeprowadzania ośmiu konsultacji w miesiącu bez możliwości operowania, za 800 złotych brutto.

- Nie o te pieniądze chodzi, bo na poprzednie miesiące miałem wyznaczony limit operacji i pracowałem za 2000 złotych brutto. Po prostu cała propozycja jest dla mnie obraźliwa - mówi profesor.

Emerytura to koniec pracy chirurga?
- Przeprowadzone przez pana profesora zabiegi odbyły się bez powikłań, co zasługuje na podkreślenie - przyznawała dr Anna Prokop-Staszecka, dyrektor Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II. Decyzję o odsunięciu profesora od operacji tłumaczyła Onetowi: - Przychodzi taki czas, że już trzeba przestać operować. Pan profesor ma 73 lata, ale nie chodzi mi o wyliczanie wieku, a o ograniczenia związane z kardiochirurgią...

Profesor Jerzy Sadowski, który - dodajmy - jest konsultantem wojewódzkim w dziedzinie kardiochirurgii - ostatnio operował między 80 a 100 pacjentów na 2200 zabiegów. W niedawnym wywiadzie udzielonym Dziennikowi Polskiemu mówił z charakterystyczną dla niego, pomimo wielu dokonań naukowych, pokorą: "Mógłbym dalej przeprowadzać zabiegi z zakresu chirurgii wieńcowej, ale tego nie robię. To małe naczynia, wymagają cierpliwości. Koledzy są w tym lepsi. Ale już w operacjach zastawkowych czuję się jak ryba w wodzie, robię je dobrze i szybko".

Sytuacja, która stała się udziałem znanego i szanowanego profesora może za chwilę dotyczyć kolejnej osoby. Chirurdzy są bowiem coraz starsi, tak jak społeczeństwo, ale także podlegają trendom dłuższego życia w zdrowiu. Chcą i mogą pracować nawet na emeryturze.

- Należy rozgraniczyć wiek biologiczny od metrykalnego i tak jest w przypadku profesora Sadowskiego. Wiem w jak doskonałej jest formie i byłem zaskoczony słysząc, że ma 73 lata. Z powodzeniem może jeszcze operować - uważa prof. Andrzej Bochenek z Polsko-Amerykańskich Klinik Serca.

Przyznaje, że i on sam odczuwa upływanie czasu: - Kiedyś stawałem z profesorem Religą i robiłem 3 operacje w nocy, ale to było 20 czy 30 lat temu. Dzisiaj mam 67 lat i jestem przy operacji półtorej - dwie godziny. Ale to przecież nie jest wyznacznikiem mojej wartości i przydatności dla zespołu - mówi coś, co przyjmowane jest w sposób oczywisty.

Tu decyduje dyrektor
Przypomina, że rolę profesora Jerzego Sadowskiego w rozwoju kardiochirurgii trudno przecenić. Jest twórcą wielu nowoczesnych metod operacyjnych, wybitnym specjalistą w implantacji zastawek, który przeprowadził wiele badań doświadczalnych. - Niedobrze się stało, że to cała sprawa wypłynęła do prasy i musiał interweniować marszałek. To poniżające. Chciałbym, żeby takie rzeczy w przyszłości się nie zdarzały - mówi prof. Bochenek.

Profesor Jerzy Sadowski, przekazał klinikę swojemu następcy półtora roku temu. Tu zastosowanie miały przepisy ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, która określa m.in. tryb i warunki rozwiązania stosunku pracy, w tym przechodzenia na emeryturę nauczyciela akademickiego.

Zgodnie z art. 127 ust. 2 ustawy - stosunek pracy mianowanego nauczyciela akademickiego wygasa z końcem roku akademickiego, w którym ukończył on 67. rok życia. Natomiast dla mianowanego nauczyciela akademickiego posiadającego tytuł naukowy profesora stosunek pracy wygasa z końcem roku akademickiego, w którym ukończył on 70. rok życia.

Z dniem wygaśnięcia mianowania dochodzi do wygaśnięcia pełnionych funkcji - np. kierownika katedry, kliniki, zakładu oraz wszystkich atrybutów stosunku pracy.

- Natomiast w udzielaniu świadczeń zdrowotnych nauczyciele akademiccy uczestniczą na podstawie odrębnej umowy zawartej z podmiotem prowadzącym działalność leczniczą. Zatem kwestia warunków zatrudnienia w szpitalu leży w gestii podmiotu leczniczego - wyjaśnia Adam Koprowski, specjalista ds. komunikacji medialnej w Uniwersytecie Jagiellońskim.

O zawodowych losach chirurga, który osiągnął wiek emerytalny decyduje więc dyrektor placówki (i dotyczy to każdego lekarza i szpitala na każdym poziomie referencyjnym). W kraju nie ma żadnego systemu, który stwarzałby formalne ramy - choćby ujęte w formę zaleceń towarzystw naukowych - pomagające określać w jaki sposób odnosić wiek chirurga do jego kompetencji.

Wyniki leczenia - rozstrzygające
Jak zwraca uwagę prof. Grzegorz Wallner, konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii ogólnej, uważa się, że najbardziej optymalnym wiekiem dla pracy chirurga jest okres między 35 a 50-55 rokiem życia: - Wtedy z jednej strony posiada się już pewne doświadczenie kliniczne, umiejętności praktyczne, z drugiej strony jest się najbardziej wydolnym fizycznie.

Wspomniane atrybuty przekładają się na ryzyko operacyjne. W 2012 r. artykuł opublikowany w British Medical Journal na podstawie badań francuskich pokazywał, że w operacyjnym leczeniu chorób tarczycy najmniejszą liczbę powikłań uzyskują w chirurdzy właśnie w wieku 35 - 55 lat. Zarówno u młodych lekarzy w trakcie lub bezpośrednio po specjalizacji, jak i u tych, którzy przekraczają 55 lat życia odsetek niepowodzeń jest wyższy.

- Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na pytane jak wyznaczać wiekowy limit aktywności zawodowej dla chirurgów. Wiele zależy od uprawianej dyscypliny zabiegowej. Niektórzy chirurdzy czują się już wypaleni, kiedy przechodzą na emeryturę, inni są w pełni aktywni i mogą funkcjonować z wielkim pożytkiem dla pacjentów - mówi prof. Wallner.

W jego przekonaniu miernikiem określającym czy chirurg nadal może operować pomimo wieku są wyniki leczenia.

- Według mnie taka ocena powinna być zobiektywizowana. Gdy z analiz wyniknie, że u konkretnego chirurga odsetek niepowodzeń zaczyna wzrastać i przekraczać przyjęte w danej jednostce standardy, to rzeczywiście należy o tym rozmawiać. Jeśli pogarszające się wyniki wynikają z trwałych ograniczeń fizycznych, to chirurg powinien zrozumieć, że pora na odejście od stołu operacyjnego - mówi profesor i przypomina, że takie kryteria oceny stosowane są w Anglii.

Zwraca uwagę, iż sformalizowanie procedur weryfikujących wyniki leczenia ma tę dobrą stronę, że jest ujęte w formę, która nie narusza godności ocenianej osoby. U nas zdarzyło się inaczej: - Dyskusję, którą teraz prowadzimy wywołał przypadek wybitnego lekarza. Tym bardziej taka osoba powinna być hołubiona, a nie dyskwalifikowana od możliwości wykonywania zawodu.

Rozmawiajmy o walidacji
Prof. Andrzej Bochenek uważa, że dyskusja wymaga otwartego stawiania pytań o monitoring wyników chirurgów: - Zajmujemy się profesorem Sadowskim, to jakieś nieporozumienie. Kardiochirurg, który ma doskonałe wyniki leczenia jest odsuwamy od stołu operacyjnego, a jednocześnie wśród specjalistów w kraju są i tacy, którzy - choć ze względu na posiadane tytuły naukowe powinni być stawiani za wzór - mają zaskakująco wysoki stopień powikłań. Tam nie ma reakcji ze strony dyrekcji...

Także prof. Bochenek przywołuje przykład Anglii, gdzie istnieje cykliczna procedura walidacji, której podlegają jej wszyscy chirurdzy podejmujący samodzielne decyzje, od młodych specjalistów po doświadczonych profesorów: - Oczywiście są to procedury wewnętrzne, prowadzone przy zachowaniu godności chirurga, ale powodują, że szpital ma realną kontrolę nad jakością. Wtedy możliwe jest rozważenie np. czy chirurg operuje zbyt trudne przypadki, może przecenia swoje możliwości.

Dodaje: - NHS wdrożył system. Jeśli wejdę w komputer i wpiszę nazwisko kardiochirurga, to mogę zobaczyć jakie ma wyniki w operowaniu np. bajpasów, zastawki mitralnej, zastawki aortalnej i jak się to się ma do średniej w kraju.

O potrzebie wprowadzenia walidacji prof. Bochenek wielokrotnie mówił podczas zebrań Klubu Kardiochirurgów. - Zderzyłem się z obawami, że chirurdzy będą odsuwani od pracy przez administratora szpitala. Nie jesteśmy gotowi na transparentność w ochronie zdrowia, co wynika ze złych doświadczeń i obawy, że dyskusja o wynikach będzie miała bardziej personalny niż systemowy charakter - mówi profesor.

Co o wprowadzeniu i poddawaniu się przez chirurgów procesowi walidacji mówi sam prof. Jerzy Sadowski? Czytaj: Będę pierwszy, by poddać się walidacji