W czwartek (27 stycznia) oficjalnie zainaugurowano w Warszawie działanie Koalicji Przeciw Zakrzepicy. Jej celem jest przede wszystkim edukacja środowisk lekarzy, pielęgniarek oraz całego społeczeństwa na temat zakrzepicy i jej skutków.
Silny ból łydki, opuchlizna, zaczerwienienie mogą być objawami zakrzepicy żył głębokich. Ta choroba, na którą co roku zapada 60 tys. Polaków, może nieleczona doprowadzić w ciągu kilku sekund do zgonu – alarmują lekarze.
Najgroźniejszym powikłaniem zakrzepicy żył głębokich (ZŻG) jest zator tętnicy płucnej (ZTP), który powoduje zatrzymanie krążenia, oddychania i natychmiastową śmierć. To było właśnie przyczyną zgonu polskiej mistrzyni olimpijskiej w rzucie młotem, Kamili Skolimowskiej, w lutym 2009 r.
Według pomysłodawcy koalicji, prof. Witolda Tomkowskiego, kierownika Oddziału Intensywnej Terapii Pneumologiczno-Kardiologicznej w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, w Polsce liczba zgonów, których potwierdzoną przyczyną jest żylna choroba zakrzepowo-zatorowa, wynosi 35-40 tys.
Zakrzepica żył głębokich charakteryzuje się powstawaniem zakrzepów w żyłach głęboko położonych – najczęściej ud i podudzi oraz bioder.
Wyróżnia się trzy główne czynniki ryzyka tej choroby: zaburzenie przepływu krwi związane z unieruchomieniem, np. u pacjentów leżących w szpitalu po operacji, zwłaszcza ortopedycznej lub onkologicznej, uszkodzenie ściany naczynia żylnego, np. podczas urazu, zabiegów oraz nadmierną krzepliwość, która pojawia się m.in. w chorobie nowotworowej. Do innych czynników ryzyka należą palenie papierosów, ciąża, zakażenie, hormonalna antykoncepcja, odwodnienie, długa podróż samolotem, siedzący tryb życia, otyłość.
Jeśli skrzeplina obecna w żyle oderwie się i dotrze do tętnicy płucnej może ją zablokować ze skutkiem śmiertelnym. Zakrzepica żył głębokich jest odpowiedzialna za 90 proc. przypadków zatoru tętnicy płucnej. Zwiększa też ryzyko amputacji kończyny, może też doprowadzić do udaru mózgu.
Jak oceniają eksperci, w Polsce powinno się co roku diagnozować 60 tys. przypadków ZŻG i 30-40 tys. przypadków ZTP.
– Niestety, zakrzepicę żył głębokich diagnozuje się tylko u kilku tysięcy osób, a do 70 proc. chorych z zatorem tętnicy płucnej umiera bez prawidłowej diagnozy i leczenia – powiedział prof. Tomkowski.
Jak ocenił, w dużym stopniu odpowiada za to zła organizacja ochrony zdrowia, która opóźnia dotarcie pacjenta na badanie USG żył głębokich.
– Żeby skrócić czas od wystąpienia objawów choroby do diagnozy, każdy lekarz powinien móc wystawić pacjentowi skierowanie na badanie USG żył. Ale w Polsce chory idzie najpierw do lekarza rodzinnego, który kieruje go do chirurga naczyniowego lub angiologia i ten dopiero wypisuje skierowanie. Trwa to kilka tygodni – tłumaczył prof. Tomkowski.
Zakrzepica żył głębokich w około 50 proc. przypadków rozwija się bezobjawowo, ale nawet jeśli objawy wystąpią, pacjenci nie są diagnozowani i leczeni z powodu małej wiedzy na temat tej choroby wśród lekarzy.
U pacjentów z umiarkowanym i dużym ryzykiem zakrzepicy stosuje się profilaktycznie leki przeciwzakrzepowe. Od ponad roku na rynku obecne są doustne środki, dabigatran i riwaroksaban, które działają skutecznie, a zarazem są bezpieczniejsze i wygodniejsze w stosowaniu niż dotychczasowe leki, jak warfaryna. Ten znany od pół wieku środek wchodzi w interakcje z pokarmami i innymi lekami, co utrudnia dobór dawki terapeutycznej. Na razie nowe leki stosuje się jednak tylko u pacjentów, u których planowana jest operacja ortopedyczna.
Czytaj więcej: Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie | lek przeciwzakrzepowy | zakrzepica
Zielona Góra: ćwiczenia ratowników medycznych