W rodzinie chory nie zginie. O początkach psychiatrycznej opieki środowiskowej

Ponad 100 lat temu rodziny przyjmowały pod swój dach chorych psychicznie, by opiekować się nimi. Opieka środowiskowa, którą dziś uważamy za miarę cywilizacyjnego postępu i z dumą wpisujemy do Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, nie jest niczym nowym. Kwitła pod zaborami.

Można zapytać, gdzie jesteśmy jako społeczeństwo, skoro nasi pradziadowie nie mieli oporów, żeby troszczyć się o obcych, chorych psychicznie ludzi, podczas gdy my boimy się nawet kontaktu z nimi - jakby można było zarazić się chorobą psychiczną.

- Pielęgnację chorych przy rodzinach, czyli opiekę domową, zwaną również familijną, znano w Europie już w średniowieczu. Nie da się jej przenieść do współczesności, pomimo że ok. 100 lat temu pacjenci mogli pomagać w gospodarstwach rodzin, które się nimi opiekowały. To nie te czasy - mówi dr Henryk Kromołowski, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Neuropsychiatrycznego w Lublińcu.

- Naszym podopiecznym nie wolno pracować ze względu na obowiązujące prawa pacjenta. Mogą jedynie wykonywać określone czynności, które zawarte są w programach terapeutyczno-diagnostycznych i rehabilitacyjnych stosowanych we współczesnej psychiatrii - zaznacza.

Kromołowski napisał niedawno monografię z okazji 120 lat działalności Szpitala w Lublińcu (Rozwój opieki psychiatrycznej i leczenia uzależnień, Katowice, 2014). Ustalił, że w Lublińcu w lutym 1905 r. niejaki dr Otto Oskar Klinke wprowadził pielęgnację chorych przy rodzinach. Kilka miesięcy później z pomysłu skorzystano również w Lubiążu (jest tam Wojewódzki Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych).

Oszczędności zawsze brzmią znajomo
Szczególnie frapujące są fragmenty książki poświęcone ekonomicznym motywom powierzania chorych w kuratelę okolicznym mieszkańcom, głównie chłopom i rzemieślnikom.

Sposób myślenia ówczesnych kierowników zakładów psychiatrycznych odwoływał się do argumentów, jakimi posługujemy się obecnie, by uzasadnić zalety opieki środowiskowej.

Przeczytajmy, co pisał w 1911 r. cytowany także przez autora dr Otto Kieserling: "Oszczędności pozyskane dzięki opiece rodzinnej są bez wątpienia całkiem znaczne, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że w razie rezygnacji z niej potrzebna byłaby odpowiednia ilość łóżek i trzeba byłoby zatrudnić nowych pielęgniarzy".

Gdy to pisał, 77 kobiet i mężczyzn miało zapewniony wikt i opierunek u okolicznych gospodarzy. Co nie znaczy, że wyzbyto się przesądów i powszechnie uznano, że choroby te to zaburzenia czynności ośrodkowego układu nerwowego. Można jednak przypuszczać, że tam gdzie wprowadzono opiekę familijną, ludzie byli bardziej tolerancyjni i empatyczni wobec chorych.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH