W Polsce są już szpitale, gdzie ból, tak jak temperaturę, mierzy się co cztery godziny, a pacjent nie musi dopraszać się o lek przynoszący ulgę w cierpieniu.

Mierniki bólu, czyli wąskie paseczki ze skalą od 0 do 10, funkcjonują od dwóch lat w Szpitalu Wojewódzkim w Opolu. Pacjent sam zaznacza na nich subiektywny poziom bólu, który potem jest wpisywany do karty wiszącej przy łóżku. Od czasu ich wprowadzenia na szpitalnych oddziałach trudno znaleźć narzekających na ból pooperacyjny pacjentów.

34-letnia Izabela Parwela z okolic Prudnika w zeszłym tygodniu miała wycinany pęcherzyk żółciowy.
- Czuję się świetnie, tylko pierwszego dnia po operacji bolało mnie na „czwórkę”. Ale od razu dostałam lek i przeszło. Tu w szpitalu personel nie dopuszcza do tego, by ktoś cierpiał, co chwilę ktoś pyta o samopoczucie - opowiada.

Panicznie bał się szpitala 48-letni Andrzej Daniłow z Opola.
- Od lat mam hemoroidy, ale ze strachu przed bólem odwlekałem moment operacji, męczyłem się upiornie przez dwa lata. Żałuję. Wczoraj miałem zabieg i czuję się jak nowo narodzony" - mówi mężczyzna. Bolało go tylko raz, „na piątkę”. Ale tylko dlatego, że nie potrafił leżeć w łóżku i zbyt szybko wybrał się na spacer.

Wybrali Szpital Wojewódzki w Opolu ze względu na jego dobrą opinię. To bowiem jedna z pięciu placówek w Polsce, która dostała od Polskiego Towarzystwa Badania Bólu certyfikat „Szpital bez bólu”. Wcześniej przez dwa lata brała udział w pilotażowym projekcie finansowanym przez opolski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia.

- Fundusz płacił nam od każdej osoby, która została objęta serwisem bólowym, 50 złotych. Miesięcznie dawało to około kilkunastu tysięcy złotych - opowiada Renata Ruman-Dzido, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala w Opolu.

Dzięki dotacji powstały tam specjalnie wydzielone zespoły składające się z anestezjologów, chirurgów i pielęgniarek, których zadaniem było monitorowanie u pacjentów bólu, tak jak się to robi z temperaturą czy ciśnieniem.

Kiedy na początku tego roku NFZ przestał dotować szpitalny serwis bólowy, dyrekcja ani przez chwilę nie pomyślała, by wrócić do starych praktyk.

- Pacjent, który nie cierpi, krócej przebywa w szpitalu, po wypisie do domu rzadziej korzysta z refundowanych przez państwo środków przeciwbólowych, no i nie faszeruje się zwykłymi lekami dostępnymi na rynku, niszcząc sobie wątrobę czy żołądek i nie trafia ponownie do szpitala. NFZ powinien to sobie dobrze przeliczyć - wyjaśnia dyrektorka.

O przyznanie certyfikatów „Szpital bez bólu” ubiega się już kilkanaście kolejnych placówek. Zdecydowana większość z nich zgłosiła się w ciągu ostatniego miesiąca.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH