W Łodzi o tłoku na porodówkach mówi się od ponad roku, ale od połowy listopada przyszłe mamy przeżywają prawdziwy dramat i szukają ratunku w prywatnej klinice.

Nadal zamknięty jest bowiem Szpital im. Madurowicza, gdzie była druga co do wielkości porodówka w mieście. Od 26 listopada, kiedy w tym szpitalu wybuchł pożar, nie przyjmuje się tam porodów w ogóle. Łodzianki rodzą w Szpitalu "Matki Polki", która przyjmuje zagrożone ciąże z całej Polski, a ponadto w szpitalu Rydygiera i na maleńkiej porodówce w Szpitalu im. M. Kopernika.

Nic dziwnego, że zestresowane kobiety coraz częściej pytają o prywatną klinikę, gdzie za poród trzeba zapłacić ponad 5 tys. zł, ale przynajmniej omijają je wszystkie atrakcje z "fabryki dzieci" - jak mówią o przepełnionych oddziałach położniczych same pacjentki.

W prywatnym szpitalu Salve Medica każdą rodzącą opiekuje się jeden lekarz i jedna pielęgniarka. Podczas porodu jest też zawsze anestezjolog, na wypadek, gdyby pacjentka poprosiła o znieczulenie. Szpital stara się obecnie o kontrakt z NFZ. Dzięki temu na poród w dobrych warunkach będzie stać więcej kobiet.

Przypomnujmy, że podobne problemy z miejscami w publicznych porodówkach występują m.in. we Wrocławiu.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH