"Uwolnić poród" - film, który skłania do dyskusji o prawach kobiety rodzącej

W wielu miastach świata (także w Warszawie, w siedzibie Fundacji Rodzić po Ludzku) 20 września pokazany zostanie film dokumentalny "Uwolnić poród". Opowiada historię aresztowania węgierskiej położnej Agnes Gereb. Na tle tego zdarzenia przedstawiono sytuację położnictwa na świecie. Projekcja ma być zaczynem dyskusji o przestrzeganiu praw człowieka w zakresie wyboru miejsca i sposobu porodu.

Agnes Gereb asystowała przy nagłym porodzie w domu pacjentki, która wcześniej została zakwalifikowana do porodu w szpitalu, ponieważ jej ciąża nie przebiegała prawidłowo. Nagła akcja uniemożliwiła jednak dojazd na czas do lecznicy. W efekcie dziecko po kilku miesiącach hospitalizacji umarło.

Legalnie pod kilkoma warunkami
Sąd nie wziął pod uwagę opinii wielu biegłych, którzy zwracali uwagę, że położna nie popełniła błędów w trakcie porodu. Skazał ją na dwa lata więzienia i pięcioletni zakaz wykonywania zawodu za narażenie życia pacjenta.

Po tym incydencie jedna z matek, którym Agnes Gereb pomagała w domowym porodzie, pozwała Węgry do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Sędziowie uznali, że uniemożliwianie kobietom rodzenia w domu łamie Europejską Konwencję Praw Człowieka.

Po decyzji Trybunału węgierski rząd ogłosił, że od 1 maja 2011 r., pod pewnymi warunkami, zalegalizuje porody domowe. Toni Harman, twórczyni filmu, komentując wyrok powiedziała, że "teraz każda rodząca w Europie kobieta ma prawo do decydowania o tym, kiedy i gdzie będzie rodzić. Oznacza to również, że jeśli jakakolwiek kobieta poczuje, że jej wybór dotyczący porodu nie były szanowany i wspierany, może odwołać się do wyroku Trybunału i dochodzić przynależących jej praw człowieka."

Domowy papierek lakmusowy
Porody domowe są swoistym papierkiem lakmusowym, jeśli chodzi o przestrzeganie praw człowieka. W Polsce są legalne. W myśl rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie standardów postępowania medycznego przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych z zakresu opieki okołoporodowej, stanowią one realizację praw pacjenta w zakresie wyboru miejsca porodu.

Z danych GUS wynika jednak, że w 2010 r. na 415 559 urodzeń 414 689 odbyło się w szpitalu, natomiast pozostałe 870 w innym miejscu - w tym 471 z pomocą fachową, a 399 bez takiej pomocy. Porody domowe są więc u nas zupełnym marginesem.

- Tak naprawdę kobieta w Polsce nie ma prawa wyboru miejsca porodu. Poród w domu co prawda nie jest nielegalny, ale dopóki nie będzie refundowany, dopóty stanowił będzie margines dostępny dla wybranych. Jeśli kobiety nie stać na opłacenie położnej, to musi rodzić w szpitalu - ocenia Joanna Pietrusiewicz z Fundacji Rodzić po Ludzku.

Dodajmy, że Fundacja i Stowarzyszenie Doula są w Polsce organizatorami ogólnoświatowej akcji ”Freedom for Birth” (zainicjowanej przez One World Birth), w ramach której odbędzie się premiera wspomnianego filmu dokumentalnego.

Pietrusiewicz zwraca też uwagę, że obok czynników ekonomicznych przyczyną ograniczania prawa do wyboru miejsca narodzin dziecka może być również konflikt wartości polegający na tym, że lekarze akcentują konieczność zagwarantowania bezpieczeństwa porodu nawet kosztem podmiotowości rodzącej.

Bezpieczeństwo i podmiotowość - czy to antynomia?
- Mam nadzieję, że projekcja filmu ”Uwolnić poród” wywoła dyskusję, która pozwoli znaleźć złoty środek i pogodzić obie racje - żeby kobieta mogła bezpiecznie rodzić i jednocześnie, żeby była traktowana podmiotowo - mówi Joanna Pietrusiewicz.

- Porody domowe wywołują najwięcej emocji wśród lekarzy - przyznaje prof. Stanisław Radowicki, konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii. Podkreśla, że podstawową rzeczą w położnictwie musi być zawsze bezpieczeństwo matki i dziecka.

- Jak te porody będą wyglądały w warunkach polskich, pokaże czas. Pozostaje też pytanie, kto będzie odpowiadał za poród w domu zakończony śmiercią dziecka? - zastanawia się profesor.

Prof. Radowicki powołuje się na wyniki przeprowadzonej w ubiegłym roku w USA analizy porodów domowych i porodów w salach porodowych. Okazało się, że komfort rodzenia jest zbliżony, natomiast umieralność noworodków jest trzykrotnie większa w przypadku porodów domowych.

Katarzyna Oleś, prezes Stowarzyszenia Niezależna Inicjatywa Rodziców i Położnych Dobrze Urodzeni, które skupia położne przyjmujące porody domowe (w ciągu 20 lat przyjęła ponad 350 porodów) przytacza inne zagraniczne statystyki i twierdzi, że wynika z nich, iż planowany poród domowy w przypadku ciąży fizjologicznej jest tak samo bezpieczny jak szpitalny.

- Nie przypominam sobie ani jednego przypadku zagrożenie życia matki i dziecka przy porodzie domowym w Polsce, a znam doskonale środowisko położnych. Dlatego nie zgadzam się z opinią o braku bezpieczeństwa - zaznacza Katarzyna Oleś. - Oburza mnie to tym bardziej, że w Stowarzyszeniu mamy bardzo rygorystyczne zasady kwalifikowania do porodu domowego. Badania naukowe i nasze doświadczenia wskazują, że jeśli poród jest dobrze przygotowany, a kobieta została prawidłowo zakwalifikowana do porodu, to jest on zupełnie bezpieczny.

Tracą prestiż i pieniądze
Skąd więc ten dystans polskich lekarzy do porodów domowych? Zdaniem Katarzyny Oleś ginekolodzy z trudem oddają pole położnym, bo wiąże się to z utratą zawodowego prestiżu i pieniędzy.

- Według obecnie obowiązujących przepisów fizjologiczny poród i połóg należą również do kompetencji położnej. Położna może prowadzić ciąże, co oznacza, że ginekolog traci część klientek - zauważa i podkreśla, że współczesne położne to osoby po akademiach medycznych, niektóre z doktoratami.

Specjaliści dostrzegają problemy związane z mentalnością i relacjami między personelem medycznym oraz jego stosunkiem do rodzących. Twierdzą, że nowe standardy okołoporodowe przełomu w położnictwie nie wywołały, gdyż były znane i stosowane wcześniej, choć w poszczególnych szpitalach w różnym zakresie. Powinny się jednak przyczynić do odejścia od nadmiernej medykalizacji porodu oraz zmiany mentalności położników i rodzących.

Modernizacje to nie wszystko
Joanna Pietrusiewicz przyznaje, że w ostatnich latach szpitale sporo wydały na remonty i modernizacje oddziałów porodowych. Zmieniły się na korzyść, są bardziej przyjazne. - Ale potrzebne są też zmiany organizacyjne i przede wszystkim zmiany w mentalności, żeby szanowana była podmiotowość rodzącej kobiety.

Informuje nas, że Fundacja Rodzić po Ludzku przygotowuje się do szeroko zakrojonych badań monitorujących wdrażanie standardów.

- Teraz możemy mówić jedynie o tym, na co kobiety najczęściej się skarżą: w szpitalach nie są pytane o zgodę np. na nacięcie krocza, nie są informowane na temat tego z czym wiąże się dana procedura medyczna czy zabieg, np. znieczulenie wewnątrzoponowe - wylicza nasza rozmówczyni. - Narzekają też, że w szpitalach nie zapewnia się prawa do intymności.

- Najprostszy przykład: wystarczy odwrócić łóżka, żeby nie stały frontem do drzwi; żeby osoba, która wchodzi do sali porodowej nie oglądała kroczy. Inna sprawa: czy trzeba koniecznie na ogólnej sali przeprowadzać badania? Przecież można zaprosić kobietę na badania do gabinetu. Takie zmiany nie wymagają nakładów finansowych - przekonuje Joanna Pietrusiewicz.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH