Lato to okres, w którym dochodzi największej w ciągu roku liczby zatruć dzieci na pozór niewinnymi roślinami z ogrodów, łąk. Maluchy wkładają do buzi nasiona złotokapu (10 nasion dla dorosłego jest dawką śmiertelną), "zagryzają" azalią, liśćmi krzaków pomidorów, bielunia i ziemniaków, bluszczem, diffenbachią i hortensją. Rodzice mają często kłopot z odróżnieniem roślin, niektórzy niepotrzebnie wpadają w panikę, inni - co gorsza - lekceważą zagrożenia.

Najgorsze jest zlekceważenie problemu - twierdzą lekarze. - Kilkulatek po zjedzeniu trującej rośliny położy się spać. Kiedy zbudzi się po kilku godzinach, wymiotując krwią, może być za późno na ratunek.

- Średnio dwa razy w tygodniu dzwonią do nas pediatrzy z całego Pomorza, prosząc o konsultacje w sprawie roślin połkniętych przez dzieci - mówi dr Wojciech Waldman z Kliniki Toksykologii Akademii Medycznej w Gdańsku. - Rocznie mamy 60 do 100 takich próśb o konsultacje, a w lecie ta liczba zgloszeń zwiększa się o 20-30%, bo wiadomo, łatwiejszy jest dostęp do roślin.

Ofiarami najczęściej padają maluchy między drugim a szóstym rokiem życia. W Polsce rośnie około 300 trujących roślin. Niektóre z nich działają toksycznie na ośrodkowy układ nerwowy, inne na układ krążenia lub też powodują uszkodzenia wątroby, nerek, zaburzenia krwi i szpiku kostnego lub działają alergicznie na skórę.

Ostatnio pacjentem, zatrutym rośliną, był 3,5-letni chłopczyk, przywieziony do Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku. Dziecko ugryzło  liść diffenbachii.

Lekarze podkreślają, że taki przypadek nie jest wyjątkiem. I nie każda historia kończy się happy endem.

- Najgorsze jest zlekceważenie problemu. Kilkulatek po zjedzeniu trującej rośliny położy się spać. Kiedy zbudzi się po kilku godzinach, wymiotując krwią, może być już za późno - mówi dr Waldman.

Inny przypadek to zatrucie kilkuletniej dziewczynki, która zjadła wilczą jagodę. Jej owoce wielkości wiśni mają bardzo słodki smak. Dawką śmiertelną dla dorosłego człowieka jest 12-15 g suchej masy liści rośliny i około 10-20 jagód. U dziecka - w zależności od wieku i wagi ciała - śmierć może spowodować 1 do 3 owoców.

Toksykolodzy przyznają, że mało kto zna się na roślinach, więc najbezpieczniejsze - gdy zauważymy, że maluch zjadł listek, nieznany owoc lub nasionko - jest zabranie "winowajcy" do lekarza. Pediatrzy z reguły konsultują diagnozę z toksykologami, wybierając optymalną metodę leczenia.

Do szpitali bardzo często trafiają też dzieci zatrute bieluniem dziędzierzawą. Owoc tej rośliny podobny jest do kasztana, a po rozcięciu ze środka wypadają ziarenka jak z pomidora. W nasionach, kwiatach, liściach bielunia znajduje się hioscyna, hioscyjamina i skopolamina. Atakują one autonomiczny układ nerwowy, powodując zaburzenia oddechu, krążenia i pobudzenie nerwowe. Niektóre dzieci tracą przytomność, mają szerokie źrenice. Wyglądają, jakby były w stanie śmierci klinicznej.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH