Usunęli bariery, by ratować ludzi. Operator autostrady: to zachowanie było nieuzasadnione

Karetka, wioząca do Wojewódzkiego Centrum Medycznego w Opolu rannych w wypadku, staranowała dwa szlabany na autostradzie A4. Zachowanie załogi karetki "było całkowicie nieuzasadnione" - uważa operator bramek na autostradzie A4. Ratownicy tłumaczą: szlaban był zamknięty, a życie poszkodowanych w wypadku zagrożone.

W nocy z soboty (2 czerwca) na niedzielę dwie karetki ratownictwa medycznego Falck z Brzegu transportowały dwie poważnie ranne osoby z wypadku na drodze wojewódzkiej nr 401. Jedna z ofiar była na miejscu reanimowana. Obie - według relacji ratowników - były w stanie ciężkim. Ratownicy chcieli dotrzeć do Wojewódzkiego Centrum Medycznego w Opolu jak najszybciej, czyli trasą A4.

Jednak, jak powiedział w niedzielę (3 czerwca) Mariusz Baran, kierownik ratownictwa medycznego Falck z Brzegu, ratownicy po dojechaniu na sygnałach do szlabanów na A4 przy węźle Przylesie stwierdzili, że są one zamknięte.

- Z relacji ratowników wynika, że stali tam 2-3 minuty. Osoby znajdujące się w budkach poboru opłat nie zareagowały na obecność karetek, więc jeden z ratowników wyszedł z karetki i ręcznie wyłamał szlaban bramki - powiedział Mariusz Baran.

Zdaniem przedstawiciela firmy Falck taka sama sytuacja zdarzyła się przy wyjeździe z autostrady A4 na węźle Prądy.

- Karetki straciły przez to kilka minut. To była sytuacja zagrażająca życiu ciężko poszkodowanych ofiar. W ich stanie każda minuta mogła zaważyć o życiu - dodał.

Dorota Prochowicz, rzecznik prasowa firmy Kapsch, która zawiaduje poborem opłat na A4, powiedziała, że incydent miał miejsce dlatego, że ratownicy nie zastosowali się do procedur opracowanych na takie sytuacje.

''Incydent został zarejestrowany przez monitoring. Na postawie analizy zapisu z monitoringu można stwierdzić, że zachowanie obsługi karetki było całkowicie nieuzasadnione. Wjazd na trasę nie był w żaden sposób utrudniony, a żeby otworzyć szlaban wystarczyło pobrać bilet, co zajmuje kilka sekund - a więc mniej niż ręczne wyłamanie szlabanu" - napisała firma Kapsch w oświadczeniu.

Wg operatora procedura przejazdu przez bramki zakłada dwa warianty: na ewentualność korków oraz przy ruchu płynnym. Zdaniem Prochowicz w związku z tym, że w nocy nie było ruchu, karetki powinny były podjechać do bramek, pobrać bezpłatny bilet wjazdu na autostradę i wjechać.

- W razie zakorkowanych wjazdów lub zjazdów karetki powinny korzystać z pasa serwisowego dla pojazdów ponadgabarytowych, gdzie szlaban będzie dla nich otwierany zdalnie przez operatora monitoringu - podała Prochowicz.

Ponadto, jej zdaniem, do wyłamania bramek przez ratowników doszło tylko na węźle Przylesie.

"Kierownictwo Pogotowia Ratunkowego i innych służb ma pełną wiedzę na temat procedur przejazdu pojazdów uprzywilejowanych przez bramki. Należy podkreślić, że podobne procedury obowiązują na innych polskich autostradach (m.in. A2) oraz w wielu krajach europejskich i nie powodują żadnych problemów" - podkreśla firma Kapsch.

W oświadczeniu poinformowano, że podczas spotkania z udziałem przedstawicieli służb ratowniczych i Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad operator "szczegółowo wyjaśniał wszelkie kwestie związane z wjazdem samochodów tych służb na autostradę A4. Ustalono również, że Kapsch Telematic Services wyposaży również pojazdy służb ratowniczych w 500 bezpłatnych urządzeń pokładowych, które umożliwiają automatyczne otwieranie bramek autostradowych".

Michał Wandrasz, rzecznik opolskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, uważa, że ratownicy zamiast czekać przed bramką, powinni pobrać bilet, a szlaban otworzyłby się w ciągu 2-3 sekund.

Z naszych informacji wynika, że wszystkie służby ratownicze powinny być o takiej procedurze powiadomione - powiedział Wandrasz.

Zapewnił jednak, że Generalna Dyrekcja zażąda od firmy Kapsch, by taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła i by firma przesłała ustalone procedury do wszystkich zainteresowanych służb.

Wicewojewoda opolski Antoni Jastrzembski, który kilka dni temu na konferencji prasowej oświadczył, iż w związku z brakiem zatwierdzonego aktualnego planu ratowniczego dla autostrady będzie akceptował taranowanie bramek na A4, w niedzielę powiedział, iż w pełni popiera zachowanie ratowników z karetki, która sforsowała bramki.

- Mało tego - jeśli zdarzy się kolejny takie incydent i karetka sforsuje bramkę samochodem, który przy tym uszkodzi, to będziemy firmę Kapsch pozywać o odszkodowanie z tego tytułu - stwierdził Jastrzembski.

Dodał też, że "życie pokazało", iż zaproponowana przez Kapsch procedura jest niedobra i potrzebna jest "zasadnicza zmiana".

- Bramki mają być podnoszone, gdy zbliża się do nich karetka lub wóz strażacki na sygnale - nie ma innej możliwości - zaznaczył.

Dodał też, że w poniedziałek (4 czerwca) wraz z wojewodą opolskim zajmą się tą sprawą.

 

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH