Dziennik, IB/Rynek Zdrowia | 13-01-2009 11:36

Ustawowa próba regulacji in vitro może wylądować w koszu

Sejmowi przyjdzie się zmierzyć z trzema różnymi projektami dotyczącymi zapłodnienia metodą in vitro: czekającą od września ub.r. propozycją Lewicy, regulacjami PO - gorąco dyskutowanymi obecnie w Platformie - oraz z pomysłem PiS, który optuje za całkowitym zakazem stosowania tej metody. Skrajna rozbieżność tych projektów pozwala przypuszczać, że żaden z nich może nie uzyskać większości.

Propozycja Lewicy, autorstwa posłanki Joanny Senyszyn, ogranicza się do zaledwie dwóch artykułów całkowicie pomijających sferę etyczno-prawną, a mówiących jedynie o obowiązkowym finansowaniu in vitro z budżetu państwa. Prof. Senyszyn podkreśla, że jest to nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Posłanka Lewicy ocenia, że dodatkowe rozwiązania są zbędne, skoro stosowanie metody in vitro jest obecnie dopuszczone przez prawo bez żadnych ograniczeń.

Trzeba monitorować te procedury

Prof. Waldemar Kuczyński z Centrum Leczenia Niepłodności Małżeńskiej Kriobank w Białymstoku, przewodniczący Sekcji Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, zwraca jednak uwagę, że nie ma obecnie najmniejszych szans na wprowadzenie w Polsce refundacji procedur in vitro.

- Po pierwsze: musi być dobre prawo, po drugie: organizacja rządowa, która zajmie się wdrożeniem jego przepisów w życie i dopiero po spełnieniu tych dwóch warunków można przystąpić do tworzenia zrębów systemu refundacyjnego - podkreśla prof. Kuczyński w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl. - Bez monitorowania liczby procedur, skuteczności leczenia, liczby i rodzaju powikłań, bez akredytacji ośrodków i krajowego rejestru wykowywanych zabiegów nie ma możliwości określenia poziomu kosztów, nie ma zatem możliwości refundacji.

Projekt posła Jarosława Gowina z PO zawiera rozwiązania maksymalnie chroniące ludzkie zarodki, m. in. zakaz ich zabijania, mrożenia czy selekcji genetycznej, a prawo do in vitro rezerwuje wyłącznie dla małżeństw. Propozycja budzi gorące dyskusje w klubie PO - część jego posłów chce liberalizacji tych rozwiązań. W ciągu najbliższych dni projekt ma zostać złożony w Sejmie i dopiero wówczas poznamy jego ostateczny kształt.

Także grupa posłów skupiona wokół Bolesława Piechy z PiS ma już gotowy projekt przewidujący całkowity zakaz stosowania metody in vitro.Takiego rozwiązania domaga się m.in. Kościół katolicki.

Poseł Andrzej Dera z PiS, wiceprzewodniczący komisji ustawodawczej, jest zdania, że gdy do złożonego już w Sejmie projektu Lewicy dołączą dwa pozostałe, marszałek Sejmu skieruje je naprawdopodobniej do komisji zdrowia lub komisji nadzwyczajnej, która ustali, który projekt ma być dalej procedowany jako bazowy, a które zgłosić do odrzucenia lub włączyć do podstawowego. Wszystko wskazuje na to, że projektem bazowym będzie projekt PO.

Co na to PiS? Po przewidywanym odrzuceniu przez Sejm zakazu in vitro  Prawo i Sprawiedliwość skłania się do poparcia projektu PO, pod warunkiem jednakże, że nie zostanie zeń usunięty zakaz zabijania zarodków. Jest to także rozwiązanie, na które zgodę wyraża Kościół. Przypomnijmy: Episkopat oświadczył, że jeśli posłowie nie będą w stanie wprowadzić prawnego zakazu in vitro, mogą poprzeć rozwiązania ograniczające jego szkodliwe skutki.

Opory wewnętrzne

Projekt proponowany przez Jarosława Gowina budzi jednak duże opory wielu posłów PO, właśnie ze względu na zakaz zabijania zarodków. Jeśli zapis ten zostanie zlikwidowany, nie ma szans na poparcie PiS i na skupienie większości.

- W tym parlamencie tylko propozycja zakazująca zabijania zarodków ma szanse na poparcie większości, czyli ponad połowy posłów Platformy, a także zdecydowanej większości PSL i PiS - uważa Jarosław Gowin.

- W polskich warunkach na in vitro nie da się raczej zbić kapitału politycznego, dlatego wszystkie poprzednie ekipy rządzące odsuwały ten problem od siebie jak najdalej - przypomina prof. Waldemar Kuczyński. - Dyskusje na ten temat wciąż obracają wokół pytania, co jest ważniejsze: kura, czy jajko? Pewnych decyzji nie da się jednak odkładać bez końca w czasie, choćby ze względu na obowiązujące dyrektywy UE dotyczące bezpieczeństwa zarodków ludzkich przechwywanych w bankach. Pozostaje jednak pytanie, jakie to będą decyzje i jakie spowodują skutki.