Transport międzyszpitalny, czyli do czego służy pogotowie

- W nowoczesnych systemach ochrony zdrowia szpital odpowiada za przetransportowanie pacjenta do szpitala o wyżej referencyjności. Ma do dyspozycji odpowiednio wyposażony ambulans z lekarzem z oddziału, na którym przebywał chory - mówi prof. Juliusz Jakubaszko, członek zarządu Światowej Federacji Medycyny Ratunkowej, były konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej, proszony przez nas o komentarz do głośnych wydarzeń z Częstochowy i Gostynia.

Przypomnijmy, że chodzi o niedawne wydarzenia (10 października) w Częstochowie, gdzie zmarła kobieta w ciąży, oczekująca na transport do szpitala o wyższej referencyjności. Problemy z transportem międzyszpitalnym pojawiły się też (sierpień) w Gostyniu, gdzie przewiezienia do specjalistycznego szpitala wymagał ranny w wypadku chłopiec.

Rynek Zdrowia: - Jest Pan współtwórcą ustawy o ratownictwie medycznym. Czy ostatnie dwa głośne zdarzenia - to w Częstochowie, i to w Gostyniu - nie dają Panu do myślenia?

Juliusz Jakubaszko: - Co ma ratownictwo medyczne do transportu międzyszpitalnego?

- Chyba ma, bo jedno, co przychodzi na myśl po analizie tych zdarzeń to to, że należałoby zwiększyć rolę lekarza w opiece nad pacjentem wymagającym natychmiastowej pomocy, żeby mógł arbitralnie, jednoosobowo decydować o rodzaju i sposobie transportu, zamiast wdawać się w dyskusje z dyspozytorami.

- W nowoczesnych systemach ochrony zdrowia szpital odpowiada za przetransportowanie pacjenta do szpitala o wyżej referencyjności. Ma do dyspozycji odpowiednio wyposażony ambulans, w którym najczęściej jest lekarz z oddziału, na którym przebywał pacjent. Lekarz musi być z pacjentem aż dowiezie go do oddziału o wyższej referencyjności i przekaże innym lekarzom. Pacjent jest więc zabezpieczony przez cały czas, jest też określona odpowiedzialność za pacjenta co do decyzji o konieczności transportu i zapewniony nadzór ze strony jednostki zlecającej transport.

Gdyby odnieść ten model do naszych warunków, oznaczałoby to, że np. lekarka z Częstochowy powinna jechać z rodzącą do szpitala o wyższej referencyjności.

Ale zgoda co do tego, że u nas nie jest rozwiązana sprawa transportu międzyszpitalnego. Niemniej jednak nie jest w to włączany system ratownictwa medycznego.

- Mam na myśli rolę lekarza, który uświadomił sobie, że więcej nie jest w stanie zrobić i potrzebuje wsparcia innych specjalistów.

- Lekarz powinien pełnić rolę opiekuna, być przy pacjencie do końca, do momentu przekazania go do innego oddziału. Tak jest w cywilizowanym świecie. Ustawa, która powinna powstać w Polsce, powinna się nazywać ustawą o ratowaniu ludzkiego życia w nagłym zagrożeniu, a nie ustawą o systemie organizacyjnym ratownictwa.

Kiedy w latach 1996/97 r. zaczynaliśmy prace nad uporządkowaniem ratownictwa medycznego, to pierwsze projekty nosiły nazwę ustawy o ratowaniu ludzkiego zdrowia lub życia w nagłym zagrożeniu. To miało sens, było wzorowane na amerykańskiej ustawie z lat 80-tych, znowelizowanej ostatni raz w 2003 r. i obowiązującej do dziś. Mówi ona o tym, co się należy obywatelowi na wypadek nagłego zagrożenia życia lub nagłego porodu. Mówi o ratowanie osoby ludzkiej w każdej sytuacji, a nie jak u nas - o ratowaniu systemu, żeby miał pieniądze.

Ale to temat morze. Powiem tylko, że był silny lobbing ze strony pogotowia ratunkowego, które zgarnia z budżetu państwa 1,7 mld zł, żeby kupować nowe karetki, a mamy już ich trzy razy więcej niż w niektórych krajach Zachodniej Europy.

- To jak powinno wyglądać idealne ratownictwo medyczne albo przynajmniej takie, w którym nie dochodziłoby do zdarzeń, o których mówimy?

- Idealny układ jest taki, że duży szpital wieloprofilowy z oddziałem ratunkowym - takie centrum medycyny ratunkowej w danym rejonie - ma na wyposażeniu własne ambulanse i jeździ na wezwania. Odpowiedzialność medyczna i prawna takiego szpitala zaczyna się w momencie przyjęcia zgłoszenia.

W Polsce mamy jednak inne rozwiązanie - instytucję nastawioną de facto na zarobek, która ma tylko dojechać w odpowiednim czasie. Nikt nie rozlicza pogotowia, nie ma monitorowania jakości, sprawdzania tego, co się dzieje w fazie przedszpitalnej. Jako Polskie Towarzystwo Medycyny Ratunkowej od lat dopominamy się o nowelizację ustawy i wprowadzenie obowiązku monitorowania jakości systemu ratownictwa medycznego. Instytucja przedszpitalna, jest nią najczęściej pogotowie, zainteresowana jest tylko tym, żeby dowieść pacjenta do szpitala i mieć święty spokój.

- Spokoju to w pogotowiu nie mają. Do 31 grudnia 2012 r. lekarze pracujący w ratownictwie medycznym muszą mieć specjalizację.

- O tym, że trzeba robić specjalizację wiadomo było od 6 lat. Teraz podnosi się lament: - och, co to będzie, bo zabraknie nam lekarzy! To nieprawda, nie zabraknie. Mogą dalej pełnić dyżury, z tym że gorzej płatne, bo w karetkach podstawowych, a nie w specjalistycznych.

Poza tym jest dyrektywa europejska z 2006 r., która nakazuje, aby do pacjenta w stanie nagłego zagrożenia życia z interwencją udał się lekarz specjalista medycyny ratunkowej. Dlaczego Europa kładzie się nacisk na specjalizację? Bo wtedy pacjent ma największe szanse, a przy tym są to najniższe koszty dla systemu, gdyż powikłań jest mniej. Europa idzie w tym kierunku, czy my mamy iść w przeciwnym?

-Dziękuję za rozmowę.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH