Terapeutyczna hibernacja uratuje życie ciężko rannym?

Śmierć mózgu następuje zwykle po 5 minutach od zatrzymania krążenia krwi. Dzięki specjalnym zabiegom można ją jednak odwlec, znacznie dłużej niż się dotąd wydawało - przekonuje prof. Samuel Tisherman z University of Maryland na łamach "New Scientist".

Kiedy przestanie bić serce człowieka jest zwykle nie więcej niż 5 minut na to, żeby nie doszło do zniszczenia mózgu. Ratownik Karol Piekutowski z fundacji "AED Szansa dla Serca" wyjaśnia, że trzeba wtedy szybko przeprowadzić reanimację, energicznie uciskać serce, najlepiej 100 razy na minutę, na zmianę z innymi osobami, bo sami nie damy rady. Przydałoby się również sztuczne oddychania.

Wtedy po 20, a nawet po 30 minutach można jeszcze przywrócić kogoś do życia. Czasami nawet później, ale to wyjątkowe sytuacje. Dłużej mogą przeżyć jedynie osoby, które miały szczęście w nieszczęściu: wpadli do przerębla albo zamarzli na mrozie (jeśli tylko ich ciało nie zdążyło jeszcze się zamienić się w bryłę lodu).

Jak długo zatem może trwać śmierć kliniczna? Najprostsza odpowiedź jest taka, że dopóki nie nastąpi śmierć mózgu. Wtedy mówimy już o śmierci biologicznej, która jest nieodwracalna.

"New Scientist" pisze, że pewna Japonka w 2011 r. poszła nocą do lasu, gdzie chciała popełnić samobójstwo. Połknęła sporą dawkę pigułek. Przypadkowo znaleziono ją nad ranem cztery godziny później. Gdy przyjechało pogotowie, temperatura jej ciała spadła do 20 st. C. Serce nie pracowało. Nadal jednak żyła. W szpitalu podłączono ją do urządzaniu, które działa jak sztuczne płuco-serce o nazwie ECMO (pozaustrojowe utlenianie krwi).

Lekarze przez 6 godzin walczyli o jej życie zanim udało się przywrócić jej bicie serca. W sumie od zatrzymania akcji serca minęło 10 godzin. Mimo to przeżyła, trzy tygodnie później opuściła szpital. Wyszła za mąż, urodziła dziecko. Podobno jest szczęśliwa, o samobójstwie już nie myśli.

Niedawno polskim lekarzom z oddziału anestezjologii i intensywnej terapii Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w podobny sposób udało się uratować chłopca, którego temperatura spadła do zaledwie 12,7 st. C. To pierwszy taki przypadek na świecie.

Pod wpływem niskiej temperatury spowolniona zostaje w organizmie przemiana materii i spada zapotrzebowanie organizmu na tlen. Jeśli zatem zdarzy się nam kogoś ratować, ale nie udaje się przywrócić bicia serca, bo nie ma w pobliżu defibrylatora, który wysyła impuls elektryczny do mięśnia sercowego i może przywrócić właściwy jego rytm, albo nic to nie daje, warto ciało obłożyć workami z lodem lub mrożonkami, o ile są pod ręką.

Niektóre karetki - także w Polsce - są już wyposażone w aparat do schładzania ciała. Podłącza się go do krwiobiegu osoby z zatrzymaniem akcji serca i schładza krew, która z kolei obniża temperaturę ciała do 33 st. C. A potem wiezie szybko do szpitala. Jest to tzw. terapeutyczna hipotermia, trampolina do życia dla tych, którym serce uporczywie odmawia posłuszeństwa.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH