Iwona Bączek/Rynek Zdrowia | 01-04-2009 06:41

System ratownictwa medycznego - lepszy monopol czy konkurencja

Choć o protestujących ratownikach medycznych w mediach ostatnio ciszej, nie oznacza to bynajmniej, że zakończyli bój o to, aby Państwowe Ratownictwo Medyczne pozostało istotnie państwowe. Tym bardziej, że w regionie łódzkim nie zakończył się jeszcze proces kontraktowania usług pogotowia.

Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Ratownictwa Medycznego (KZZPRM) ostrzega, że jeśli umowy zostaną podpisane z prywatnymi świadczeniodawcami, ostre protesty załóg, które stracą z tego powodu pracę, są nieuniknione.

Na razie związkowcy zwierają szeregi, przymierzając się do powołania konfederacji związków zawodowych pracowników ratownictwa medycznego i liczą na to, że zdecyduje się przystąpić do niej także „Solidarność”.

Konfederacja ma dać silniejszy odpór prywatnym firmom, próbującym zawojować rynek zarezerwowany dotychczas dla państwowego pogotowia.

- Konkurs dla ratownictwa medycznego zakończył się wprawdzie 23 marca, ale w trzech przypadkach postępowanie pozostało nie rozstrzygnięte - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Anna Leder z Łódzkiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. - Chodzi o miasto i gminę Poddębice, Uniejów, Piotrków Trybunalski oraz Łask, gdzie zostały podpisane miesięczne aneksy do umów. Rozstrzygnięcia nie było, ponieważ oferenci nie byli w stanie zapewnić kompleksowego świadczenia usług w tych rejonach.

Nie tylko ta sprawa blokuje zakończenie konkursu. Fundusz czeka również na odwołania od podjętych decyzji. Dyrektor oddziału musi się do nich ustosunkować w ciągu tygodnia. Na razie wpłynęło jedno: od SPZOZ Pabianice. Placówka przegrała z firmą Falck Medycyna, która będzie świadczyć usługi w zakresie ratownictwa medycznego także w Konstantynowie Łódzkim, Ksawerowie i Lutomiersku.

Te przepisy są złe?

- Na początku tygodnia spotkaliśmy się, wspólnie z kolegami z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Służb Ratownictwa Medycznego, z dyrekcją ŁOW NFZ - informuje Robert Szulc, przewodniczący Komisji Krajowej KZZPRM. - Rozmowa dotyczyła, m. in. prywatnych firm, które - mimo licznych nieprawidłowości - wciąż stają do konkursów. Nie przeszkadza fakt zakontraktowania jednej karetki w czterech województwach, ani też sprawa w sądzie z Funduszem. Płatnik nie ma do dyspozycji przepisów, na bazie których mógłby odsunąć takiego oferenta od konkursu. I to jest największy ból. Konkurecja powinna być uczciwa, ale czy jest?

Robert Szulc przypomina przykład wielkopolskich Szamotuł, gdzie wygrała firma nie spełniająca - w ocenie związkowców - żadnych wymagań dyktowanych przez zdrowy rozsądek. Jej lekarze nie są lekarzami systemu PRM, dyspozytorzy nie mają wykształcenia medycznego, a siedzibą firmy jest blaszany kontener.

- Dotychczasowi świadczeniodawcy, którzy przegrali konkurs z takim przeciwnikiem, złożyli odwołanie do prezesa NFZ, ale zanim nadeszła odpowiedź z Centrali, wielkopolski oddział płatnika już podpisał kontrakt - dodaje przewodniczący KZZPRM. - Nie ma się co dziwić, że to właśnie w Wielkopolsce zdarza się, że prywatne pogotowie nie jest stanie wysłać karetki na miejsce wypadku i zwraca się o pomoc do państwowego dysponenta, którego rozstrzygnięcie konkursu wyrzuciło poza nawias.

Marta Banaszak-Osiewicz, rzecznik Wielkopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ odpowiada krótko: jeśli kontrakt został podpisany, oznacza to tylko tyle, że oferent spełniał stawiane przez Fundusz i określone w przepisach warunki. Wszystko zostało sprawdzone. Firma Obst Technika, bo to o nią chodzi, złożyła ofertę na realizację usług z zakresu ratownictwa medycznego w rejonie operacyjnym Szamotuły, Wronki i Pniewy, a kontrola sprawdziła zgodność stanu faktycznego z ofertą. Dotyczy to m. in. wykazanego personelu, który posiada kwalifikacje zgodne z obowiązującymi przepisami. Jeśli chodzi o organizację dyspozytorni, to pozostaje ona w gestii właściciela podmiotu i tym samym nie podlega kontroli NFZ.

- Prawdą jest natomiast, że  w województwie miały miejsce dwa przypadki, w których karetka dotarła na miejsce wypadku zbyt późno - przyznaje rzecznik. - Każdy z nich bada obecnie wojewoda.

Na terenie Wielkopolski działa obecnie sześć niepublicznych podmiotów realizujących usługi z zakresu ratownictwa medycznego. Obsługują one rejony operacyjne, poza już wymienionymi, w Ostrzeszowie, Rogoźnie, Buku i Puszczykowie, Stęszewie, Rawiczu, Pleszewie oraz miejscowociach Gołańcz i Wysoka.

Łatwiej zburzyć, trudniej odbudować

Tak przynajmniej uważa Robert Szulc, który nie ukrywa, że kontraktowanie przez płatnika usług prywatnego pogotowia, niszczy publiczne jednostki.

- Żaden państwowy dysponent nie zainwestuje w sprzęt, jeśli nie ma pewności umowy z płatnikiem - podkreśla przewodniczący KZZPRM. - Przegranie konkursu oznacza bowiem zadłużenie i problemy dla szpitala, który wyłożył pieniądze. Podobna sytuacja jest wówczas, gdy kontrakt ma być podpisany na kilka miesięcy. To również nie rozwiązuje problemu, ponieważ nikt nie wie, co będzie później. Dajemy w ten sposób broń do ręki prywatnym firmom, które przekonują o wyższości swojego wyposażenia nad tym, co pozostaje w dyspozycji państwowych jednostek. Łatwo jest zniszczyć pogotowie, ale bardzo trudno będzie je potem odbudować.

Robert Szulc z niepokojem śledzi także losy raportu o nieprawidłowościach w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie, opublikowanego kilka dni temu przez dr Cezarego Pakulskiego, zachodniopomorskiego konsultanta ds. ratownictwa medycznego. Zdaniem dr Pakulskiego karetki WSPR są nadal, mimo zaleceń po ubiegłorocznej kontroli wojewody, wykorzystywane do celów komercyjnych i zarabiają dodatkowo na transporcie pacjentów, mimo iż obowiązuje je kontrakt z płatnikiem.

- To bardzo zła wiadomość - mówi Robert Szulc. - Przede wszystkim dlatego, że daje kolejny argument prywatnym firmom. Teraz mogą powiedzieć: patrzecie, jak to fatalnie wygląda...

Okiem konsultanta

Prof. Juliusz Jakubaszko, krajowy konsultant w dziedzinie ratownictwa medycznego, nie chce komentować afery w Szczecinie.

- Nikt mnie o tym oficjalnie nie zawiadomił, więc... - wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl.

Prof. Jakubaszko ma za to sprecyzowaną opinię na temat kontraktowania usług prywatnego pogotowia.

- Mianem Państwowego Ratownictwa Medycznego określony jest system, co nie oznacza, że prywatne firmy są automatycznie wyłączone z gry - ocenia konsultant. - Publiczne jednostki ratownictwa medycznego nie mają monopolu, dlatego ani płatnik, który je finansuje ani wojewoda, który nadzoruje całość, nie mogą im go zapewnić. Byłoby to zresztą sprzeczne z prawem unijnym. Jeśli chodzi o NFZ, to Fundusz ma swoje przepisy i pełną swobodę podejmowania decyzji w ich ramach.

Zdaniem Roberta Szulca, prof. Juliusz Jakubaszko - choć bardzo zasłużony dla polskiego ratownictwa medycznego - nie zna realiów kontraktowania, ani twardego boju, który toczy się o rynek usług w tym zakresie.

- Prywatne firmy są bardzo aktywne i bardzo zdeterminowane - podkreśla przewodniczący KZZPRM. - Ich determinacja ociera się już o gangsterskie metody działania. 27 marca odebrałem telefon z pogróżkami. Sprawa dotyczy naszych planów powołania konfederacji związków zawodowych. Dowiedziałem się, że jeśli będę kontynuował podobne działania, może mnie spotkać coś złego.